Wejdą, nie wejdą?

Alienacja rodzicielska

Wielu z czytelników nie pamięta pewnie zbyt dokładnie realiów lat 80-81 XX wieku w Polsce. Pozwolę więc sobie przypomnieć, że toczyły się wtedy bardzo dogłębne spory o reformy demokratyczne, ograniczenie ingerencji państwa w życie obywateli, umożliwienie wolnego zrzeszania się itp. itd. na przełomie sierpnia i września 1980 podpisano porozumienia między komitetami strajkowymi i rządem. Do 13 grudnia 1981 trwał festiwal Solidarności. Ale i wtedy wszelkie rozmowy toczyły się pod otwartą lub zawoalowaną groźbą.

Polska (PRL) miała wtedy trzech bezpośrednich sąsiadów. NRD, Czechosłowacja i Związek Radziecki były razem z nami członkami Układu Warszawskiego, którego głównym zadaniem było wspieranie innych członków w trwaniu w Układzie. Na naszych granicach ze wszystkich stron stały „wojska zaprzyjaźnione”, gotowe przyjść nam z pomocą, gdybyśmy sami nie umieli sobie poradzić z podejmowaniem słusznych decyzji i realizowaniem właściwych działań. Dlatego władze obawiały się każdej niestandardowej czy bardziej odważnej decyzji, a strona społeczna nie wysuwała zbyt odważnych roszczeń. Popularnie mówiono o tym aspekcie naszej rzeczywistości „wejdą, nie wejdą”. Stąd tytuł tego wpisu. Przypomniało mi się to ostatnio w zupełnie nowym kontekście.

Kiedyś do tego, żeby dziecko próbowało ode mnie uciec, potrzebny był Konflikt terminów. Ale to było prawie cztery lata temu. Alienacja postępuje, ja nie umiem uchronić przed nią skutecznie dziecka i relacje się zmieniają. Z drugiej strony zmieniają się też formy działania. Kiedyś była to próba ucieczki bez słowa, dzisiaj raczej jest coś w rodzaju szantażu słowno-emocjonalnego.

Pierwszy wieczór przedłużonego weekendu. W drodze ze szkoły mówię, że chcemy wyjechać w Bieszczady. I gwałtowne zamknięcie się córki w sobie połączone z zaczerwienieniem oczu. Bez słowa robimy zakupy i tylko dziwnie agresywnie wrzuca wszystkie produkty do wózka. Przyjeżdżamy do domu i zamyka się w pokoju. Kiedy do niej przychodzę zapytać, o co chodzi, okazuje się, że prowadziła telekonferencję. Próbuję rozmawiać, wyjaśniać, dopytywać. Niczego nie można się dowiedzieć. Po jakiejś przerwie – w końcu w domu jest więcej dzieci i każdy wymaga czasem jakiejś uwagi – przychodzi do mnie i mówi:
— Nie chcę być u Ciebie w ten weekend.
— A co chcesz zrobić?
— Wrócić do mamy.
— No to wracaj.

I teraz zagadka dla czytelników. Ile czasu upłynęło od czasu, kiedy się zgodziłem na powrót do mamy, do momentu, kiedy na podwórko wjechała babcia macierzysta zabrać moją córkę? W ramach wyjaśnienia nadmienię, że mama mieszka około 12 km a babcia około 21 km ode mnie.

GD Star Rating
loading...
Wejdą, nie wejdą?, 4.9 out of 5 based on 8 ratings
Alienacja rodzicielskaNajwięcej w tym robienia z nas tak zwanego tata-wariataPedofilia to to nie jest…
Ten wpis został opublikowany w kategorii alienacja rodzicielska, desperacja, miłość dzieci, miłość rodziców, PA i PAS, przemoc, zespół alienacji rodzicielskiej. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Wejdą, nie wejdą?

  1. NotifyPiotr Rz pisze:

    Na pewno do 5 min Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  2. NotifyMaria pisze:

    Ja dałam 10 minut Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  3. NotifyMateusz pisze:

    Mario, Piotrze… nie macie doświadczenia z alienacją rodzicielską. Czekam na bardziej trafne odpowiedzi.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  4. NotifyMaria pisze:

    Mateuszu, raczej wzięłam pod uwagę umiejętności babci, jako kierowcy Smile nie mów proszę, że gdy kończyłeś rozmowę z córą, to auto już stało Frown

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  5. NotifyPiotr Rz pisze:

    … byłem przekonany,że babcia chociaż w minimalnym stopniu stwarzała pozory.Sytuację znam z autopsji Frown

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  6. NotifyMateusz pisze:

    Na moje — No to wracaj. — zaczęłą zakładać buty, płaszcz, czapkę (dwie torby miała już spakowane), poprosiłą brata, żeby zadzwonił po babcię i wyszła. Ja otworzyłem bramę i babcia wjechała. Całość trwała może półtorej minuty. Na pewno nie więcej… Próbowałem się pożegnać, co zajęło może 20 sekund dodatkowo. Ale babcia już czekała.
    Grunt, to sprawna synchronizacja w czasie. Od początku sprawy do końca minęło jakieś 3 godziny pewnie. Ale synchronizacja momentu kulminacyjnego była perfekcyjna. Tu nie ma miejsca na refleksje, wątpliwości czy pomyłki…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo