Dlaczego nie mamy szans w starciu z teściami

Walczymy ze stereotypami

Kiedy przywiozłem Panią Byłą do zagranicznego domu, po paru dniach rozejrzała się i stwierdziła:
— Nie radzimy sobie z niczym, wracam do rodziców. — Byłem zszokowany.
— Jak to sobie nie radzimy? Syn zadowolony, że ma dwoje rodziców, zaczął regularnie spać. Masz 80 m2 mieszkania a pod domem stoi samochód. Mam dobrą pracę i za pewien czas, jak Syn podrośnie, będzie można pomyśleć o jakimś zajęciu dla Ciebie. Więc jak sobie nie radzimy?
— Nie radzimy sobie a ja nie czuję się bezpiecznie. — Jak się okazało niebawem, bezpieczeństwo zapewniają tylko i wyłącznie rodzice.

Ileż ja się nasłuchałem opowieści od kolegów, jak to ich żona pakowała się i po kryjomu uciekała do mamy i taty, do jakieś nory zagrzybionej, gdzie już siostra ze szwagrem i z piątką dzieci mieszkają, rezygnując jednocześnie z dostatniego życia przy boku męża.

Najczęściej jedna z dwóch przyczyn sprawia, że mąż przegrywa z rodziną żony. Albo połowica jest niedojrzała emocjonalnie i jednocześnie jest silnie związana z rodzicami, albo kusi ją dostatniejsze życie u boku rodziców, bo jak wiadomo często na starcie młoda rodzina może mieć znacznie ograniczone możliwości finansowe.

Od momentu zawarcia małżeństwa dwoje ludzi staje się jednym ciałem i jednym duchem. Chroni to małżonków przez ingerencją rodziców w ich wewnętrzny związek, ponieważ przestają być już dziećmi swoich rodziców a stają się partnerami życiowymi. Wchodzą w nowy system wartości i relacji między rodzicami a dorosłymi już dziećmi. Stają się nowym duchem i nowym ciałem – jednostką odrębną od rodziców. Rola rodziców zakończyła się w tym momencie. Dziecko samo staje się rodzicem i samo za siebie odpowiada. Przejście to powinno być oczywiste w swoje oprawie – dlatego mamy ceremonię, sakrament, uroczystość. Na nasze nieszczęście wielu dorosłych rodziców nie jest w stanie zaakceptować tego faktu.

Kiedy moja Pani Była zniknęła wraz z dzieckiem, odbyłem rozmowę z przyjacielem, z którym często się różnimy w poglądach. Zadałem mu pytanie:
— Co byś zrobił, gdyby się u Ciebie nagle pojawiła 35-letnia córka z dzieckiem wyłącznie z powodu kaprysu? — Przyjaciel odpowiedział:
— Do domu bym nie wpuścił i na kopach wygonił z powrotem do faceta i jeszcze dodałbym to, co mój dziadek matce powiedział, kiedy próbowała takiego numeru w stosunku do mojego ojca – C$@#ja sobie wzięłaś to teraz się męcz! – matka nawet godziny nie mieszkała u dziadków jak tylko dziadek dowiedział się o co chodzi.

Rodzice rodziców próbują też czasem zastępować swoje dorosłe dzieci w ich obowiązkach i prawach. Jakby chcieli nadrobić swoje zaległości wychowawcze. Córka nie umie zajmować się dzieckiem, on nie umie zająć się samochodem, nie zapewnia córce tego czy tamtego… Oczywiście oni umieją i potrafią zapewnić swojemu ukochanemu dziecku wszystko w najwyższej jakości i zaopiekują się wszystkim. Z taką presją trudno jest walczyć. Autorytet zazwyczaj zwycięża mimo, że zwycięstwo to jest szkodliwe.

Wiążąc się z kimś musimy być świadomi, że tworzymy nową wartość. Wartość, która powinna być niezależna od naszych rodziców. Ich sprawy nie mogą się rozgrywać w naszym domu. Inaczej ten dom szybko przestanie być domem.

GD Star Rating
loading...
Walczymy ze stereotypamiNajpierw pomyśl o sobieWszystko zaczyna się od empatii
Ten wpis został opublikowany w kategorii mężczyźni i kobiety, o życiu, ogólne, opieka nad dziećmi, relacje między rodzicami, siła stereotypu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Dlaczego nie mamy szans w starciu z teściami

  1. NotifyKonrad pisze:

    Z drugiej strony mamy cały szereg “starych kawalerów” mieszkających z mamusią… żeby podać taki stereotypowy przykład. Lub takich, którzy co prawda odeszli na swoje, ale pozostają do dyspozycji na każde skinienie rodziców, przedkładając życzenia “mamusi” ponad potrzeby własnego stadła.

    Problem w tym, że to czy dorosłe już dziecko będzie w stanie się usamodzielnić czy nie, to kwestia działań podejmowanych znacznie, znacznie wcześniej.
    Jest taka piękna opowieść o synu, który przychodzi do ojca i mówi: “ojcze, już jestem dorosły, proszę pozwól mi odejść”. Ojciec odpowiada krótko: “nie ma mowy”. Po roku sytuacja powtarza się, syn ponawia prośbę, ojciec zaś nie dość że odmawia, to wyzywa syna najgorszymi słowy. W kolejnym roku sytuacja powtarza się, zaś po rozmowie z synem ojciec siada i… płacze.
    Odpowiedź na pytanie “dlaczego?” jest dość oczywista – syn został źle wychowany i teraz nie potrafi się usamodzielnić, wziąć odpowiedzialności za swoje decyzje.

    Ponadto, nie ryzykowałbym stwierdzenia, że taka osoba “wracająca do rodziców” robi to z wygodnictwa czy wyrachowania. Czasami strach przed samodzielnością jest po prostu za silny…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 6 Słabe 0

  2. NotifyCronat pisze:

    Znam taki przypadek z własnego życia, matka moich dzieci wolała zostać przy ojcu bo miał dużą firmę i tam czuła się bezpiecznie – firma taty upadła a ona jest dzisiaj wrakiem kobiety i człowieka. Aktualnie opiekuje się przyjacielem, pijakiem, który znęcał się nad moimi dziećmi, roślinką – spowodował wypadek samochodowy pod wpływem alkoholu. Dzieci szybko od niej uciekły. To ku przestrodze dla innych kobiet, które szukają bezpieczeństwa u rodziców i utrudniają kontakty dzieci z ojcem.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  3. NotifyMateusz pisze:

    Kiedy mieliśmy z moją byłą żoną wybudować lub kupić dom, okazało się, że jednym z ważniejszych kryteriów była bliskość jej rodziców. Akurat mieliśmy możliwość za darmo wejść w użytkowanie bardzo fajnej działki budowlanej w dobrej dzielnicy, blisko moich rodziców, ale daleko od jej rodziców. Nie wchodziło to w grę.
    W czasie trwania małżeństwa teściowie zawsze byli w środku. Nie wtrącali się niby we wszystko, ale zawsze i w każdej sprawie mogli wyrazić swoje zdanie.
    Po rozstaniu ich udział w sprawie spowodował chyba najwięcej kłopotów. Bo teraz to oni stali się głównym doradcą byłej żony. A co więcej, ponieważ ona nie chciała, żeby dzieci były ze mną zbyt dużo, a sama też nie miała dla nich bardzo dużo czasu, to dziadkowie stali się drugimi rodzicami moich dzieci. Smutne…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 5 Słabe 0

  4. NotifyMarcin pisze:

    Mateusz:
    Kiedy mieliśmy z moją byłą żoną wybudować lub kupić dom, okazało się, że jednym z ważniejszych kryteriów była bliskość jej rodziców. Akurat mieliśmy możliwość za darmo wejść w użytkowanie bardzo fajnej działki budowlanej w dobrej dzielnicy, blisko moich rodziców, ale daleko od jej rodziców. Nie wchodziło to w grę.
    W czasie trwania małżeństwa teściowie zawsze byli w środku. Nie wtrącali się niby we wszystko, ale zawsze i w każdej sprawie mogli wyrazić swoje zdanie.
    Po rozstaniu ich udział w sprawie spowodował chyba najwięcej kłopotów. Bo teraz to oni stali się głównym doradcą byłej żony. A co więcej, ponieważ ona nie chciała, żeby dzieci były ze mną zbyt dużo, a sama też nie miała dla nich bardzo dużo czasu, to dziadkowie stali się drugimi rodzicami moich dzieci. Smutne…

    Mam to samo. Może prócz tej działki. U mnie dochodził jeszcze w tym wszystkim jeden ciekawy element. Toksyczne stosunki mojej żony ze swoimi rodzicami. Wielokrotnie to ja musiałem jej mówić, że ma biec za mamą i ją przeprosić kiedy ta wychodziła od nas z mieszkania z płaczem. To dopiero można się pogubić. Ja byłem zawsze ten dobry oczywiście do momentu kiedy mając dość postanowiłem zakończyć małżeństwo. Wtedy ich córka stałą się uosobieniem wszystkich cnót, a ja śmieciem (do teraz zresztą jej matka tak mnie nazywa).
    Po pewnym czasie widzę wyraźnie, że moja była żona jest po prostu ubezwłasnowolniona przez matkę. W czasie ustalania ugody u mediatorki wprost jej powiedziałem żeby zadzwoniła do mamusi i zapytała czy może na to czy inne postanowienie ugodowe się zgadzać.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  5. NotifySzaweł pisze:

    Co wróży trwałe szczęście małżeństwu?

    Podobny wiek: maksymalna różnica – 5 lat. Np. ona powyżej 20, on poniżej 30 lat.
    “Chodzenie” nie krócej niż pół roku i… nie dłużej niż 3 lata.
    Podobna zamożność.
    Podobna odległość miejsca zamieszkania od rodziców i od teściów.

    Dziecko – ani przed ślubem, ani w pierwszym roku małżeństwa.
    Niewiązanie się tuż po stracie kogoś bliskiego lub zerwaniu z poprzednim partnerem.
    Samodzielność obojga przez co najmniej 2 lata.
    Dobre relacje obojga z własnym rodzeństwem.
    Niezależność materialna od rodziców i dobre z nimi relacje.
    Podobny stosunek do przeżyć z własnego dzieciństwa.

    Mądrości zaczerpnąłem z Onet

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  6. NotifyMateusz pisze:

    Szawle… i to chyba są właśnie mądrości na miarę onetu… Te wszystkie punkty pozwalają się dogadać ludziom, którzy nie dojrzeli do związku. Po prostu ograniczamy pole potencjalnych konfliktów. Ale prawdziwy związek między ludźmi, to umiejętność rozwiązywania trudnych sytuacji a nie ich unikanie.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo