Stop psuciu prawa!

Tata wobec systemu

Taki tytuł nadano witrynie prowadzonej przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Ogromnie się ucieszyłem, kiedy znajomy polecił mi tę stronę. Nareszcie jakiś ruch odnowicielski w środowisku. Jest autorefleksja, będzie i poprawa. Kiedy poważni ludzie zaangażowani w system sprawiedliwości zaczną myśleć, na pewno sytuacja się zmieni.

Pierwszy zimny prysznic spłynął na mnie, kiedy zobaczyłem winietę tej witryny. Pod hasłem “Stop psuciu prawa” pojawił się napis “Czekasz długo na wyrok sądu? Podziękuj politykom!”. O… wskazywać palcem każdy umie. Ale… czyżby środowisko sędziów nie miało udziału w tworzeniu prawa? A ilu sędziów pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości? Ile projektów ustaw opiniowali? A ile projektów ustaw było konsultowanych ze środowiskiem? Chociażby właśnie ze stowarzyszeniem „Iustitia”?

Żyjemy w systemie demokratycznym. Podstawową jego zasadą jest trójpodział władzy. Kiedy jedna z nich szuka wytłumaczenia swoich niedociągnięć w działaniach innej, to jest ot co najmniej powód do poważnej refleksji. Zacząłem zatem przeglądać witrynę sędziów. Szukać wytłumaczenia tak frontalnego ataku trzeciej władzy na pierwszą i drugą. Z przykrością muszę stwierdzić, że poza ogólnymi hasłami nie dogrzebałem się do rzetelnego uzasadnienia. Za to sporo uszczypliwości i uwag dosyć ogólnych, które mają uwolnić sędziów od odpowiedzialności.

Zacząłem się zastanawiać. Nie znam się na prawie karnym. Nie znam się na procedurach i kodeksach. Jednak znam wiele spraw z obszaru prawa rodzinnego. Kiedy sędzia pisze w uzasadnieniu wyroku ograniczającego drastycznie kontakty ojca z dzieckiem, że prawo co prawda dopuszcza opiekę naprzemienną, jednak jest to rozwiązanie kontrowersyjne, to widzę raczej ograniczenie sędziego niż winę polityków, którzy tę opiekę naprzemienną jednak uchwalili. Kiedy sędzia widzi, że jedna strona postępowania odmawia mediacji i jakiejkolwiek rozmowy czy współpracy dla dobra dzieci, ale jednak pisze w uzasadnieniu wyroku, że to właśnie strona odmawiająca ma rozeznanie w potrzebach dzieci, a ta szukająca porozumienia nie ma tego rozeznania, to nie widzę w tym winy polityków. Oczywiście, nie ma przepisu mówiącego, że odmawiający mediacji nie powinien mieć powierzonej opieki nad dzieckiem. Ale przecież nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że współpraca rodziców jest lepsza dla dziecka niż walka. I że jeżeli ktoś odmawia mediacji i rozmowy, to znaczy że przedkłada walkę nad współpracę.

W obszarze prawa rodzinnego w Polsce są rozwiązania dopuszczające sprawiedliwe wyroki i nastawione na dobro dzieci. Jednak są one praktycznie nieużywane. Dealer samochodowy powiedziałby „nówka sztuka, w ogóle nie śmigana”. Kto je uchwalił? Sędziowie? A kto ich nie stosuje? Politycy?

Mam wrażenie, że szukanie usprawiedliwienia dla własnych błędów nie pozwala poprawić sytuacji. Nie jestem zwolennikiem gwałtownego karania czy obwiniania sędziów. Ale nie możemy żyć w kłamstwie. Sędziowie, gdyby wykorzystali dostarczone im przez polityków narzędzia, a do tego częściej używali własnego rozumu zamiast „wieloletniej tradycji”, mogliby w sposób zasadniczy poprawić sytuację dzieci, których rodzice rozwodzą się w konflikcie. Dlaczego tego nie robią?

GD Star Rating
loading...
Stop psuciu prawa!, 4.6 out of 5 based on 5 ratings
Tata wobec systemuZa mali jesteśmy……nie robię
Ten wpis został opublikowany w kategorii decyzje w ważnych sprawach dzieci, dyskryminacja, mężczyźni i kobiety, opieka nad dziećmi, opieka równoważna, prawnicy, prawo i praktyka, sądy, urzędy, instytucje, system wartości, wspomnienia z sądu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Stop psuciu prawa!

  1. NotifyMichał pisze:

    Dla pełnego obrazu sytuacji należałoby jeszcze jednak przybliżyć postać małpy z brzytwą. Otóż niestety posłowie i senatorowie, fundując coraz ciekawsze i oderwane od całości poprawki w prawie stworzyli brzytwę, czyli ostre narzędzie pn.: obowiązujące prawo, które pozwala na:
    1. bezkarne żeby nie powiedzieć obowiązkowe ograniczanie władzy rodzicielskiej w przypadku spraw rozwodowych, w których rodzic (wystarczy jeden) nie ma woli porozumienia (art 58 par. 1a KRO)
    2. zniszczenie finansowe jednego z rodziców pod dowlonym pretekstem, bo prawo pozwala zabrać całość dochodów jednego z małżonków i przekazać je drugiemu (art. 28 par 1 KRO). Żeby było ciekawej można niszczyć małżonka również kiedy pożycie ustanie (tamże). Czekam tylko, aż nasi parlamentarzyści uchwalą, żeby przepis ten stosować do konkubinatów
    3. można też na podstawie przepisów KRO (art 58 par. 2) uczynić jednego z rodziców bezdomnym, a jeżeli nie podpada to pod ciężkie naruszenie to z pomocą przychodzi ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (art. 11a) wszak szczególnie uciążliwe może być pozostawianie butów w korytarzu lub złośliwe odkładanie łyżeczki do przegródki z widelcami. Nie ma też obowiązku zapewniania lokali zastępczych
    4. można również orzec takie alimenty, których nie będzie można zapłacić, bo przecież można położyć nacisk na możliwości zarobkowe, a nie rzeczywistą sytuację na rynku pracy.

    Można jeszcze wiele więcej, więc myślę, że nikogo nie muszę przekonywać, że brzytwa jest naprawdę ostra. Teraz tą brzytwę dajemy małpie, która zgodnie z małpią naturą może płatać figle dowolne, bo jak głosi konstytuacja RP sądy są niezależne, a sędziowie niezawiśli (art 173 i 178 Konsytucji RP jak ktoś nie wierzy). Na pytanie po co dawać małpie brzytwę na razie nie znalazłem odpowiedzi. Skąd porównanie do małpy? Ponieważ podobnie jak małpy aparat systemu sprawiedliwości działa na zasadzie instyktu stadnego (jak ktoś coś głupiego orzekł to ja też nie będę szedł wbrew stadu), poza tym szkoła dla sędziów nie uczy doświadczenia życiowego i nie przedstawia nawet w zarysie konsekwencji biegania z brzytwą, czyli tego ile krzywdy można zrobić bezrozumnym stosowaniem prawa. Jedyna niestety smutna różnica polega na tym, że małpy w Polsce trzyma się w zoo i nie wpuszcza do ich klatek żywych ludzi a tym bardziej dzieci. Nie pozwala się także, aby małpy szczególnie z brzytwami chodziły po ulicach. Inaczej jest w Afryce, ale tam na małpy można polować i służą one za pożywnienie a zwykle nie mają w łapkach ostrych narzędzi…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  2. NotifyMateusz pisze:

    Michale, ja jednak widzę zasadniczą różnicę między politykami a sędziami.

    Od polityków nie oczekuję wiele. Zwłaszcza w sprawach mniejszości (a w końcu rodzice rozstający się w konflikcie oraz ich dzieci to mniejszość niewątpliwa – do tego tragicznie podzielona, przez co jej głos jest praktycznie niesłyszalny poza sporadycznymi wybuchami niezadowolenia) nie można się spodziewać zbyt daleko idącego zaangażowania. Oni przede wszystkim zabiegają o reelekcję, przygotowania nie muszą mieć żadnego, realizują najczęściej program partii, który jest programem narodu, czyli większości.

    Sędziowie to inna sprawa. Wiele lat studiów, później aplikacja, następnie lata praktyki i… jedyne, co umieją powiedzieć, to stara śpiewka “to nie ja, to on!” Od inteligentnego i wykształconego człowieka oczekiwałbym, że nawet w trudnych okolicznościach przyrody będzie szukać sensownego rozwiązania. Dlaczego nie mogę tego oczekiwać od sędziego albo od sędzi w sądzie rodzinnym? A przecież mają zapewnioną pracę do emerytury, mają ustawowo zagwarantowaną niezawisłość i nie zajmują się ogólnymi sprawami, gdzie różne grupy nacisków, różne lobby czy środowiska próbują coś ugrać, ale sprawami poszczególnych rodzin – rodziców i dzieci – gdzie rozpoznanie sytuacji jest znacznie prostsze.

    Więc, z całym szacunkiem, Michale, jednak rolę polityków widzę znacznie węziej. Zwłaszcza, że przecież te wszystkie regulacje, które wskazałeś, nie wzięły się znikąd. Nie wymyślili ich politycy raczej. To wynik oczekiwań, propozycji, nacisków różnych środowisk. Ale… tak sobie myślę… Rzecznik Praw Dziecka podejmuje właśnie dokładny przegląd prawa rodzinnego, o czym donoszą media. Może powinniśmy się do niego zgłosić z propozycją, że pomożemy w tym przeglądzie? I rzeczywiście w nim pomóc? No bo skoro inne środowiska mogą naciskać i proponować, to dlaczego nie my?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  3. NotifyMichał pisze:

    Mateusz,
    W tej ostatniej kwestii jestem za, powinniśmy wszyscy pomóc, bo prędzej czy później dzieci czekają każdego z nas, a pewnie nasze dzieci też czeka rodzicielstwo, miejmy nadzieję, że szczęśliwsze, ale na wszelki wypadek pomóżmy sobie i naszym dzieciom. W kwestii polityków i sędziów żeby było jasne nie biorę żadnego środowiska w obronę, polityk jak i sędzia może być człowiekiem wykształconym, polityk jak i sędzia powinien być człowiekiem odpowiedzialnym za prawo jakie tworzy, jeżeli zaś nie wie jakie stworzyć to niech się nie bierze.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  4. NotifyMateusz pisze:

    Polityk może być człowiekiem wykształconym, a sędzia musi (powinien?). Do tego polityk zazwyczaj im mniej robi, tym lepiej (bo głównie działa na rzecz reelekcji) zaś sędzia jak nic nie robi, to to ma tragiczne konsekwencje. Co więcej… jeżeli polityk działa na rzecz grup dyskryminowanych, to robi dobrze. Jak sędzia działa na rzecz jakichkolwiek grup, to znaczy że mu się coś pomyliło. W postępowaniu on ma przed sobą dziecko i jego rodziców i wyłącznie tym się powinien zajmować. Dyskryminacja, stereotypy i wspieranie nie dotyczą szczególnych przypadków. Tutaj po prostu trzeba zbadać, jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Niestety, najczęściej sędziowie i sędzie zajmują się właśnie polityką. A badanie przypadku zastępują dupokrytkami sporządzanymi przez leniwych i niedokształconych pracowników RODK czy zespołów kuratorskich. A najgłupsze jest, że zamiast zbadać, kto lepiej zaopiekuje się dzieckiem i zapewni mu lepsze warunki dorastania, zajmują się sprawdzaniem jakichś mitycznych predyspozycji, które nie wiadomo jakie miałyby być oraz więzi, która jest ulotna, zmienna i podlega chwili a szczególnie w sytuacji alienacji może być fałszywie wzmocniona lub osłabiona.
    Czyli wolę, żeby politycy nie robili niczego zbyt pochopnie i na łapu capu, zaś sędziowie żeby się właśnie wzięli do rzetelnej pracy. W ramach naszego prawa naprawdę można wydawać sprawiedliwe i dobre dla dzieci wyroki. Tylko się trzeba przyłożyć nieco…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  5. NotifyMichał pisze:

    I znów Mateusz się z Tobą nie zgodzę. Polityk kiedy nic nie robi jest nie potrzebny, a jak coś robi to lepiej, żeby nie poprawiał prawa, którego nawet sędzia nie umie zastosować (że pozwolę sobie przytoczyć 2 sprzeczne uchwały SN w kwestii tego który przepis 598 czy 1050 należy stosować do egzekucji kontaktów). A sędzia jakby czasem nic nie robił byłoby lepiej, np.: gdyby oddalał co bardziej bezsensowne wnioski zamiast je rozpatrywać, badać za pomocą RODK czy ojciec to na pewno rodzic, a przewrotnie rzecz ujmując zawsze sędzia wydając wyrok działa na rzecz jakieś grupy, a to pokrzywdzonych matek, a to na rzecz dziecka, któremu zabiera ojca awanturnika, a to na rzecz ojca, kiedy zasądza niskie alimenty… Na poważnie chodzi jednak o to, żeby nie grupa docelowa była zasadniczą przesłanką wyroku a szacunek dla prawa, ale z jednym zgodzę się na pewno w polskim kulawym systemie prawnym można wydawać dobre dla dzieci wyroki (bo poczucie sprawiedliwości jest subiektywne i mama pozbawiona alimentów, bo tata też zajmuje się dzieckiem na pewno będzie pokrzywdzona)

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo