Spalona ziemia, ziemia wyklęta…

Alienacja rodzicielska

Nie jest łatwo żyć po rozwodzie. Duchy poprzedniego życia prześladują nas na każdym kroku. Można im się poddać, ale można i kreować swój świat, walcząc z demonami. Oswajać świat dla swoich dzieci…

W czasie rozstania pierwsze, co się dzieje, to „podział terytoriów”. Ty mieszkasz tu, ja mieszkam tam. Ty bierzesz to łóżko, ja tamto, ty dbasz o szkołę, ja o ubrania… i tak dalej, dalej, dalej… książki, płyty, sprzęty… A potem się tego terytorium broni albo je otwiera.

Kiedy się wyprowadzałem (po wspólnej z _PM_ decyzji, że tak będzie najlepiej), pojechaliśmy z _PM_ i dziećmi do mojego nowego domu (wynajmowanego) żeby go obejrzeć, żeby dzieci wprowadzić, żeby im pokazać, że współpracujemy i że nadal oboje jesteśmy rodzicami. To była propozycja _PM_ i bardzo jestem jej za to wdzięczny. Niedługo jednak zaczęło się to zmieniać.

Słyszałem regularnie – chcesz więcej widywać dzieci, to je odwiedzaj. Ale jakoś to nie wychodziło. Teraz nie, może jutro. To dzieci chciały przyjechać do mnie, żeby napisać wypracowanie, rozwiązać zadanie, pobyć z tatą… Jak syn był chory i chciałem go odwiedzić, coś mu przywieźć, to się dowiedziałem, że nie mogę, bo _PM_ nie ma w domu i sobie nie życzy żebym odwiedzał dzieci pod jej nieobecność.

Po jakimś czasie dowiedziałem się również, że _PM_ nie życzy sobie, żebym wchodził do „jej domu” kiedy przyjeżdżam po dzieci. Rzeczywiście czasami wchodziłem pomóc im się ubrać, znieść pakunki. No cóż, przestałem wchodzić. Teraz stoję pod furtką i czekam…

Ale najdziwniejsze jest, co się dzieje u nas. Kiedy _PM_ przywozi dzieci, kiedy je odbiera, kiedy je odwiedza… Nie zdarza się to regularnie. Harmonogram jest ułożony tak, że zazwyczaj odbieramy dzieci ze szkoły i odwozimy do szkoły. Ale czasami dzieci czegoś zapomną, coś trzeba im podrzucić. Okazuje się, że nasza ziemia jest „skażona”…

Dojeżdża się do naszej bramy bitą drogą jakieś 30 metrów od asfaltowej. A od bramy do domu jest jeszcze jakieś 30 metrów. Brama jest szeroka i jest kawałek podjazdu, gdzie można wygodnie zawrócić samochodem. Kiedy _PM_ przyjeżdża do dzieci, zawsze otwieramy bramę. Ale ona nigdy nie przekroczyła jej linii. Ani na nogach ani samochodem. Czasami potrafi stać pod bramą nawet kwadrans rozmawiając z dziećmi. Ale nigdy nie wejdzie na teren. Dzieci muszą czasami biegać kilka razy z pakunkami w tę i spowrotem. Ale _PM_ nie wjedzie samochodem na nasz teren. Nawet nie wjedzie żeby zawrócić. Woli się wycofać na wstecznym i tyłem wyjechać na główną drogę… Ziemia skażona obecnością moją i mojej nowej rodziny?

Myślałem czasem, żeby zachęcić dzieci, żeby mamę zaprosiły. Jak nie do domu, to chociaż na ławeczkę przed domem czy na fotele na tarasie… Ale czy warto dzieci w to mieszać? A co będzie, jeżeli mama im odmówi?

GD Star Rating
loading...
Alienacja rodzicielskaGdzie baba nie może tam dziecko pośleGłową muru nie przebijesz
Ten wpis został opublikowany w kategorii opieka nad dziećmi, nowe życie, alienacja rodzicielska, zespół alienacji rodzicielskiej, PA i PAS. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz