Kiedy minimum jest większe niż maksimum

Alienacja rodzicielska

Nie jestem prawnikiem. Nie próbuję zostać prawnikiem. Nie staram się na własną rękę rozwiązywać spraw, na których się nie znam. Dlatego zapytałem kilku prawników o znaczenie określania przez sąd kontaktów dzieci z rodzicem, z którym nie mieszkają na stałe. W zasadzie nie ma rozbieżności. Sąd wyznacza minimalne kontakty.

W zależności od różnych innych rozstrzygnięć – jak chociażby kwestia ograniczenia lub nie władzy rodzicielskiej – mogą być drobne niuanse, ale co do zasady tak to działa. W teorii. I prawdopodobnie w większości rzeczywistych przypadków. Niestety jest też mniejszość. Mniejszość tych pierwszoplanowych rodziców, którzy wolą samodzielnie, lub z pomocą kiepskich doradców na własną rękę interpretować prawo. A może tak naprawdę prawo ich po prostu nie interesuje? Ani dzieci…

W tych przypadkach określone przez sąd minimum staje się niedoścignionym maksimum. Moje minimum to około 10 dni w miesiącu. W ostatnim moja córka była u mnie 2 dni. W czyim interesie? Dla czyjego dobra?

GD Star Rating
loading...
Alienacja rodzicielskaPłacz dziecka… to trudno znieśćCzy można zostać męczennikiem na własne życzenie?
Ten wpis został opublikowany w kategorii alienacja rodzicielska, być ojcem, dyskryminacja, PA i PAS, prawnicy, prawo i praktyka, zespół alienacji rodzicielskiej. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Kiedy minimum jest większe niż maksimum

  1. NotifyJózek pisze:

    Sprawa ilości kontaktów jest nieco bardziej skomplikowana. Nieco.
    Otóż jest właśnie ograniczenie kontaktów ojca z dziećmi wyznaczone kontaktami matki. Chodzi po prostu o to, żeby cały pozostały czas mogła matka wykorzystać na swój kontakt z dzieckiem bez obecności ojca. (wybaczcie nazywanie osób po imieniu, 97% przypadków wyrabia nawyki). Musi zatem ojciec określić ramy swoich kontaktów aby zrobić miejsce matce.

    I tutaj dochodzimy do sedna – zgodnie z polskim prawem (ani wg konwencji) matka nie ma oczywiście wyznaczonych kontaktów osobistych.

    Sprawa wydaje się bagatelna. Ale w pewnych sytuacjach nie jest.

    Matka pracująca w domu i dyspozycyjna wobec dzieci naturalnie wykorzystuje cały pozostały poza kontaktami ojca czas na utrzymywanie więzi z dziećmi.
    Sprawa jasna, choć nie jest miła dla ojców pracujących na stosownie wyższe alimenty ( “samotna matka czyni starania osobiste” ). Wydaje mi się też niesprawiedliwa i niedobra dla dziecka. Ale to moje zdanie.

    Z praktyki jednak wiadomo, że samotne matki często bardzo ciężko pracują zawodowo. Długo. Nie krócej niż mężczyźni. Czasem dłużej. Miewają wyjazdy służbowe, spotkania integracyjne, prowadzą życie towarzyskie.
    I wtedy ojciec mógłby zająć się dziećmi.

    Większość matek uznaje jednak inaczej. Myślę że większość sądów rodzinnych jednak też.

    Ojciec mógłby jednak bez wątpliwości prawnych zajmować się dziećmi w tym czasie, gdyby do orzeczeń sądowych było dopisywane jedno zdanie:
    W pozostałym czasie ojciec może kontaktować się ze swoimi dziećmi, chyba że dzieci znajdują się pod osobistą opieką matki.

    I o dopisanie tego jednego istotnego zdania do postanowień w sprawie kontaktów Panowie i … Panie , składajmy wnioski do sądu. O takie zmiany postanowień już wydanych wnośmy!

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 5 Słabe 0

  2. Notifymikarro pisze:

    Mateusz, jakże prawdziwy jest twój post. Kontakty minimalne są traktowane przez matki (czasem pewnie przez ojców) jako maksimum i to najchętniej redukowane do zera.
    Józek, ta formuła to może być dobry pomysł choć trudny do realizacji. Przecież jeśli nie ma dobrej woli matki, to żaden wyrok sądu nie pomoże. Tak jest w moim przypadku. Wydawało by się wykształcona osoba, lekarka a krzywdzi nie tylko mnie, lecz przede wszystkim swoje dziecko… Może więc jakieś warsztaty, terapia u psychologa mogły by zmienić nastawienie, ale na to też matka musiała by się zgodzić. Sytuacja bez wyjścia.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  3. NotifyJózek pisze:

    Dobra wola matki – cenna rzecz. Ale taki kierunek orzekania o kontaktach jest mimo braku dobrej woli matki i tak potrzebny.

    A drugim postulatem który czai się zaraz za rogiem, jest uznanie pierwszeństwa wychowania przez rodzica nad opiekunem wynajętym przez rodzica. Ten oczywisty banał przestaje być już tak oczywisty gdy dziecko “przy matce” siedzi całymi dniami z opiekunką lub babcią. Wtedy właśnie pierwszeństwo rodzica wymusi przyznanie kontaktów i opieki w razie nieobecności matki. Matka nie będzie mogła bez zgody ojca wynajmować opieki (a potem z poczuciem słuszności wskazywać takie koszty jako koszty życia dziecka).

    Występujcie koledzy o zmianę Waszych postanowień o kontaktach, bo babcie, ciocie, opiekunki będą wychowywać Wasze dzieci zamiast Was samych.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 6 Słabe 0

  4. Notifyborodziej pisze:

    mikarro:
    Mateusz, jakże prawdziwy jest twój post. Kontakty minimalne są traktowane przez matki (czasem pewnie przez ojców) jako maksimum i to najchętniej redukowane do zera.
    Józek, ta formuła to może być dobry pomysł choć trudny do realizacji. Przecież jeśli nie ma dobrej woli matki, to żaden wyrok sądu nie pomoże. Tak jest w moim przypadku. Wydawało by się wykształcona osoba, lekarka a krzywdzi nie tylko mnie, lecz przede wszystkim swoje dziecko… Może więc jakieś warsztaty, terapia u psychologa mogły by zmienić nastawienie, ale na to też matka musiała by się zgodzić. Sytuacja bez wyjścia.

    Każdy przypadek jest inny. U mnie wyrok sądu (SO) uprawomocnił moją propozycję złożoną w Sądzie Rodzinnym i Nieletnich (SR). Chcąc normalnie realizować program szkolny, zajęcia dodatkowe dzieci i organizację życia dnia codziennego zaproponowałem: co drugi weekend, a w tygodniu 2 popołudnia (od po lekcji, do 21-ej). Układ zdrowy i przejrzysty. Dzieci mogły chodzić na zbiórki harcerskie, Kasia na karate, tańce, kółka zaiteresowań, Kamil na dwa baseny korekcyjne. I to się kręciło z korzyścią dla dzieci. Szczerze powiem, że nie licząc spraw organizacyjnych (posiłki, dojazdy, lekcje etc.) tak naprawdę miałem mniej wspólnego WOLNEGO czasu z dziećmi, niż EX. Brakowało nam czasu na wspólne gry planszowe, a przynajmniej chcieliśmy mieć go więcej (prania, prasowania i przyszywanie oznak na mundurki zostawiałem sobie na “nocne czuwanie”). I to się kręciło.
    Oczywiście EX to zepsuła. Tak rygorystycznie traktowała te zapisy, że już godzinne spóźnienie syna na pierwszą wizytę 2 września zakończyło się… wizytą 3 policjantów na osiedlu i klatce schodowej, z zastraszeniem syna i próbą “doprowadzenia” (bystrzak się zabunkrował w domu: nasz dom – nasza twierdza!) Grin
    W destrukcji kontaktów EX poszła dalej – w marcu wyrzuciła syna na klatkę, próbowała okłamać i oczernić mnie przed nim (nie uwierzył), miał dość i w końcu się zbuntował – od drugiej połowy marca syn nie kontaktuje się z matką, nie odbiera telefonów, nie chodzi na wizyty. Nie był na Wielkanoc, nie zamierza udać się w sierpniu na wakacje u niej. Po tysięcznym kłamstwie, “bluzgu” czy wstydzie w końcu powiedział: MAM DOŚĆ. Nie można mu się dziwić i nie można go zmuszać – ma prawie 15 lat i jest świadomy swoich czynów i decyzji. Cowboy
    Kasia chodzi. Jeszcze. Jak długo? Jest małą dziewczynką, potrzebuje uczucia ze strony matki, choć już nie raz EX zafundowała jej drastyczne przeżycia. Ale wciąż jeszcze chodzi. Jeśli EX nie zmieni swojego postępowania być może przyjdzie taki czas, że w któreś święta Bożego Narodzenia będzie się łamała opłatkiem z… samą sobą.
    Temat Świąt (i innych ważnych uroczystości) to całkiem inna historia, kiedyś napiszę o tym słów kilka. Kolejne czarne karty z historii… Pirate
    Rozumiem, że jakieś regulacje sądowe muszą być. Ale pisząc szczerze: obowiązujące zapisy sądowe bardziej nas ograniczają i paraliżują, niż ułatwiają życie. Każde święta czy wakacje, ferie – przy braku dobrej woli EX – to ostre jazdy bez trzymanki. Smug
    Cóż, takie życie… Grin

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 2

  5. NotifyJózek pisze:

    borodziej: zaproponowałem: co drugi weekend, a w tygodniu 2 popołudnia (od po lekcji, do 21-ej). Układ zdrowy.
    (… )
    Rozumiem, że jakieś regulacje sądowe muszą być. Ale pisząc szczerze: obowiązujące zapisy sądowe bardziej nas ograniczają i paraliżują, niż ułatwiają życie. Każde święta czy wakacje, ferie – przy braku dobrej woli EX – to ostre jazdy bez trzymanki.
    Cóż, takie życie…

    Cóż, wyobraźmy sobie że pisze ktoś tak:
    dostałem co drugi weekend i dwa kontakty w tygodniu. Ale matka od prawie 3 miesięcy nie puszcza do mnie syna. Zmanipulowała go tak, że mój syn nie odbiera ode mnie telefonów.
    I jeszcze do tego matka mówi wszem i wobec że zaproponowała w sądzie “układ zdrowy”.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  6. NotifyNerwus pisze:

    Tak by było Józku, gdyby dzieci były małe, ale piętnastolatek to już prawie dorosły mężczyzna i nie lubi wymuszania na sobie decyzji, lubi nawet się postawić, gdy coś jest nieszczere albo nie po jego myśli, a tutaj matka widocznie o tym nie pamięta.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  7. NotifyHedgie pisze:

    Józek,

    Nerwus,

    Jak piętnastolatek “lubi się nawet postawić” to rodzic, któremu przyznano opiekę może zareagować – super synku, zostań w domu lub starać się przekonać, że warto czasem zobaczyć matkę/ojca.

    Zawsze mamy wybór. I ponosimy konsekwencje własnych decyzji.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  8. NotifyNerwus pisze:

    Albo można też tak organizować spotkanie, żeby dziecko nie czuło się kukiełką w czyjeś grze. Tylko że osoby, które starają się podporządkować sobie wszystkich naokoło nie nadają się zazwyczaj do ustalania kompromisów i na nie działa raczej siła i silniejszy partner z drugiej strony, wtedy się dopiero starają dogadać.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  9. NotifyMateusz pisze:

    Hedgie:
    Jak piętnastolatek „lubi się nawet postawić” to rodzic, któremu przyznano opiekę może zareagować – super synku, zostań w domu lub starać się przekonać, że warto czasem zobaczyć matkę/ojca.

    Zawsze mamy wybór. I ponosimy konsekwencje własnych decyzji.

    Zgadza się, Hedgie.
    Jak rodzic mówi “super, zostań w domu” to jest alienacja.
    A jak rodzic kocha dziecko, to próbuje z nim porozmawiać, porozmawiać z drugim rodzicem, wymyślić jakiś sposób, żeby jednak do spotkania doszło. Bo przecież wiadomo, że dziecko, które odrzuca rodzica, nie czuje się komfortowo i ma konflikt wewnętrzny. Tylko w zupełnie wyjątkowych przypadkach drastycznego znęcania się, wykorzystywania, molestowania, takie odcięcie od rodzica jest potrzebne. I to też tylko ze względu na bezpieczeństwo dziecka.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo