Rozmowa kontrolowana…

Tata wobec systemu

Należę do pokolenia które jeszcze dokładnie pamięta że po podniesieniu słuchawki telefonu pojawiał się miły ciepły głos „Rozmowa kontrolowana…”.

Tak to mniej więcej wyglądało Wink

.

Ja czuję się podobnie, jak trener drugiej kategorii – Jarząbek Wiesław. Szczęśliwie mam prawo do „widzeń kontrolowanych” z dzieckiem. Mają się odbywać w obecności matki dziecka lub wyznaczonej przez nią osoby. Zastanawia mnie, czy przypadkiem nie narusza to moich praw obywatelskich. Ale widocznie sądy w Polsce są bieglejsze w tej materii niż ja.

Jak to właściwie jest, że obywatel Rzeczypospolitej z pełnymi prawami wyborczymi nie może spotkać się ze swoim dzieckiem bez obstawy? Jak to właściwie jest, że przy pomocy kartki wyborczej mogę wpływać na kształt naszego burakowa ale, broń Boże, nie spotkać się z własnym dzieckiem. Jest gorzej – mogę wsiąść do samochodu, i śmigać ile mi tylko do głowy przyjdzie po drogach i bezdrożach ziemniakowa. Ale podetrzeć mojemu dziecku tyłek bez obstawy – NIE!

To jak to ze mną właściwie jest? Psychiatrzy nie stwierdzają choroby psychicznej. Nie stanowię także zagrożenia dla siebie ani dla otoczenia. A jednak przebywanie z własnym dzieckiem wymaga strażnika nad głową. Bo co? Mógłbym nakarmić dziecko arszenikiem?

Nikomu nie przychodzi nawet do głowy odbieranie dzieci gdy ktoś zachoruje na chorobę psychiczną. Bo słusznie się rozumuje, że wychowywanie dzieci minimalizuje jej skutki.

Może więc jestem takim zbirem, że chciałbym dzieciątku przetrzepać kieszenie, zabrać 5 złotych i szybciutko skoczyć do monopolu po piwo? A jednak państwo daje przepustki skazanym, aby od czasu do czasu mogli pobawić się ze swoją dziatwą w zaciszu domowym. Ale ojciec dziecka, to wróg i złodziej a jak nie złodziej to pijak.

Znałem jednego pijaka (niestety już świętej pamięci). Pił spokojnie po pracy w domu, kiedy dziatwa biegała mu między nogami. Państwo przysyłało pani z MOPS by sprawdzała, czy przypadkiem nie polał sety swojej latorośli.

Może więc dziecko jest za małe? Przedszkolak nie jest w stanie wytrzymać bez mamy? Ojciec więc musi być dozorowany, bo dziecka nie zna i już? Mam nadzieję, że Pani z przedszkola przychodziła do każdego dziecka przez okres 3 miesięcy wcześniej aby poznać każde dziecko w domowym środowisku.

Może więc miejsce nie jest odpowiednie? Koniecznie musi być w domu matki? Oczywiście wokoło same zagrożenia. W ojcowskim domu można wpaść do muszli klozetowej, szafa ma zęby i straszy, a schody są złośliwie wypastowane olejem silnikowym. Miejsce zamieszkania matki, to bezpieczne spokoje miejsce – sielanka, Wyspy Kanaryjskie.

Czemu więc ma służyć wydawanie idiotycznych postanowień? Sądzę że istnieją dwie istotne przesłanki.

Państwo musi kontrolować swoich obywateli ponieważ są jak małe dzieci we mgle i nie wiedzą co czynią. Musi ich stygmatyzować jako gorszych, nie umiejących odpowiadać za swoje czyny i postępowania. Chce pokazać, że obywatel to idiota i należy kontrolować najdrobniejsze szczegóły jego życia. Obywatelowi nie można wierzyć, że zrobi coś dobrze dla swojego dziecka albo dla samego siebie.

Drugą przesłanką – w moim odczuciu prawdziwą – jest dyskryminacja ze względu na płeć, która wciąż jest żywa w naszym społeczeństwie. Postanowienie o dozorowaniu spotkań ojca z dzieckiem ma pokazać, że facet to ciapa, która nie nadaje się do wychowywania własnego dziecka i trzeba kontrolować to co on robi. Nie można dopuścić do tego aby miał faktyczny wpływ na wykonywanie swojej władzy rodzicielskiej, ponieważ mógłby przekazać niewłaściwe postawy wychowawcze. Może nauczyć dziecko sikać na stojąco? Wypchnięcie męskiego sposobu wychowywania, pokazywania że należy dawać sobie radę z problemem i być wytrwałym, nie pasują do zdominowanego przez kobiety świata wychowania dzieci.

Dyskryminacja ojców pokazać, że to co męskie nie jest ważne. To, co kobiece, jest mądre i wspaniałe.

Dozorowane spotkania z dzieckiem uderzają przede wszystkim w dziecko. Pokazuje się, że ojciec to ktoś gorszy, kogo należy kontrolować w tym co robi. Skoro kontroluje się ojca, to znaczy że ojciec jest dla mnie zagrożeniem. Jak jest zagrożeniem, to jest moim wrogiem. Nie mogę pokazać swoich uczuć wobec niego ponieważ uczucia będą kontrolowane. Wniosek – dla mnie ojciec jest podejrzany z góry.

Tak więc nie korzystam z kontrolowanych spotkań z moimi dziećmi. Nie godzę się, aby dyskryminowano oraz limitowane uczucia moich dzieci oraz moje.

PS: W mojej rodzinie żyło pewno małżeństwo. Oboje byli nosicielami genów, które spowodowały ujawnienie się choroby neurologicznej a w konsekwencji psychicznej u obojga rodziców. Choroby te uniemożliwiały nie tylko prawidłowe poruszanie się ale także zaburzały świadomość. Tak się czasami dzieję. Nie byli w stanie pracować, żyli z renty. Mieli dwoje dzieci w wieku szkolnym. Nikomu nie przyszło do głowy aby im odbierać dzieci albo ich kontrolować w jakiś sposób. Radzili sobie jak umieli. W tym jak to robili, widziałem prawdziwą miłość.

Nie jestem dotknięty żadną z chorób a mimo to jestem karany dozorem za miłość do dzieci. Gdzie tu jest jakaś logika?

GD Star Rating
loading...
Rozmowa kontrolowana..., 3.5 out of 5 based on 6 ratings
Tata wobec systemuOstrzeżenie przed niebezpieczeństwem, czyli …nie robię cz. 2Najszybsi sędziowie świata

Ten wpis został opublikowany w kategorii alienacja rodzicielska, być ojcem, decyzje w ważnych sprawach dzieci, mężczyźni i kobiety, ogólne, ojcowie i dzieci, opieka nad dziećmi, PA i PAS, psycholodzy, psychiatrzy, badania, siła stereotypu, zespół alienacji rodzicielskiej. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Rozmowa kontrolowana…

  1. NotifyPiotr pisze:

    Szczerze współczuję Autorowi tekstu. Współczuję mu w szczególny sposób ,bo sam także doświadczyłem i doświadczam czegoś bardzo podobnego. Mam już za sobą pierwsze sprawy, a Sąd na podstawie sobie jedynie znanej reguły wyznaczania terminów kolejnych posiedzeń nie zabezpieczył mi kontaktu z dzieckiem, i do czasu kolejnej rozprawy jestem zdany na łaskę i niełaskę ( raczej to drugie) żony – matki- właścicielki. Ten sam sąd zabezpieczył jednocześnie miejsce pobytu synka przy matce. Największym paradoksem jest natomiast to, że do jasnej cholery w tych sprawach nie idzie o przedmioty a o dzieci, nasze dzieci, które kochamy, które przewijaliśmy, karmiliśmy, dbaliśmy o nie najlepiej jak potrafiliśmy i które są dla nas wszystkim. Na podstawie własnych doświadczeń wiem, że dla naszych żon najlepiej byłoby gdybyśmy już nie istnieli, pojechali w świat i ogólnie pozwolili tym wspaniałym matkom szukać nowych tatusiów dla naszych dzieci. Sam mam chwile załamania, ale musimy walczyć z tym chorym systemem ewidentnie wspierającym matki.
    Ps. Całkowicie rozumiem Ciebie drogi Autorze, że nie godzisz się na urągające ojcostwu traktowanie. Dobrem dziecka jest możliwość przebywania ze spokojnym ojcem w najoptymalniejszym dla niego i dla dziecka miejscu.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  2. NotifyJarząbkowa pisze:

    Czasem jednak widzenia muszą być pod kontrolą, np. wtedy, gdy ojciec dziecka groził mu kiedyś śmiercią, a nie jest to wcale wydumany problem. Ileż jest przypadków, gdy ojciec domagał się aborcji, a matka urodziła mimo wszystko! Nawet taki “ojciec” też jest ojcem i ma prawo do widzeń, ale POD KONTROLĄ!!!

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo