Dlaczego ulegamy dyktatowi…

Ojcowie, z którymi przychodzi mi pracować, często wyraźnie ulegają swoistemu dyktatowi matek. Tak jak większość przypadków zdarzeń po rozwodzie “nie ma płci” to ta sytuacja sprawia wrażenie wyjątkowej. Dominująca jest grupa ojców traktowanych przez matki w sposób co najmniej dziwny…

Ponieważ jest to sytuacja tak często powtarzająca się uznałem, że stała się niemal regułą więc pojawia się pytanie – dlaczego?

Dlaczego tak postępują matki to jedno, objętość tekstu nie pozwala na prostą definicję, ale dlaczego ojcowie podejmują tę grę? Bo że jest to jakaś gra to widać.

Panowie najczęściej widzą w swojej spolegliwości dowód na otwartość i unikanie konfliktów. Kiedy zaczynam drążyć to padają odpowiedzi: “ja teraz się zgadzam, bo może kiedyś też będę potrzebował”, “niech wszyscy widzą jak ona mąci”, “nie chcę z nią zadzierać dla świętego spokoju” są też tacy którzy wyraźnie stwierdzają, że nie będą teraz walczyli o swoje prawa i jak kiedyś usłyszą zarzut o brak kontaktów to zasłonią się “matka tak chciała” albo “ja chciałem ale mama…”. Oczywiście nie brak i takiej postawy, że kiedy mają poczucie winy iż coś było nie tak (np. termin płatności alimentów) to też jakoś miękko znoszą zmiany planów, terminów, decyzji wszelakich.

Myślę, że w tych postawach ojców sporo jest jednak też zwykłego wygodnictwa – chciałem ale nie dała, mam wolny weekend, mam mniej wydatków, mam lżej…. Kiedy patrzę na zestawienia z których wynika mało chlubna dla panów statystyka o ojcach stojących co najmniej bokiem do swoich dzieci, a wielu tyłem i do tego z zatkanymi uszami to jakoś mniej fajnie mi się robi.

Jest to też chyba jeden z powodów, że tak mało ojców po rozwodzie jest tymi z “dziećmi na głowie”. Bo po co walczyć o swoje, pewnie nie będzie łatwo wygrać, będzie nerwowo i jeszcze ktoś (matka, świadek, adwokat) wyciągnie jakieś małe świństewko o którym lepiej zapomnieć. Chodzić w glorii ciemiężonego pewnie tak samo przyjemnie jak samotnej Matce-Polce stać na straży domowego ogniska.

GD Star Rating
loading...
Ojcowie i dzieci (Andrzej)DziedzictwoKogo tak naprawdę kopiemy?
Ten wpis został opublikowany w kategorii ojcowie i dzieci i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

89 odpowiedzi na „Dlaczego ulegamy dyktatowi…

  1. NotifyJerzy pisze:

    Zdaję sobie z tego sprawę Andrzeju. Ale jak w tym starym sowieckim dowcipie “zanim wytłumaczysz, że nie jesteś wielbłądem” to cię załatwią!

    Gdzie przebiega granica pomiędzy odpowiedzialnością za związek a odpowiedzialnością za partnera? Nie wiem jak Wam ale mi wydaje się że często jest dowolnie interpretowana. To jest pole do wielu nadużyć. To zależy często od punktu siedzenia. Brak precyzyjnego określenia daje pole do jakiej się komu zechce interpretacji.

    Pokusicie się o precyzyjne jej zdefiniowanie Question Tej granicy oczywiście?

    Mnie np. najbardziej bawi tu fragment dot. pożycia (z naciskiem na pożycie sypialniane oczywista Wink ) gdzie półroczny ból głowy i brak chęci ze strony kobiety jest akceptowalny. Ale już takie zachowanie mężczyzny jest zbrodnią i czymś obelżywym dla pani. I to zbrodnią wprost usprawiedliwiającą wszelkie działania odwetowe ze strony pań, łącznie z zakwalifikowaniem delikwenta do rogacizny Shock . Zasada względności jak w innym żydowskim dowcipie o Einsteinie. ROTFL

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  2. NotifyKonrad pisze:

    Dzięki Konrad – piękna definicja wielu matek polek wg. mnie.

    Mnie tam “matki polki” nie interesują… Interesują mnie moje własne motywacje i nic ponadto.

    Co zaś się tyczy “odpowiedzialności”, “poświęcenia” i innych tego typu pięknych haseł… staram się je rugować ze swojego słownika.
    Bynajmniej nie po to, by się zamienić w “zimnego drania”, o nie Smile
    Po prostu nauczyłem się, że jeśli jakaś moja działalność nie płynie “z potrzeby serca” (a wtedy szczerze mówiąc jest mi kompletnie obojętne czy ktoś to doceni czy nie), ale z “poczucia obowiązku” czy “odpowiedzialności”, to już nie jest dobrze. Bo to oznacza, że robię coś w gruncie rzeczy wbrew sobie, coś co nie jest szczere i siedzi za tym jakaś ukryta potrzeba do której nie chcę się przyznać przed samym sobą.

    A jak mówi chińskie przysłowie “gdy zły człowiek czyni dobro, zazwyczaj źle się to kończy”.

    Oczywiście powyższe podejście nie zawsze mi się udaje – kierunek i cel jest jednak określony wyraźnie.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  3. NotifyKonrad pisze:

    Wg mnie powody tej całej godowej gry w koala są przeważnie genderowe

    Moim zaś nie mają z płcią żadnego związku.
    Bo jeśli nosorożyce są wychowywane na koale, to nosorożce wychowywani są na dziobaki. I kółko się zamyka.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 1

  4. NotifyAndrzej pisze:

    Jerzy, nie zajmuję się seksuologią i głęboką analizą znaczeniową terminu pożycie więc nie odpowiem na pytanie czemu postrzegasz ów fragment zapisu ustawowego jako dominantę, może Józek będzie wiedział, zapewne prokreacja to najważniejsze zadania stadła Wink od zarania dziejów albo coś podobnego.
    Jeśli chodzi o odpowiedzialność granica jest dość ostra, w moim przypadku to powłoka mej cielesności i treść komunikatów wydawanych z owych czeluści, podobnie jest z moją żoną, więc nie mam najmniejszego problemu z poczuciem zakresu odpowiedzialności. Odpowiedzialność za związek jest dokładnie tym samym, to moja lub żony postawa, działanie, zaniechanie, w sprawach dotyczących naszej rodziny. Tak jak Ona nie odpowiada za brak obiadu który ja miałem ugotować, tak ja nie odpowiadam za brak czystej bielizny którą Ona miała uprać. Każde z nas odpowiada za SWOJE zaniedbania wobec dobra wspólnego jakim jest nasza rodzina. Identycznie jest z innymi sprawami, moja żona nie składa życzeń w moim imieniu bo ja powiedziałem, że nie mam ochoty tego czynić wobec adresata”. Przykładów można by mnożyć w nieskończoność ale zasada jest ordynarnie prosta, Ja to ja, Ona to ona, każde z nas ma swoje relacje z otaczającym nas światem, nikt poza nami samymi nie odpowiada za ich stan.
    Ostatni może przykład, kiedy matka żali się córce na zięcia jedyna słuszna reakcja to stwierdzenie – “a mówiłaś mu o tym? jak nie to powiedz”

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  5. NotifyJerzy pisze:

    @Andrzej
    “czemu postrzegasz ów fragment zapisu ustawowego jako dominantę” – nic z tych rzeczy. Żadna dominanta, po prostu jest szczególnie zabawny. Zabawny bo wg. mnie pokazuje względność wymagań i oczekiwań. Czyli wszystko zależy od podziału obowiązków w związku. Robisz grafik i jedziesz!!! A jak by co w sądzie wyciągasz podpisany glejt w którym jak byk stoi ja to i to, wife to i to, i wszystko jasne. Czyli piszmy plan obowiązków i go egzekwujemy. Nie będzie potem rozczarowań. To ja jedną ściągę z takiego planu poproszę. Wink Będzie w książeczce?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  6. NotifyHedgie pisze:

    Ja to ja, Ona to ona, każde z nas ma swoje relacje z otaczającym nas światem, nikt poza nami samymi nie odpowiada za ich stan.
    Ostatni może przykład, kiedy matka żali się córce na zięcia jedyna słuszna reakcja to stwierdzenie – „a mówiłaś mu o tym? jak nie to powiedz”.

    Kamień z serca, Andrzeju. Czy mógłbyś rozwinąć myśl w formie osobnego wpisu? Żeby zostało do poczytania na dłużej i nie zginęło w zalewie komentarzy.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  7. NotifyJózek pisze:

    Chyba dziobaki nie opiekują się misiami koala. Ani nie polują na nie.
    A samce nosorożców są do tej roli warunkowane – na panów i opiekunów misiów koala. I tu racja. Kółko się zamyka.

    Pytanie tylko, który z nas nosorożców nie był wychowywany na pogromcę koala, a która z Was nosorożyc nie była wychowywana na bycie koala? Znacie takich?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Kontrowersyjne. A jak Ty oceniasz? Dobre 2 Słabe 6

  8. NotifyKonrad pisze:

    Chyba dziobaki nie opiekują się misiami koala

    A nosorożce tak?!

    samce nosorożców są do tej roli warunkowane – na panów i opiekunów misiów koala.

    I żaden nigdy nie zadał sobie pytania, czy aby na pewno koala to dobra partia dla nosorożca? Już mniejsza o to czy udawana czy nie.

    Warunkowanie zaś nosorożca na opiekuna dla koala to taki sam proces jak wmawianie nosorożycy, że ona jest owym misiem.
    To właśnie wmawianie nosorożcowi, że jest dziobakiem.
    A jak się spotka ze sobą udawany dziobak i udawany koala… to się nie może dobrze skończyć Smile

    Na marginesie, hasło “biały nosorożec” zaczerpnięte jest z jakiegoś polskiego filmu, w którym służyło do opisania sytuacji niejako z założenia niemożliwej.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 1

  9. NotifyKonrad pisze:

    To nie tak prosto…
    Odnoszę wrażenie, że chciałbyś znaleźć jakiś “magiczny środek”, po zastosowaniu którego miałbyś gwarancje pewności i bezpieczeństwa, że nic złego już Ci się w życiu nie zdarzy.
    Tyle że to tak nie zadziała.

    Jak to ładnie ujął John Lennon, “życie to jest coś co ci się przydarza, gdy masz zupełnie inne plany”. Pewność i bezpieczeństwo będziesz zaś miał… dopiero w trumnie.
    Nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich możliwych sytuacji, jakie mogą się w życiu trafić, zatem nie jesteś w stanie uzyskać recepty na to, jak sobie z nimi poradzić ani jak ich uniknąć.
    Jedyne co można trenować to pewien rodzaj postawy wobec tego, co nam się przydarza. Postawa ta nie uchroni nas od nieprzyjemnych wydarzeń w życiu, ale pomoże nam sobie z nimi poradzić, traktować je w taki sposób, że przestają urastać do rangi np. “końca świata”.
    I o postawie, moim zdaniem, pisze Andrzej.

    Miłego długiego weekendu życzę wszystkim.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo