Władza, kontakt czy dziecko?

Pozwoliłem sobie napisać niejako w odpowiedzi na wystąpienie RPD, które znalazłem w internecie, a które porusza kwestię kontaktów i władzy rodzicielskiej w związku z rozwodem. Pan Rzecznik ma dylemat, czy jeśli rodzice się zgadzają na plan wychowawczy i jednocześnie zgodnie wnoszą o nieorzekanie o kontaktach, to czy sąd powinien o nich orzec. Pomijając fakt, że w swoim wystąpieniu Rzecznik sam sobie odpowiada, to jednak temat jest trudny ze względu na bałagan w polskim kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, ale również ze względu na swoistą „nierozłączność” władzy od kontaktów…

Jak słusznie zauważył bodajże p. Jacek Ignaczewski: nie sposób nie wykonywać władzy rodzicielskiej mając kontakt z dzieckiem (gdyż zgodnie z art 95 par 1 KRO jest to zespół działań określony jako m.in. sprawowanie pieczy nad osobą, majątkiem dziecka, itd). Co to jest sprawowanie pieczy to określiło już bogate orzecznictwo w tym zakresie – staranie o edukację, wyżywienie, zapewnienie innych niezbędnych do życia środków w tym dachu nad głową. Trudno więc np.: nie nakarmić dziecka kiedy jest głodne bo ma się orzeczony z nim wtedy tylko “kontakt” albo powstrzymać dziecko przed wylaniem na siebie wrzątku z czajnika dlatego, że ma się tylko „kontakty”. Zresztą w znakomitej większości i policjanci i sędziowie są zdania, że osoba uprawniona do kontaktów odpowiada za dziecko w czasie ich realizowania, co jest logiczne, bo przecież za dziecko odpowiadać ktoś musi i musi ono pozostawać pod czyjąś pieczą, zatem rozłączanie tych pojęć ma charakter sztuczny i zostało wymyślone raczej na potrzeby sytuacji wyjątkowych – takich jak ograniczenie władzy rodzicielskiej lub jej pozbawienie.

Niestety trend w części orzecznictwa, ze względu na brak jasno określonych ograniczeń do ustalania kontaktów, został odwrócony. Wygląda bowiem na to, że ustawodawca najwyraźniej „zapomniał” ograniczyć instytucji kontaktu wskazanej w art. 113 do przypadków, w których: nie ma władzy rodzicielskiej (czego przykładem mogą być relacje dziecka z dziadkami, krewnymi lub innymi osobami z którymi dziecko może być związane, rodzicami pozbawionymi władzy rodzicielskiej) albo do przypadków w których ta władza została ograniczona – rodzice z ograniczoną władzą rodzicielską. W konsekwencji tego, chciałbym wierzyć, że przypadkowego, zaniedbania doszło do tego, że rodzic (najczęściej niestety ojciec) nie może sprawować władzy rodzicielskiej mimo, że nawet nie została mu ona ograniczona, bowiem zakres kontaktów w wyroku rozwodowym czy w postępowaniu rodzinnym jest tak mały, że nie pozwala na jej wykonywanie. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że ograniczenie styczności rodzica z dzieckiem do wymiaru kontaktów uniemożliwiającego praktycznie wykonywanie władzy rodzicielskiej stanowi naruszenie artykułu 8 oraz protokołu 12 Konwencji Praw Człowieka. Mimo to sądy polskie nagminnie łamią tę zasadę przyznając kilka godzin kontaktów w trakcie których często swoboda kontaktu dziecka z rodzicem dysponującym pełnią władzy rodzicielskiej jest naruszana, poprzez zastrzeżenia sądowe typu: „w miejscu zamieszkania dziecka/matki”, „bez możliwości wyjścia na spacer”, „pod nadzorem kuratora” czy „w obecności drugiego rodzica”.

Wracając do meritum – art. 113 powinien mieć ograniczony krąg adresatów, a rodzice posiadający pełną władzę rodzicielską, jeśli nie mogą się porozumieć, powinni podzielić się obowiązkami i prawami. Jeśli nie są w stanie osiągnąć tego mediacjami, polubownie, każdy z nich powinien przedstawić swój plan wychowawczy, a sąd powinien rozstrzygnąć jakie są możliwości zagwarantowania wykonania każdego z nich. Nie ma potrzeby wtedy rozstrzygania o kontaktach w wyroku rozwodowym, bo rozstrzygnięcie o sposobie
wykonywania władzy (nie tylko kto ją ma i w jakim zakresie, ale również jaki jest zakres obowiązków i praw każdego rodzica) daje jednoznaczne rozstrzygnięcie. Wszak nie sposób wykonać władzę rodzicielską nie mając z dzieckiem kontaktu. Oczywiście jest zagrożenie, że zakresy deklaracji rodziców będą się pokrywać, a pewne sfery życia dziecka zostaną w nich pominięte. W takim wypadku przychodzi modelowy plan wychowawczy i zasada minimum. Otóż ten rodzic, który daje mniej, realizuje swój plan, a modelowy plan wychowawczy pozwala uzupełnić zgłoszone deklaracje o brakujące elementy pieczy. Natomiast, jeżeli oboje rodzice zabezpieczają powiedzmy 80% potrzeb dziecka, metodą kompromisu można wyeliminować pokrywające się zakresy, o ile jest to konieczne (dziecko może np. odrabiać lekcje i z jednym i z drugim rodzicem). I to chyba tyle… Niestety, nie przewiduje tego nasz kodeks rodzinny i opiekuńczy, który daje przywilej posiadania luksusu obojga rodziców wyłącznie wąskiej grupie dzieci rozwodników, którzy doszli do porozumienia i zgodnie przedstawili plan wychowawczy i którym sąd uwierzył, że będą współdziałać. A jak sąd nie uwierzy? Wtedy cóż, dzieciaczki, wracacie do wielkiego worka dzieci pozbawionych drugiego rodzica w waszym wychowaniu. Niestety, nieślubne dzieci w ogóle nie mają szans na plan wychowawczy, bo ustawodawca tego nie przewidział. I tak realizują się właśnie:

  1. Konstytucyjna zasada równość wobec prawa w wydaniu polskim
  2. Konstytucyjna zasada ochrony rodzicielstwa

Na marginesie należy zauważyć kolejną niespójność prawa. Rodzic pozbawiony władzy rodzicielskiej bywa zmuszony do jej wykonywania, bowiem jeśli przyznano mu prawo do kontaktów z dzieckiem, to władzę tę i tak sprawuje chociażby w minimalnym zakresie. Ale, wbrew pozorom, nie jest to światełko w tunelu…

GD Star Rating
loading...
Władza, kontakt czy dziecko?, 4.3 out of 5 based on 7 ratings
Brońmy nasze dzieci przed systememRozmowa kontrolowanaO delegalizacji RODK cz. 2
Ten wpis został opublikowany w kategorii prawo i praktyka, dyskryminacja, prawa dziecka, prawa rodzicielskie, opieka nad dziećmi, decyzje w ważnych sprawach dzieci, sądy, urzędy, instytucje, siła stereotypu, rozstanie, relacje między rodzicami. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 Responses to Władza, kontakt czy dziecko?

Dodaj komentarz