Alienacja rodzicielska w grupie zaburzeń psychicznych?

Alienacja rodzicielska

Zaburzenie związane ze zjawiskiem alienacji rodzicielskiej jest definiowane jako stan psychiczny, występujący u dziecka, które w kontekście rozwodu rodziców jest zaangażowane w deprecjonowanie i krytykowanie jednego z rodziców, przy czym tego typu oczernianie nie jest uzasadnione. Dziecko odmawia kontaktów z jednym z rodziców w wyniku tego, że jest fałszywie przekonane, że rodzic wyalienowany jest niebezpieczny lub co najmniej z jakichś powodów niegodny aby się z nim spotkać. Alienacja rodzicielska nie ogranicza się do rodziców dziecka, występuje także w stosunku do dziadków i innych członków rodziny, czy znajomych alienowanego rodzica. Wśród czołowych ekspertów w dziedzinie alienacji rodzicielskiej panuje przekonanie, że powinno ono zostać wpisane jako zaburzenie osobowości do klasyfikacji zaburzeń psychicznych DSM-5, a także ICD-11.

DSM to klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (APA). Z kolei ICD jest międzynarodową statystyczną klasyfikacją chorób i problemów zdrowotnych opracowanych przez WHO, obowiązujących w Polsce od 1996 r. Nowa klasyfikacja DSM V powinna pojawić się w maju 2013 r. Z kolei aktualizacja ICD 11 jest planowana na 2015 r.

Wyrazem tego przekonania jest skierowanie propozycji do grupy zadaniowej APA, pracującej nad DSM, przez amerykańskiego psychiatrę dr. Williama Berneta, aby włączyć „alienację rodzicielską” do grupy zaburzeń. Bernet pracował wówczas nad książką dokumentującą ten problem, w której przeformułował pojęcie PAS Gardnera. Ukuł termin Parental Allienation Disorder (PAD), którego kryteriami mają być postawy i zachowania dziecka wskazane przez Gardnera, oraz błędne przekonanie, że alienowany rodzic jest niebezpieczny i należy go unikać.

Opublikowana już książka, o której tu mowa, to “Parental Alienation, DSM-V, and ICD-11”. W zamyśle miała ona dostarczyć dowodów i wyników badań przekonujących, aby przyjąć jego wniosek. William Bernet skontaktował się z autorami innych badań poświęconych temu zjawisku. Przez dwa lata we Florencji odbywały się nieformalne spotkania współautorów. Nie będę przytaczał wszystkich nazwisk, bowiem tylko ich wymienienie zajęłoby kilka akapitów i tak już długiego tekstu.

Od jakiegoś czasu grupa pracująca nad DSM V była „zalewana” informacjami na temat zjawiska: badania i monografie naukowe, książki, listy i inne materiały nadsyłane m.in. przez rodziców i dzieci poddanych alienacji.  Od zeszłego roku grupa zadaniowa pracująca nad DSM V „poważnie rozważa” przyjęcie alienacji rodzicielskiej do opracowywanych klasyfikacji. Wyrazem tego jest umieszczenie zaburzenia w tzw. „zewnętrznych źródłach”, które można określić jako swoistą „listę obserwowaną” zaburzeń, które mogą zostać wciągnięte do ostatecznej wersji DSM. Niektórzy krytycy pojęcia alienacji rodzicielskiej argumentują, że nie ma wystarczającej ilości badań na ten temat, aby postawić oficjalną diagnozę.

„Krytycy, którzy podają ten argument, są niedoinformowani. Podczas organizowania badań i zbierania informacji dotyczącej alienacji rodzicielskiej, odnaleźliśmy blisko 500 książek, rozdziałów i artykułów poświęconych alienacji rodzicielskiej, potwierdzających zaistniały problem w literaturze profesjonalnej z ponad 30 krajów. Istnieje ogromna ilość badań potwierdzających, że alienacja rodzicielska naprawdę istnieje i jest to problem międzynarodowy” – konstatuje dr. Bernet.

Co ciekawe, wśród grup protestujących przeciwko wpisaniu alienacji rodzicielskiej do kryteriów DSM znalazła się Narodowa Organizacja Kobiet (NOW z USA), która, jak napisała w oświadczeniu przesłanym do członków grupy pracującej nad DSM, a także sędziów rodzinnych i ławników, od zawsze sprzeciwiała się istnieniu zaburzenia PAD. Organizacja zarzuca, że kobiety są często oskarżane o wywoływanie u dzieci stanu psychicznego zwanego PAD. Zwraca się uwagę, że zaburzenia zostały zaproponowane przez działaczy praw ojca, że mają one służyć legitymizacji – większej niż obecnie mają lub powinni mieć – praw w sądzie.

W 2010 roku w Brazylii usankcjonowano karnie to zjawisko. Z kolei w Hiszpanii tamtejsze stowarzyszenie psychologiczne PAS zaakceptowało jako diagnozę. Fakt występowania zjawiska alienacji rodzicielskiej jest przez specjalistów uważany za formę krzywdzenia dzieci. Szacunkowo podaje się, że każdego roku w Stanach Zjednoczonych ta forma przemocy dotyka ponad 200.000 dzieci. W Polsce podaje się, że bez ojca wychowuje się 3 miliony dzieci.

Z kolei ekspertyza (prof. dr hab. Irena Namysłowska, doc. dr hab. Janusz Heitzman, mgr psychologii Anna Siewierska), wykonana na zlecenie Biura Rzecznika Praw Dziecka i dotycząca syndromu PAS na okoliczność przydatności w orzecznictwie sądowym, wskazuje za Alicją Czerederecką, że brak syndromu w systemach klasyfikacyjnych zaburzeń PAS nie jest dowodem na fakt, że takiego zaburzenia lub objawów nie ma. To, że w aktualnych klasyfikacjach objawów nie znalazł się zespół PAS, nie jest równoznaczne z przyjęciem tezy, że nigdy odpowiadający mu zespół objawów w klasyfikacji się nie znajdzie. Nie budzi wątpliwości, że negatywne konsekwencje dla rozwoju psychicznego dziecka ma jego „uwikłanie w walkę” rodziców między sobą o tzw. pierwszeństwo opieki rodzicielskiej i eliminację jednego z nich, niezależnie od tego czy zespół PAS jest obecny w klasyfikacji.

Niezależnie od tego, czy alienacja rodzicielska zostanie uznana za zaburzenia osobowości w narodowych czy międzynarodowych klasyfikacjach, należy zauważyć, że związana jest bardzo silnie z faktem utrudniania kontaktów. Osobiście uważam, że to zjawisko powinno się wyeliminować w pierwszej kolejności, jako sprzyjające rozwijaniu się niepożądanych zaburzeń związanych czy uznawanych za alienacją rodzicielską. Pod uwagę powinno się brać przede wszystkim prawo dziecka, ale także i obowiązek do kontaktów z rodzicami. Również rodzice mają obowiązek utrzymywania kontaktów z dzieckiem niezależnie od powierzonej pieczy rodzicielskiej, a nawet w przypadkach jej pozbawienia.

GD Star Rating
loading...
Alienacja rodzicielska w grupie zaburzeń psychicznych?, 5.0 out of 5 based on 1 rating
Alienacja rodzicielskaJak się ma tyle spraw to się idzie samemu…Alienacja rodzicielska to przemoc i nadużycie wobec dziecka
Ten wpis został opublikowany w kategorii alienacja rodzicielska, PA i PAS, prawo i praktyka, przemoc, psycholodzy, psychiatrzy, badania, zespół alienacji rodzicielskiej i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „Alienacja rodzicielska w grupie zaburzeń psychicznych?

  1. NotifyMyszak pisze:

    Nerwusie;
    …nie było przyjaznej atmosfery usprawiedliwiania nieróbstwa, dlatego części osób jednak udało się zminimalizować defekt.

    I dokladnie o to chodzi. Oczywiscie, mozna matury dawac wszystkim razem z aktem urodzenia, ale wtedy uniwersytety zamienia sie w przedszkola.

    …łatwiej kogoś skreślić i pracować z osobą, u której wynik jest od razu i bez wysiłku.

    Niestety do tego sie tych diagnoz notorycznie uzywa: uczen ma diagnoze, to leniwa pani uczycielka juz go uczyc nie musi, bo ma wykret; zdiagnozowany nie liczy jej sie do sredniej wynikow. Czyli – pod plaszczykiem pomocy, uczen z klopotami dostaje jeszcze jednego kopa, jakby jego orginalny klopot z nauka to bylo za malo…
    Mialem w klasie kolege, ktory naprawde sie uczyl, wkladal w to wiele pracy, ale ledwie sie wyrabial na 3- a i to nie zawsze, czasem cale 3. Jedyna forma specjalnego traktowania, jaka dostawal: jak sie nauczyl na solidne 3+ – niektorzy nauczyciele stawiali mu 4, zeby go zachecic. To dziala. Podstawowke skonczyl umiejac rozne podstawowe rzeczy, potem zawodowke, potem wieczorowe technikum; dzisiaj ma niewielkie przedsiebiorstwo, z ktorego niezle zyje on, jego rodzina – i jeszcze dwoch ludzi, ktorych zatrudnia.
    W obecnej szkole dostalby pare ‘zaswiadczen’ i spisaliby go na straty – za co? Fajny, porzadny czlowiek. Z zaswiadczen by sie nie utrzymal…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  2. NotifyMateusz pisze:

    Myszak: Oczywiscie, mozna matury dawac wszystkim razem z aktem urodzenia, ale wtedy uniwersytety zamienia sie w przedszkola.

    A pamiętacie jak Minister Edukacji Narodowej, nauczycielka matematyki, protestowała przeciwko obowiązkowej matematyce na maturze, bo to za trudne?

    Nota bene zauważam niepokojące zjawisko. Powstaje sporo szkół niepublicznych. Społecznych, prywatnych, kościelnych… Generalnie już sama bariera finansowa powoduje, że trafiają tam lepiej przygotowane dzieci. Powinno się im postawić większe wymagania, żeby pomóc im wykorzystać potencjał. Czy tak się dzieje? Nie bardzo…
    Właśnie w tych szkołach jest największy odsetek dyslektyków, dysgrafików, dyskalkulików i wszelkich możliwych dys. Sam byłem świadkiem wielu sytuacji, kiedy dyrektor szkoły niepublicznej z nauczycielem przekonywali gorąco rodzica, żeby załatwił dziecku zaświadczenie z poradni. Poznałem również kilka sytuacji, kiedy szkoła domagała się niemalże, aby rodzice wyrobili dziecku papiery inwalidy. Bo niedosłyszało, bo miało ADHD, bo miało inne schorzenia.

    O co chodzi? Po co szkole niepublicznej takie papiery? Dlaczego szkoła publiczna tak o to nie zabiega? Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi. Dziecko z zaświadczeniem o jakimś dys może pisać egzamin końcowy dłużej i w lepszych warunkach. Do tego nie można mu odbierać punktów za coś (ortografię, czytelność pisma itp.) Czasem może mieć przy sobie kalkulator. Czyli ma zapewniony lepszy wynik egzaminu. A przecież taka szkoła żyje wyłącznie z wyniku egzaminu. To zresztą jest wariactwo kompletne, bo on w większym stopniu najczęściej zależy od procesu rekrutacji niż od procesu nauczania. Niemniej jednak każdy rodzic szukając dla dziecka “czegoś lepszego” sprawdza wyniki testów końcowych. Znacznie rzadziej już patrzą na to, co robią absolwenci szkoły. Natomiast to, co jest jedynym prawdziwym kryterium jakości szkoły – stosunek średniej z egzaminu wstępnego (znaczy kończącego poprzedni etap nauki) do średniej z egzaminu końcowego w ogóle nie jest liczony.

    Czy zatem chodzi tym wspaniałym rodzicom, żeby ich dzieci jak najwięcej się nauczyły i zostały dobrze przygotowane do życia, czy może o to, żeby im załatwić “kwit z dobrej uczelni” który pozwoli później łatwiej wprowadzić je po znajomości w dorosłe życie? A samodzielność? A kogo to obchodzi?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  3. Notifyborodziej pisze:

    A pamiętacie jak Minister Edukacji Narodowej, nauczycielka matematyki, protestowała przeciwko obowiązkowej matematyce na maturze, bo to za trudne?

    Ja pamiętam, jak minister “duży Roman” przepuścił maturzystów, którzy oblali maturę. Gdzieś w szafie mam jeszcze z tamtych czasów “granatowy mundurek”.
    Równamy w górę, czy równamy w dół? Podam dwa przykłady procesu nauczania i współpracy na linii szkoła-rodzice, z życia wzięte…
    Syn lada chwila kończy gimnazjum. Z tegorocznym testem problemów co niemiara (nie będę tematu rozwijał). Młodzież rozwiązuje testy jeden za drugim (uczą ich tego, by im pomóc w przejściu na kolejny etap edukacji), pedagodzy i psycholog szkolna prowadzą liczne rozmowy z młodzieżą udzielając pomocy przy wyborze szkoły (liceum, technikum, jaki profil i gdzie złożyć podanie). Okazuje się, że jedni mierzą bardzo wysoko – wygórowana samoocena plasuje ich (w ich mniemaniu) w pierwszej 10-tce Rejtana lub Batorego (i wtedy P&P uświadamiają zawczasu, by później nie było głębokich rozczarowań) lub w sytuacji z drugiego bieguna: jestem zbyt słaby, nie mam szans (choć możliwości i wiedzę uczeń posiada, lecz ma obniżoną samoocenę, nie wierzy we własne siły i trzeba go wewnętrznie podbudować). I szczerze: czuję pomoc, wsparcie i zaopiekowanie mojego syna, tak to powinno właśnie funkcjonować.
    I druga sytuacja, z podstawówki u córki. Zostałem wezwany (EX również) na spotkanie zespołu pedagogiczno-psychologicznego. Wchodzę do sali, a tam atmosfera… gorsza niż na stypie. Z nami łącznie 10 osób, usadowionych w kręgu wokół 4 ławek i… cisza, miny grobowe. Wychowawczyni odczytała “rozpoznanie dokonane przez nauczycieli i specjalistów (7 punktów) i później akcja z podpisami, kserowaniem dokumentów i przybijaniem pieczątek. Znowu cisza, przeciągająca się, wręcz nieprzyjemna. Więc jako ojciec poczułem się do zabrania głosu, by tę ciszę przerwać. W pierwszych słowach usłyszałem, że czasami trzeba pomilczeć, a tak w ogóle to oni już tak tym zespołem pracują od godz. 14-ej (była godz. 17). Zbaraniałem nie chcąc komentować, że sam oprócz pracy zawodowej i zajmowaniem się dwójką dzieci, w ciągu 3 dni mam 4 zebrania szkolne (dwa w SP i dwa w GIM). Ugryzłem się w język i ponownie próbuję przerwać zmowę milczenia: to wypowiem się w kilku zdaniach korzystając z okazji, że spotykamy się pierwszy raz, w tak szerokim gronie – trzeba to wykorzystać. Od siebie podałem zauważone przeze mnie zmiany in plus w procesie nauczania córki, jej mocne i słabe strony, nieopatrznie wypowiedziałem zdanie, że “stać ją na więcej”. Od razu zostałem skarcony spojrzeniem przez polonistkę/byłą dyrektor: to nie do końca jest tak jak pan mówi, córka się stara i nie może pan porównywać córki do innych dzieci. Nie powiedziała nic odkrywczego, bo nikt nie lubi być porównywanym i na tej podstawie ocenianym, a tym bardziej takie działanie jest niewychowawcze. Zabierając głos wyszedłem na ojca z ambicjami, który na siłę próbuje windować córkę do aspiracji o świadectwo z czerwonym paskiem. Ależ skąd, gdy średnia na świadectwie osiągnie 4,0, to już tata jest szczęśliwy Smile Tylko: rozbudzajmy w dzieciach ambicję, zainteresowanie książkami i czytaniem, chęcią poprawiania ocen gdy pójdzie gorzej, rozwijaniem zdolności etc. CÓRKA SIĘ STARA. Lecz jak ją w domu zachęcam do czytania lektury, to mi odpowiada: a pani pedagog/nauczycielka powiedziała, że teraz to mało kto czyta. Ręce i nogi opadają…
    Będąc z córką na co dzień widzę ile czasu poświęca na naukę i pogłębianie wiedzy, a ile na zabawę i czas z koleżankami. I to nie jest sprawa “starania się”, tylko “migania”.
    Za rok koniec podstawówki. Ile będzie miała przeczytanych lektur? Ile będzie znała słówek z angielskiego? W jak dużym stopniu pozna tajniki informatyki (podręcznik z płytą CD nawet nie ruszony)? Czy jako dyskalkulik ma szansę w podstawówce opanować tabliczkę mnożenia do 100?
    Wczoraj po przedwczorajszej Radzie Rodziców w Gimnazjum rozmawiałem z panią Dyrektor – szczerze się martwi, bo największe problemy wychowawcze są w klasach… I-ych! Dotychczas nigdy tak nie było, I-aki aklimatyzowały się w nowej szkole. Wyniki w nauce są też niepokojące – rekordziści mają po 8 jedynek na semestr.
    To jak? Gimnazjum źle uczy, czy już jakiś “bagaż” przynosi się z podstawówki?
    Pamiętam swoją podstawówkę: tam nie było takiej opcji, że ktoś nie potrafi się nauczyć ortografii, tabliczki mnożenia, czytelnego pisania czy nie czytania lektur. NIE BYŁO TAKIEJ OPCJI – nie było dysortografów, dyslektyków czy dyskalkulików. A jak miał dysgrafię, to zostawał… lekrzem lub aptekarzem Laugh
    Co innego szkoła średnia: ktoś nie chciał się uczyć, migał się – jego sprawa. Nie kończył szkoły, albo kończył bez matury NA WŁASNE ŻYCZENIE.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo