Gdy rodzice toczą wojnę

Alienacja rodzicielska

Czasem rozwód oznacza wojnę rodziców. Dzieci jej nie wypowiadają ale w niej uczestniczą. Z badań wynika, że dorośli zdają sobie sprawę, że rozwód chwieje poczuciem bezpieczeństwa dziecka. Wiedzą, że dziecko powinno mieć kontakt z rodzicem, z którym nie mieszka na co dzień, że rodzice powinni się komunikować i wspólnie podejmować decyzje dotyczące potomka, że nie należy mówić źle o drugim rodzicu. To wszystko jest rodzicom wiadome tylko po drodze to dziecko gdzieś znika. Wojna z jakichś powodów jest ważniejsza od dziecka. Te powody tkwią w rodzicach, nie w dzieciach. Podobno konflikt najczęściej jest formą kontynuacji związku. Czy rzeczywiście tak jest? Dlaczego nie umiemy się rozwieść? Czy można skończyć wieloletnią wojnę?

W przypadku mojego męża koniec wojny oznaczałby praktycznie rezygnację z dzieci. Była żona robi wszystko, by miał z nimi jak najmniej kontaktów, nie respektuje wyroków, robi co chce i nie patrzy na nic. Po trupach do celu, przy czym nie bardzo wiadomo, jaki jest ten cel. Czy poddanie się byłoby dobre dla dzieci? Nie wiem. Z jednej strony odetchnęłabym w końcu z ulgą, bo ciężko się żyje z wojną w tle, z drugiej zaś patrzę na jego pogubione i nieszczęśliwe dzieci i naprawdę nie umiem powiedzieć, co jest dla nich lepsze. Po wielu latach wiem jedno – matka nie zmądrzeje i nie zmieni swojego postępowania. Wiem jeszcze jedno. Jak ktoś chce walczyć, to powinien robić to od samego początku i z żelazną konsekwencją. W tej wojnie nie ma reguł honorowych, zasady idą w kąt. Ten, kto ma skrupuły, przegrywa.

Była żona mojego męża stosuje wszystkie możliwe taktyki alienacyjne. O nich może innym razem. Dzisiaj kilka słów o skutkach dla dzieci. Może ktoś to przeczyta i się zastanowi, zanim będzie za późno. Może nauczy się na błędach cudzych i nie popełni własnych.

Dzieci…

Największą potrzebą dziecka jest akceptacja i miłość obojga rodziców. To wiemy wszyscy od dawna. Angażowanie dziecka w konflikt, manipulowanie nim, indoktrynacja przeciwko drugiemu rodzicowi i ograniczanie kontaktów z drugoplanowym rodzicem powoduje zaburzenia w rozwoju dzieci i utrudnia ich adaptację do sytuacji kryzysowej, w jakiej się znalazły. Dziecko nie może czuć, że kochając jednego rodzica, naraża się drugiemu z nich i z tego powodu tłumić lub ukrywać prawdziwe uczucia wobec niego (Akerman, Czeredecka, Jaśkiewicz-Obydzińska, Nicholas, Sutton, Sprenkle i inni). Rodzic zarażający dziecko nienawiścią do drugiego rodzica powinien mieć świadomość, że kształtuje przyszłego malkontenta, hipokrytę, egoistę, snoba i intryganta (Sokołowska). Stosunek do rodziców rzutuje również na stosunek do dorosłych w ogóle. Badania wskazują (Wallerstein), że negatywne emocje dziecka związane z rozwodem (poczucie osamotnienia i bezradności, zachwiane poczucie bezpieczeństwa, często zaburzenia nerwicowe) można złagodzić zwiększając, nawet w niewielkim zakresie, kontakty dziecka z drugoplanowym opiekunem. Tymczasem w sytuacji wojny między rodzicami mamy do czynienia z czym zupełnie odwrotnym – dążeniem do izolowania od ojca (najczęściej) lub matki (znacznie rzadziej).

Często przemoc wobec dziecka (używanie dziecka w wojnie rodziców jest przecież przemocą wobec niego) ma postać nie w pełni świadomą i stosowaną pod przykrywką działań mających na celu ochronę dziecka i prawidłowe wychowanie. Taka osoba krzywdzi dziecko, choć myśli, że działa w jego interesie. Uzależnia dziecko od siebie, tworzy z nim koalicję, wzbudza w nim poczucie winy z przyczyn, które w normalnych warunkach są całkowicie naturalne – jak na przykład miłość do ojca czy choćby zadowolenie ze spotkania z nim. Nie potrafi oddzielić uczuć własnych od uczuć i potrzeb dziecka. Paradoksalnie – cięższe psychicznie konsekwencje ponoszą te dzieci, które starają temu się sprzeciwić.

Literatura najczęściej wymienia następujące zaburzenia u dzieci wciągniętych w konflikt:

  • regres (dziecko cofa się na wcześniejszy etap rozwoju, najczęściej dotyczy małych dzieci),
  • zaburzenia snu (mogą się utrzymywać wiele lat, również w dorosłości),
  • wahania samooceny,
  • niezaspokojona potrzeba bezpieczeństwa,
  • niesamodzielność i nieumiejętność rozwiązywania problemów,
  • izolowanie się lub poszukiwanie oparcia (dziecko staje się łatwą ofiarą dorosłych wykorzystujących dzieci i sekt),
  • lękliwość, wycofanie,
  • obniżone zainteresowanie zdobywaniem doświadczeń,
  • gorsze kontakty z rówieśnikami,
  • słabe przystosowanie społeczne,
  • zaburzenia zachowania,
  • ubogie relacje z rodziną,
  • trudności szkolne,
  • brak samodzielności w myśleniu,
  • brak świadomości odczuwanych uczuć,
  • brak indywidualności,
  • nasilona agresja, wybuchy złości,
  • ucieczka w chorobę,
  • depresja, myśli samobójcze,
  • choroby psychiczne.

Czy naprawdę musimy wyposażać nasze dzieci w taki bagaż na całe życie? Czy nie byłoby lepiej, gdyby ta ogromna energia wkładana w prowadzenie działań wojennych została przeznaczona na coś, co buduje, a nie niszczy?

GD Star Rating
loading...
Alienacja rodzicielskaCzy to grzech być ojcem?Uśmiechnij się, jesteś w ukrytej kamerze!
Ten wpis został opublikowany w kategorii alienacja rodzicielska, być matką, być ojcem, mężczyźni i kobiety, miłość dzieci, miłość rodziców, opieka nad dziećmi, PA i PAS, relacje między rodzicami, rozstanie, zespół alienacji rodzicielskiej. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Gdy rodzice toczą wojnę

  1. NotifyMichał pisze:

    Jejku Hedgie, pewnie, że byłoby lepiej, ale skoro matka nie raczyła odpowiedzieć na wniosek przedsądowy wniosek ojca w zupełnie uzasadnionym poczuciu, że sąd i tak zrobi, co będzie chciała, skoro w ramach rozwoju więzi z dzieckiem redukuje 4 razy w tygodniu do dwóch, a w odpowiedzi na wniosek sądowy o równy podział opieki nad dzieckiem wnioskuje, że w ramach budowania więzi z ojcem proponuje co drugą sobotę przez 3-4 godziny to jakie to jest lepiej. Jeżeli do tego dołożymy sędziego, który stwierdza po wysłuchaniu wszystkich stron, że skoro dziecko wg “najgorszych” zeznać miało kontakt z ojcem 2-3 razy w tygodniu, a mimo tego orzeka 2 godziny w jakiś tam dzień i 2 sobotnie przedpołudnia w miesiącu i to po bojach z matką, mimo, że wcześniej sama zgadzała się na 2 dni w tygodniu, argumentując, że matka musi sobie ułożyć życie. Jeżeli dołożymy, że w odwołaniu od tej kompromitacji 3-osobowy skład orzeka, że tak jak właśnie jest dobrze, bo matka potrafi okazywać uczucia, a ojciec nie, to mamy nasz własny polski syf, I pytam się gdzie tu jest dobro dziecka, gdzie są priorytety?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 11 Słabe 0

  2. Notifykaziol pisze:

    Czytałam ze łzami w oczach… To zapis dla ojca mojego syna i żony mojego partnera… Dziękuję Ci

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo