Rzetelność a buchalteria sądowa

Tata wobec systemu

_PM_ przedstawiła kiedyś w sądzie kilkanaście kartek A4, na których skserowane były różne paragony, rachunki, kwity. Miały one podobno wykazać, jakie są koszty utrzymania dzieci. Jednak… nie znalazło się tam żadne omówienie, podsumowanie czy nawet zsumowanie. Musiałem analizować sam. Jakież było moje zdziwienie, kiedy się wczytałem w dokumenty. Tam nic się nie trzymało kupy. Dzieci (córka miała jakieś 6-7 lat, synowie odpowiednio więcej o 4 i 6) używały podpasek, piły piwo, za to nie używały w ogóle prądu czy wody. W „dokumentacji” znalazły się również kwity dotyczące utrzymania samochodu. Ale nie paliwo, czy ubezpieczenie. Pojawił się rachunek za wymianę oleju. W dwóch wersjach… jako zlecenie i jako rachunek. Dwa razy ta sama kwota z tego samego dnia. Takich dziwnych rzeczy było w tym „dowodzie” znacznie więcej. Ale nie o tym chcę pisać.

Zastanawia mnie, jaka jest wartość takiego dowodu. Wielu prawników namawiało mnie, żebym zapisywał wszystkie wydatki na dzieci. Jak im kupuję ubrania, jak idę z nimi do kina czy kupuję pomoce do szkoły. Nigdy nie dałem się przekonać. No bo przecież… mogę iść, kupić dla siebie buty a paragon załączyć do „dokumentacji”. Albo kupić bochenek chleba i połową nakarmić dzieci, a połowę zjeść sam albo oddać komu innemu.

Za to takie notowanie wszystkiego na pewno źle wpływa na relacje rodzinne. Słyszałem o dzieciach, które mówiły do ojca – nie kupuj mi hamburgera, bo potem napiszesz o tym do sądu. A kto rozstrzygnie, jeżeli nawet kupiłem coś dziecku, czy to była uzasadniona potrzeba dziecka, czy moja fanaberia?

Trudno jest uczciwie sprawować opiekę nad dzieckiem bez jakiejkolwiek komunikacji z drugim rodzicem. System spycha nas często w kierunku nieuczciwości. Nie każdy umie się oprzeć. A przecież wystarczyłoby przyjąć, że rodzice mają wspólnie ustalać poważniejsze wydatki na dzieci, bieżące ponosić w miarę potrzeby – każdy wtedy, kiedy dzieci są z nim – i ustalić w miarę porównywalny czas opieki nad dziećmi przez każdego z rodziców, żeby te problemy rozwiązać. Dziecko ma żyć na poziomie takim, na jakim żyją jego rodzice, a nie na takim, jaki sobie jedno z rodziców wymyśli.

A w sprawach spornych, istnieją dane statystyczne, minimalne wynagrodzenie, próg ubóstwa i tym podobne. Przecież można ustalić, ile się średnio w Polsce wydaje na dziecko… Na pewno byłoby to znacznie bardziej uczciwe i zbliżone do rzeczywistości, niż dowody tworzone na poczekaniu z zebranych losowo kwitków. Przecież ja mogę się przejść po kilku delikatesach i podobnych sklepach, na kasach zebrać leżące tam kwitki a później dowodzić, że tyle wydałem na potrzeby dzieci…

GD Star Rating
loading...
Tata wobec systemuKodeks rodzinny i opiekuńczy, bez komentarzaSzkoła, żarcie, szmatki i inne wydatki
Ten wpis został opublikowany w kategorii alimenty, historia, o życiu, prawnicy, sądy, urzędy, instytucje, siła stereotypu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Rzetelność a buchalteria sądowa

  1. Jeśli prowadzi się jakieś przedsięwzięcie finansowe to pojawić się musi i staromodna buchalteria. Prowadzący firmę składa co jakiś czas raport finansowy wspólnikowi w którym tłumaczy się z poniesionych kosztów i zasadności pieniędzy wydanych na inwestycje. W dziedzinie alimentów co mamy – panie zgodnym chórem mówią ile byś nie dał (na dzieci oczywiście)to mało, panowie na tym forum apelują lepiej przyjmij, że pieniądze które płacisz idą na dzieci. Dlaczego ja się pytam! Co to jest Utrzymanie Dzieci sp. b.ż.o. (bez żadnej odpowiedzialności)? Czemu płacę pieniądze i mam nie mieć żadnych informacji jak je się wydaje. Czemu mam potem patrzeć na podarte sandały swoich dzieci. To ja mam zbierać kwitki i udowadniać, że dodatkowo wydaję na nie. Ludzie nie dajmy się zwariować. Niedawno czytałem o ubezwłasnowolnieniu w Szwecji, tam ustanawia się nadzorcę pomagającego dysponować finansami, dla osoby która sobie z tym nie radzi, ale on składa raport ze swoich posunięć. A u nas, kobieta stwierdza, że stać faceta aby płacił więcej to do sądu po więcej. Nie ma analizy wydatków takiej pani przez specjalistę, nie ma pomocy w ułożeniu budżetu domowego. Jest tylko, czy z tego drugiego uda się wycisnąć więcej. Zagrania poniżej pasa i wolna amerykanka dobrze widziane. Nic dziwnego, że alimenty postrzegane są jako haracz a nie jako usprawiedliwione koszta utrzymania. Taka gra w udawanie, gra w kto kogo oskubie. Oczywiście są kobiety uczciwie gospodarujące pieniążkami na dzieci, ale i są takie dla których dzieci są źródłem dochodu. I to nie podlega dyskusji.
    Jak to powinno wyglądać! Na konto dzieci wpływa zasądzona od obu rodziców suma. Rodzic u którego dzieci mają mieszkanie i opiekę używa tych pieniędzy bo ma do tego upoważnienie. Potem co kwartał zdaje sprawozdanie finansowe do odpowiedniej organizacji z możliwością wglądu drugiego rodzica. Jeśli suma nie wystarcza? Odpowiedni pracownik najpierw analizuje wnikliwie wydatki pod kątem ich zasadności. Sprawdza czy to nie kreatywna księgowość. Potem kontakt z drugim rodzicem, a dopiero potem podniesienie kwoty alimentów. Rodzic u którego są dzieci jest prawnym opiekunem ubezwłasnowolnionych dzieci i dysponuje ich pieniędzmi. Jak i w innych dziedzinach tego naszego bigosu rozwodowego należy oddzielić interes rodzica i dzieci, ten ekonomiczny też.
    Dlaczego tak nie jest a to już jest bardzo ciekawe pytanie! Kolejne po gdzie podziały się złe kobiety. To pytanie też warto zadać. Question

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  2. NotifyEwa Ewulska:) pisze:

    Ciekawy temat Mateusz. Dzieci nie piją piwa? nie żartuj proszęSmile a
    może to na “potem”…
    Była żona znajomego próbowała udowodnić przed sądem,że ich 5 letnia
    córka nie może dobrze się rozwijać,jeśli nie będzie raz w miesiącu u
    fryzjera.Niby rzecz oczywista,czasem trzeba się ostrzyc.Zdziwiony były
    mąż otrzymał potwierdzenia w postaci paragonów fiskalnych.Faktycznie
    pochodziły z zakładu fryzjerskiego.Każdy zabieg na głowie małej
    dziewczynki na kwotę ok 150 złotych.W zasadzie nie ma się co
    czepiać,gdyby nie fakt,że dziecko nosi,bo lubi długie włosy jak i o
    to,że dotąd mama dziewczynki robiła to( podcinała koncówki włosów)
    sama twierdząc,że bardzo to lubi ona jak i córka. Widać teraz z
    jakiegoś powodu woli oddać tę sprawę w ręce profesjonalisty.
    Piszesz o porozumieniu w sprawach urealnienia kosztów,przynajmniej
    tych średnich.Masz racje,tak byłoby najlepiej i najprościej.Usiąść z
    byłym ex mężem czy żoną i na spokojnie wyliczyć ile trzeba wydać aby
    utrzymać dzieciaki. Zrobić to rzetelnie i spokojnie.
    Uśrednić je w oparciu o wiek dziecka i /a zwłaszcza miejsce jego
    przebywania.O sytuacje obecną matki czy ojca,czy są w nowym
    związku,czy mają status samotnie wychowujących.Inne koszty są
    wtedy,kiedy dziecko ma 5 lat,inne kiedy ma 15.Bardzo trudno szacować
    wydatki na “zapas” tym bardziej,że nikt nie przewidzi czy w
    późniejszym wieku dziecka nie pojawią się choroby,kłopoty w nauce,czy
    nie wzrosną koszty wyjazdów na ferie i inne. Zatem to, co ustala sie w
    chwili rozwodu,ale realnie, nie zawsze bywa tym co potem jest niezbędne.
    I znów pojawia się komunikacja.Z “normalną” osobą,z którą daje się
    dogadać można przyjąć jakąś podstawę.Natomiast kiedy istotnie trzeba
    się złożyć na coś ważnego, wtedy rozmawiać. Niestety, w większości
    przypadków tak się nie da z bardzo wielu powodów.
    Jedna z kancelarii,bodaj z Poznania,ma do publicznej dyspozycji arkusz
    kalkulacyjny.Dość prosty do wypełnienia formularz.Składa się on z
    większosci składników,które dotyczą codziennego życia.Od bułki
    kajzerki,masła,szczoteczki do zębów po składki w szkole itd. Gdyby
    usiąść z bylym ex i wypełnić pola,które akurat nas dotyczą,wyszłyby
    urealnione koszty utrzymania naszych dzieci. Ale tu znów – trzeba
    mieć się z kim dogadywać.
    Dochodzi tu kolejny element.Ty nazywasz to pewną uczciwością,ja
    przyzwoitością.
    Gdyby przeanalizować pewne przykłady tego typu spraw( własne
    doświadczenia,czy doswiadczenia innych)moze się okazać,że warto się
    czasem skupić na tym aby nie dać się oszukać.Mowa tu o wyłudzaniu,lub
    zaniechaniach.
    Wychowanie i utrzymanie dzieci to jedno,prawdziwe intencje byłych
    małżonków to inny temat.Jeśli oddzielić od siebie obie rzeczy łatwiej
    działać,nie zastanawiając się dłużej czy dziewczynka 5 letnia powinna
    mieć raz w miesiącu maseczki odżywcze na głowie razem z delikatnym
    podcięciem włosów,masażem głowy i uczesaniem,czy moze wystarczy jednak
    podcięcie.
    Jest prawdopodobne,że za jakiś czas,poza poradnikami jak przejść przez
    traumę rozwodu,jak wychowywać dzieci w rozbitej rodzinie dojdą i takie
    jak nie dać się oszukać.Tak naprawdę jest to cholernie przykre.
    Pozdrawiam

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  3. NotifyHedgie pisze:

    Zastanowiłam się nad wpisem i komentarzami. I doszłam do wniosku, że nie ma tutaj dobrego wyjścia w sytuacji konfliktowej. Naszego państwa raczej nie stać na zatrudnianie niezależnych księgowych. Pozostaje wiara w uczciwość drugiej strony. Dostaję alimenty na dwójkę dzieci. Nie są małe, były mąż dokłada się zawsze do dodatkowych wydatków. Jedno nasze dziecko jest niepełnosprawne. Policzyłam kiedyś, że koszt utrzymania takiego naprawdę niezbędnego, bez terapii i leczenia, samo jedzenie i ubrania plus wydatki szkolne to średnio ok. 1500 zł na dwójkę. Do tego dochodzi terapia, leki, wyjazdy szkolne i wakacyjne, korepetycje, sporty, kino, książki, przyjemności (mój fryzjer bierze 40 zł za strzyżenie, więc nie jest tak źle Big Smile ). Spokojnie można tę kwotę podwoić. A nawet potroić. I w uzyskanej kwocie nadal nie ma prądu, gazu ani kredytu hipotecznego.

    Problem pojawia się tam, gdzie możliwości płacenia są niższe od oczekiwań. Na przykład w sytuacji, gdy była żona jest przyzwyczajona do wysokich zarobków męża i nagle okazuje się, że tych zarobków nie ma. Wtedy stanie na rzęsach, żeby dostać od niego jak najwięcej. Zwłaszcza, gdy sama nie chce pracować. Bo co innego jej zostaje? Może bogaty sponsor jest pewnym wyjściem z sytuacji, ale nie każda ma tyle szczęścia, albo samozaparcia i zdolności do poświęcenia.

    Pieniądze to znakomity środek manipulacji. Można się unieść honorem i ich nie chcieć. Można za ich pomocą wykończyć drugą stronę. Można dzięki nim ustawiać dzieci przeciwko ojcu. Albo nasyłać je, żeby jak najwięcej z ojca wyciągnęły. Można z powodu pieniędzy jednych ludzi wychwalać pod niebiosa i darzyć ogromnym szacunkiem. I z powodu tych samych pieniędzy opluwać innych ludzi i mieć ich w pogardzie. Pieniądze to broń. Dlatego budzą tyle emocji. Zwykle wygrywa ten, kto je ma.

    Mateusz ma rację, że zbieranie kwitków to lipa. Można mieć fikcyjne paragony i można ponosić koszty, których się nie da udokumentować bez dużego zachodu. Na przykład za wycieczki szkolne. Mam chodzić do nauczycielki i brać zaświadczenie?

    Warto uświadomić naszym sądom, że przedstawianie rachunków dotyczących “utrzymania dzieci” to absurd. Tylko kto to zrobi?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  4. Owszem nie stać. Obawiam się, że to prawda. Z drugiej strony oparcie wysokości świadczenia na takich jak obecnie zasadach i całkowity brak nadzoru nad jego wydawaniem to nie jest wg. mnie dobry pomysł. Bronił bym idei sprawozdania kwartalnego, bo co innego nam pozostaje. Ciekawe, mamy takie czasy, że nad sprzedaniem klapsa dziecku dyskutuje cały kraj. A nad wydatkami na dziecko nie chce się pochylić nikt. Zastanawiamy się czy fryzjer i tipsy są kosztem uzasadnionym czy nie. Z drugiej strony na dziecko można wydać albo bardzo mało albo więcej niż na dorosłego. Jakieś punkty odniesienia są konieczne, miotanie się po omacku zwłaszcza w tak poważnej sprawie to chyba nie jest dobry pomył.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  5. NotifyOlgierd pisze:

    No, nie jest to dobry pomysł, wiadomo. Jednak z braku praktycznych rozwiązań ta akurat kwestia – stawiam dolary przeciwko orzechom – długo nie zostanie rozwiązana. W sprawozdania kwartalne nie wierzę (nie każdy jest do tego gotowy intelektualnie, a poza tym to jednak nic innego, tylko zabawa w zbieranie kwitków, którą przecież odrzuciliśmy zgodnie). Kwestionujemy kwitki? OK, czyli co? Faktury? Pewnie jakimś rozwiązaniem byłoby zastosowanie uśrednionych wartości jak w słynnym arkuszu kalkulacyjnym pewnej kancelarii. Jednak to też w praktyce nie może zadziałać, bo przecież dziecko ma prawo żyć na takim poziomie jak rodzice – inne będą wydatki w wielodzietnej rodzinie rencistów, inne u Billa Gatesa.
    Powracamy do idei opieki równoważnej, która w sposób niemal naturalny (pewna doza negocjacji będzie potrzebna. Trudno!) ureguluje i umieści wydatki na dzieci dokładnie na tym poziomie, na którym żyją rodzice. Wiem, że jesteśmy wyspą pod wieloma względami, ale naprawdę dlaczego tylko u nas z jakichś powodów nie da się jej zastosować poza super-dziwnymi przypadkami rozwodu za porozumieniem stron?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  6. Bardzo dziwny jest ten świat. Jeszcze niedawno słyszałem od byłej, że wyjazd zimowy dzieci na narty to jest absolutna konieczność. Confused Bardziej paląca niż wyposażenie mojego nowego lokum w pralkę (przecież mam wannę i ręce). Zwrot pralki która jak i wszystkie inne dobra małżeńskie, został przy niej, nie wchodził oczywiście w grę. Jej pralkę kupiłem ja i wydałem na nia całe swoje “zaskórniaki”, zamiast kupić swojego upragnionego kompa. W grę nie wchodziło również udostępnienie mi rachunku za wypoczynek dzieci. Przecież coś tam bym sobie jeszcze odliczył. Miałem zapłacić czystą gotówkę do jej ręki nie wnikając w faktyczne koszta wyjazdu, i miało mnie to dotknąć możliwie jak najboleśniej. Dziś mamy oficjalnie papier i jasno określoną wysokość świadczenia do rąk własnych mamy. Nagle okazało się, że dzieci niekoniecznie muszą paradować po stoku. Za dzieci się płaci, a wyjazd firmowy to mama ma przecież za darmo. Zapłacić ze “swoich własnych” pieniążków, oooo to boli. Laugh Jakie to wszystko jest względne. Oj. skończą się teraz też im pewnie i kolonie, na które wysyłałem rezygnując ze swojego wyjazdu. Tak to wygląda w praktyce moi drodzy. Może się i czepiam ale sytuacja zmieniła się dla mnie tylko o tyle, że teraz w procederze pt. „zapłacić czystą gotówkę do jej ręki nie wnikając w faktyczne koszta wyjazdu, i miało mnie to dotknąć możliwie jak najboleśniej” bierze udział państwo sankcjonując kaprysy i zachcianki mojej byłej. Macie rację konieczne są średniówki dla kwot przyznawanych, kwestia tylko kto ma je sprawiedliwie i realnie ustalać i jak uwzględnić rozbieżność wydatków w zależności od rejonu kraju?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  7. rozumiem emocje i rozdarbnianie się nad szczegółami to tak jakby lekarz psychiatra
    zamiast leczyć chorego analizował jakiego nieistotne szczegóły w urojonych wizjach pacjenta nie o to chodzi .Trzeba zmienić prawo opiekuńcze na wzór włoski zrównać prawa rodziców i skończyć z rodzicami kat.a i b.każdy rodzic który chce i może wychowywać dziecko musi mieć takie prawo zagwarantowane
    Rodzic nie jest poddanym sądu który mu może dać lub nie dać wychowywać swojego dziecka. jeśli nie zagraża dziecku nikt nie ma prawa mu tego zabronić.
    coś z Karta Praw Rodziny
    Art.5 e.Podstawowe Prawo Rodziców do wychowania dzieci .Art.5.Rodzice , ponieważ dali życie dzieciom, mają pierwotne, niezbywalne prawo pierszeństwa do wychowania potomstwa i dlatego muszą być uznani za pierwszych i głównych jego wychowawców. Art.6 a.Władze publiczne winny uznawać i wspierać godność, słuszną niezależność, intymność, integralność i stałość każdej rodziny.
    ZAPIS KTÓRY MUSI SIE JAK NAJSZYBCIEJ ZNALEŚĆ W PRAWIE POLSKIM.
    „W przypadku separacji rodziców dziecko ma prawo do zachowania stałego, równoważnego i bezpośredniego związku z każdym z nich, otrzymywania opieki, edukacji i zdobywania doświadczenia od każdego rodzica i utrzymywania znaczących relacji ze swoimi przodkami i krewnymi od strony obojga rodziców” Prawo Włoskie ust.54 z 2006 roku.
    Podstawowym Prawem Człowieka jest naturalne Prawo do wychowania własnego Potomstwa.Jesto ono nieszanowane i nagminnie łamane w Polsce.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  8. Diabeł tkwi w szczegółach i bardzo często do nas przez nie przemawia. Zwłaszcza tu, i teraz. Jesteśmy pod wrażeniem prawa włoskiego, trochę mniej wstępu. Wystarczyła by perła prawa włoskiego o roli rodziców rzucona przed takie rozemocjonowane wieprze. To może jeszcze coś o alimentach i tym jak jest z monitorowaniem takich wydatków w prawie i praktyce włoskiej. Bo to też jest poruszany tu temat. Jeśli pozwolisz odkryć mi tu Amerykę w konserwach.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  9. Notifytatko pisze:

    Masakra…
    Nie ma lepszej metody rozwiązania takich problemów, niż rozsądek, rozwaga i empatia u obojga rodziców. Tak zresztą jest w większości przypadków. W tych byłych rodzinach, gdzie jest walka, ta recepta chyba jednak nie zadziała…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo