Czasem tak niewiele trzeba…

Tata wobec systemu

“Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
Za miasto, pod słup na wzgórek,
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
Pobożnie zmówcie paciórek.

Tato nie wraca; ranki i wieczory
We łzach go czekam i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze”.

Tak pisał Adam Mickiewicz w balladzie Powrót Taty. Tak to wyglądało kiedyś. Kiedy ojciec był poza domem, matka budowała związek dzieci z ojcem. Dzisiaj matka nie zawsze chce. Zdarza się, że wykorzystuje nieobecność ojca do podważania jego pozycji i autorytetu u dzieci. Można by postawić dwa pytania:

  1. Dlaczego tata jest poza domem?
  2. Kto w dzisiejszych czasach powinien zadbać o związek dzieci z tatą?

Dżentelmeni nie rozmawiają o faktach. Kiedy ojca nie ma w domu, to go nie ma i już. Ale… fakty mają swoje przyczyny, swoje skutki, swoje interpretacje… O tym można rozmawiać. O tym się często rozmawia i… nie zawsze dochodzi do prawdy. Moje dzieci, na pytanie gdzie jest tata, słyszały — W pracy, widać woli pracę od nas… (wiem o tym od świadków). A jakby usłyszały — Ciężko pracuje, żeby nam zapewnić to wszystko, co mamy i czym żyjemy… Czy dla dzieci tak byłoby gorzej? No dobra, to o pierwszym punkcie.

A w sprawie odpowiedzialności… Mamy obowiązkowe szczepienia, obowiązek edukacyjny i wiele innych większych i mniejszych obowiązków nakładanych przez Państwo na rodziców, instytucje, urzędy, których celem jest zapewnienie dzieciom właściwego rozwoju. Dlaczego to samo Państwo tak lekko traktuje jedno z najważniejszych uwarunkowań właściwego rozwoju dziecka? Przecież nikt nie ma wątpliwości, że dziecko mające oboje rodziców rozwija się lepiej niż półsierota (wyniki badań na ten temat przedstawiał niedawno Olgierd we wpisie Zanim odsuniesz panów, Ty się wszakże zastanów). A czy wiele trzeba, żeby zapewnić dziecku przynajmniej podstawowy udział obojga rodziców w wychowaniu?

Moim zdaniem jest jeden prosty krok, który mógłby zmienić niezwykle dużo. Obecnie, na mocy krio, obowiązuje praktyka, że każdy rodzic samodzielnie może reprezentować dziecko w większości spraw. A gdyby wprowadzić zasadę, że w każdej sytuacji, kiedy w sprawie dziecka składa się podpis, muszą się podpisać oboje rodzice? Chyba, że któreś ma ograniczoną władzę rodzicielską. Prosty krok, który niezwykle by pomógł w zaktywizowaniu ojców… w pełnych rodzinach i po rozstaniu. Tata musiałby się orientować, co się dzieje z dziećmi, a mama musiałaby się liczyć ze zdaniem taty.

Ten pomysł nie jest pewnie „lekiem na całe zło”. Ale czy jego wdrożenie nie rozwiązałoby dużej części problemów w rodzinach?

GD Star Rating
loading...
Tata wobec systemuOd teorii do praktyki – część 2Wyrodna matka, wyrodny ojciec… wyrodny rodzic?
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólne, być matką, opieka nad dziećmi, prawo i praktyka, decyzje w ważnych sprawach dzieci, wychowanie, sądy, urzędy, instytucje, siła stereotypu, o życiu, być ojcem, relacje między rodzicami i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 Responses to Czasem tak niewiele trzeba…

Dodaj komentarz