Dobro czy interes

Od dawna fascynuje mnie pojęcie „dobro dziecka”. Proste, oczywiste, przejrzyste… każdy wie, o co chodzi. Dziecko jest najwyższym dobrem rodziców i społeczeństwa, więc każdy wie, jak o nie dbać. A już na pewno każdy rodzic, każdy specjalista do spraw dzieci, psycholog dziecięcy czy pedagog, sędzia czy kurator.

W zatłoczonym autobusie młoda mama z elegancką trwałą ondulacją stoi przy swojej 7 letniej na oko pociesze, która dumnie rozpiera się w fotelu. Obok staruszka o lasce przewraca się na każdym zakręcie. W końcu stojący obok starszy pan zwrócił matce uwagę:
— Czy pani synek nie mógłby ustąpić miejsca tej pani?
— Ależ co pan! Ja wychowuję moje dziecko bezstresowo!
Nastolatek, próbujący podpierać upadającą staruszkę, wyjmuje w tym momencie z ust gumę do żucia i wciera ją w ondulację mamusi.
— Co ty robisz, gówniarzu!
— Ja też jestem wychowywany bezstresowo…

Okazuje się, że jednak pojęcie dobra dziecka nie jest takie całkiem jednoznaczne. Za to jest bardzo często używane. W kodeksie rodzinnym i opiekuńczym w mianowniku występuje 13 razy. W innych formach pojawia się jeszcze kilka razy. Niestety, nie występuje definicja tego pojęcia. Chciałbym przytoczyć kilka przepisów, które jednak nadają kierunek rozważaniom nad rozumieniem dobra dziecka.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Art. 48.
1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
2. Ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.

Kodeks rodzinny i opiekuńczy, Art. 95.
§ 1.Władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka oraz do wychowania dziecka, z poszanowaniem jego godności i praw.
§ 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo, a w sprawach, w których może samodzielnie podejmować decyzje i składać oświadczenia woli, powinno wysłuchać opinii i zaleceń rodziców formułowanych dla jego dobra.
§ 3. Władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny.
§ 4. Rodzice przed powzięciem decyzji w ważniejszych sprawach dotyczących osoby lub majątku dziecka powinni je wysłuchać, jeżeli rozwój umysłowy, stan zdrowia i stopień dojrzałości dziecka na to pozwala, oraz uwzględnić w miarę możliwości jego rozsądne życzenia.

Kodeks rodzinny i opiekuńczy, Art. 96.
§ 1. Rodzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierują nim. Obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień.
§ 2. Rodzice, którzy nie mają pełnej zdolności do czynności prawnych uczestniczą w sprawowaniu bieżącej pieczy nad osobą dziecka i w jego wychowaniu, chyba że sąd opiekuńczy ze względu na dobro dziecka postanowi inaczej.

Chciałbym tym wpisem zapoczątkować nowy cykl. Zapraszam autorów i wszystkich naszych gości do rozważań na ten temat. Spróbujmy nasze przekonania zderzyć z praktyką. Jak jest realizowana troska o dobro dziecka przez osoby za nie odpowiedzialne?

GD Star Rating
loading...
Dobro dzieckaNie szukajmy winnych, pomóżmy niewinnym
Ten wpis został opublikowany w kategorii miłość dzieci, miłość rodziców, opieka nad dziećmi, prawa dziecka, prawa rodzicielskie, prawo i praktyka, psycholodzy, psychiatrzy, badania, relacje między rodzicami, sądy, urzędy, instytucje, system wartości, wychowanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Dobro czy interes

  1. Notifynatalanka pisze:

    W naszym przypadku “dobrem dziecka” jest danie mu przez ludzi, z którymi się nie dyskutuje (specjaliści) możliwości spędzania ze swoim tatą aż 12 godzin w miesiącu, co daje ok. 1.6% godzin w skali roku. To ma służyć rozwijaniu więzi dziecka z tatą (podobno ma tyle czasu wystarczyć). Biegły specjalista psycholog, “największy autorytet w tej dziedzinie we Wrocławiu” (wg. sędziny) stwierdził, że dla dobra dziecka wszystkie spotkania mają odbywać się w obecności matki, która będzie czuwać nad ich prawidłowym (??) przebiegiem, co w praktyce oznacza szybką interwencję w sytuacji, kiedy dziecko chce się przytulić do taty, odciąganie dziewczynki, kiedy ta wyraża chęć przytulenia własnego ojca lub powiedzenia mu czegoś na ucho. Dzięki opinii wystawionej na podstawie 3 godzinnego badania, matka dalej może kreować w oczach dziecka portret ojca, który stanowi jakieś zagrożenie (no bo przecież gdyby tak nie było, kontakty nie odbywałyby się w obecności rodzicielki…), przed którym dziecko należy chronić i któremu trzeba pomagać, ponieważ sam nie wiedziałby, co ze swoim potomstwem tak naprawdę ma zrobić. W imię dobra dziecka. Podobnie – dziecko znów będzie zapadać na tajemnicze weekendowe choroby, rozpoczynające się w piątek po przedszkolu, wieczorem, kończące w niedzielę po południu. Ach te infekcje kataralne i jelitówki… dla dobra dziecka nie wolno poddawać krytyce ani żadnym wątpliwościom tychże przypadłości. Tato nie może przywitać się ze swoją córeczką w przedszkolu, przy okazji rozmowy z dyrekcją nt. postępów dziecka. Nie może i już (dlaczego? nie wiadomo, sędzia nie widzi problemu, wystarczyło że matka porozmawiała z dyrekcją – nie i już). Również w imię dobra dziecka.
    Mam wrażenie, że dla dobra dziecka ojciec powinien po prostu regularnie przesyłać alimenty, oprócz nich płacić za wszelkie zajęcia dodatkowe w przedszkolu, kupować ciuszki, buty (zabawki kupuje wszakże nowy tatuś, bo jest fajniejszy) i usunąć się całkowicie z pola widzenia. Ewentualnie zgodzić się na łaskawie ofiarowane kontakty raz – dwa w miesiącu w McDonaldzie. Dla dobra dziecka. To takie moje na dzień dzisiejszy odczucia.
    Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 15 Słabe 1

  2. NotifyMichał pisze:

    Natalanka,
    Nic dodać, nic ująć, niestety. Kiedyś popełniłem taki wpis tutaj, http://nocotytato.org.pl/opieka-nad-dziecmi/przepraszam-wysoki-sadzie/ a potem naszła mnie równie statystycznie smutna refleksja dotycząca ile czasu spędziłem ostatniego roku ze swoim Synem. I tak po 1,5 rocznej walce czasem dramatycznej podarowałem mu 10 dni swojego życia (niestety tylko 2 noce), kiedy matka była jeszcze na tyle normalna, żeby pozwolić mi nosić na rękach ząbkującego boleśnie Okruszka. Cóż zęby urosły, niestety nie tylko dziecku, teoria rozmija się z praktyką, o czym było dość głośno w Warszawie, niestety nie ma póki co pomysłu jak zespolić myśl o państwie prawa z rzeczywistością. I pewnie będzie tak długo dopóki sędziowie pozostawać będą obojętni na dialogi na sali sądowej jak ten poniżej:

    Ojciec: Wysoki sądzie oto moje stanowisko pracy pozwala mi na elastyczne godziny pracy i mogę zająć się dzieckiem kiedy matka pracuje
    Matka: No ale przecież wysoki sądzie z czego ojciec będzie płacił alimenty, bo przecież chyba płacić musi.

    Podsumowując: interes.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  3. Natalanka, to doskonałe, co piszesz. Sluchajac ojcow dochodze do wniosku, ze kwintesencją sprawy jest odseparowanie dziecka od rodzica plci meskiej, który z natury swej jest podejrzany. Tylko jego pecunia non olet, bo on już sam trochę takSmile
    A spotkania w obecności matki to świetna sprawa. Doświadczyłem, polecam jak swoista terapię i naukę pokory wobec wielkości swiata i naszej malosci wobec rządzących nim żywiołów.. Ale koniec tego, bo o dobro dziecka tu chodzi.. Ano napisał o nim niezwykle ciekawie ostatnio Przemek na stronie chcedotaty.pl.. Spróbuję link wkleić. http://www.chcedotaty.pl/index.php?id=news, czytajcie tylko tekst od góry do pierwszej daty, wzruszajace i wzruszająco trafne chyba.. OMT

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  4. NotifyHedgie pisze:

    Przykre to i smutne. Niestety, jakże prawdziwe. Tak właśnie wygląda dobro dziecka w naszym kraju. 12 godzin w miesiącu na rozwijanie więzi. Pod okiem matki. Mój mąż rozwija więź w nieco większym wymiarze w obecności kuratora. Bo na szczęście matka nie chce go oglądać.

    Dlaczego nikt się nie zastanawia nad prostym faktem, że do momentu rozwodu matka jest matką, a ojciec ojcem. Nikt nie kwestionuje, że się nadają do opieki nad dzieckiem. Gdy dochodzi do rozwodu i rodzice są w konflikcie, wtedy dla “dobra dziecka” nasze państwo bada kto jest lepszym rodzicem.

    A gdyby tak przyjąć śmiałe założenie, że jeżeli przed rozwodem rodzina nie wymagała interwencji ze strony państwa, to po rozwodzie kwalifikacje rodziców pozostają mniej więcej takie same, jak przed nim? Wtedy nie trzeba byłoby uruchamiać całej tej chorej machiny RODKowej, tylko sąd by ustalał wymiar i sposób realizacji kontaktów w sytuacji, gdy rodzice są tak ze sobą skłóceni, że nie potrafią zrobić tego sami. Mając na uwadze prosty fakt, że dziecko ma matkę i ojca, którzy są jednakowo ważni dla jego rozwoju.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  5. NotifyJózek pisze:

    Hedgie,

    Sprawa wg mnie jest nieco bardziej skomplikowana. Bo rzeczywiście często rozwód ujawnia na zewnątrz patologię ukrywaną wcześniej przez matkę. Często także rozhuśtuje emocje to tego stopnia, że z człowieka wychodzą demony, nad którym wcześniej panował. Medea to wg mnie postać bardzo prawdziwa. http://inter-disciplinary.net/ati/Evil/Evil%208/morrissey%20paper.pdf

    I w żadnym wypadku taki model przeżywania rozstania nie jest zarezerwowany dla kobiet. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1348,title,Byly-policjant-chcial-sie-zemscic-udusil-swoje-dzieci,wid,14292726,wiadomosc.html?ticaid=1e70e&_ticrsn=3

    Dlatego takie obawy są żywe i psychologicznie uzasadnione.

    Problem jednak w tym, że jest to sytuacja raczej bardzo rzadka. A sięganie po kuratora z powodu ryzyka szkodzenia dziecku po rozstaniu z matką częste.
    A jeszcze gorzej gdy te obawy w konkretnym przypadku są uzasadnione a jednym dostępnym remedium jest niezdarny kurator. To wywołuje jeszcze większą wściekłość i poczucie krzywdy u osób mających medejskie skłonności.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  6. NotifyHedgie pisze:

    Józek,

    Oczywiście masz rację. Rozwód niejako pokazuje, kim tak naprawdę jesteśmy. Niektórzy radzą sobie z nim wyjątkowo źle. Problem w tym, że nasze państwo nie wynika kto jak sobie radzi z rozwodem i co jest lepsze dla dzieci. Z jakiegoś powodu w naszych sądach wygrywają ludzie pozbawieni skrupułów.

    Obserwuję rozwodzące się pary i wnioski są smutne. Jeżeli ojciec czy matka myśli o dzieciach i nie chce podjąć walki – jest na straconych pozycjach i system w niczym takiej osobie nie pomoże. Bo liczy się tylko to jak dobrze ktoś umie sprzedać swoje rodzicielskie kwalifikacje kosztem drugiego rodzica. Nie ma domniemania, że i matka, i ojciec są ważnymi osobami dla dziecka. Jest wyścig kto się lepiej zaprezentuje. I kto lepiej umie użyć dzieci w rozgrywce przeciwko byłemu lub byłej.

    Dlatego uważam, że gdyby nasze sądy wyszły poza schemat “kontakty co drugi weekend” i uznały równość macierzyństwa i ojcostwa, to w ostatecznym rozrachunku byłoby to dobre dla wszystkich stron, bo niejako ustawiałoby wszystkich na właściwych pozycjach.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  7. NotifyMateusz pisze:

    Hedgie, a ja właśnie dzisiaj słyszałem o tym, jak w ostatnich dniach przedstawiciel Rzecznika Praw Dziecka w sądzie w sprawie konkretnego dziecka powiedział, że mimo że kilkuletnie dziecko zostało pozbawione kontaktu z ojcem przez dwa lata i więź została zniszczona całkowicie, to nie było w tym żadnej winy ojca, a dziecko potrzebuje odbudowania tej więzi. Więc niezależnie od różnych spraw dziejących się po drodze przez te dwa lata, niezależnie od tego, że tata zalega z alimentami, dziecko ma prawo do ojca i sąd biorąc pod uwagę dobro dziecka powinien natychmiast doprowadzić do realizacji tych kontaktów.
    Budujące… Może Biuro Rzecznika Praw Dziecka stanie się koalicjantem ojców w ich walce o najpełniejszy start życiowy ich dzieci! Może urzędnicy zaczną wypełniać swoje ustawowe obowiązki…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 5 Słabe 0

  8. NotifyKrzysiek pisze:

    Mateusz:
    Hedgie, przedstawiciel Rzecznika Praw Dziecka w sądzie w sprawie konkretnego dziecka powiedział, że mimo że kilkuletnie dziecko zostało pozbawione kontaktu z ojcem przez dwa lata i więź została zniszczona całkowicie, to nie było w tym żadnej winy ojca, a dziecko potrzebuje odbudowania tej więzi. Więc niezależnie od różnych spraw dziejących się po drodze przez te dwa lata, niezależnie od tego, że tata zalega z alimentami, dziecko ma prawo do ojca i sąd biorąc pod uwagę dobro dziecka powinien natychmiast doprowadzić do realizacji tych kontaktów.

    To jest tak oczywiste, jak odkrycia amerykańskich naukowców…
    Śmiałem się ostatnio właśnie z tych “odkryć” i coś mi uświadomiła moja narzeczona: te odkrycia “oczywistych oczywistości” komuś były potrzebne, kto chciał przedstawić naukowy dowód, jak my robimy w postępowaniach sądowych. Bo to, że ojciec jest potrzebny dziecku, nie jest już tak oczywiste dla sądu, dlatego takie opinie Rzeczników są dla nas cenne

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo