Ojcowie (jednak) dołem…

… czyli dlaczego lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.

Pod ostatnim wpisem Mateusza Józek mądrze napisał:
“Bezwzględne metody nie znajdują akceptacji społecznej. W przypadku gdy takie stosuje matka, przemilcza się to w imię dobra dziecka. W przypadku gdy stosuje je ojciec – nie ma taryfy ulgowej.”

Zgadzam się z Józkiem. Bolesne to i niesprawiedliwe. Niby nie o akceptację społeczną tu chodzi. Ale boli ta łatwość potępiania, gdy płeć nie ta, co trzeba. Zresztą podobna opinia czeka na matki, które dobrowolnie uznają, że z ojcem będzie dziecku lepiej (brawa dla tych prawdziwie niezależnych i mądrych kobiet, które w ogóle potrafią pomyśleć w ten sposób, poznałem w życiu 2 takie kobiety, więc istnieją Smile ).
W życiu sądowym (odmiennym od prawdziwego, niestety) “dobro dziecka” na łopoczącym sztandarze usprawiedliwia każde łajdactwo. W myśl “Miś”-owej zasady “nikt nie wie, co to, więc nikt nie zapyta”. Frown
Zgadzam się również z Józkiem, że pan profesor doprawił gębę ruchowi ojcowskiemu.
Znamienne, że mało kto zwrócił uwagę na fakt, że “do tanga trzeba dwojga” i że postawa matki też nie jest do końca właściwa. Nie znam tych państwa psychologów z Gdańska – poza tą relacją prasową, ale widzę, że mamy do czynienia z odsunięciem jednego rodzica. To jest fakt niepodważalny i tak być nie powinno.
System wymaga reformy – ale tu z kolei zgadzam się z Myszakiem, że pozostawianie czegokolwiek urzędasom wynaturzy najlepsze nawet intencje.
Więc otwarte pozostają pytania:
– co robić?
– jak?
– kto ma to zrobić?

Jeszcze na koniec kilka zdań o ruchu ojcowskim, czyli o nas też. 
Wydaje się, że dobre efekty mógłby przynieść marsz środkiem – zamiast jechać po skrajnościach (za takie uważam lewicowe flirty z gejami oraz prawicowe patriarchalne chłosty krucyfiksem). Ale brak mi pomysłu, jak tym środkiem maszerować DZIARSKO.
Zbyt delikatnie – nikt nie widzi.
Jak chcesz wstrząsnąć – działasz zbyt brutalnie, więc potępienie społeczne.
Jak chcesz etapami zmieniać reguły – wychodzi kupa (przepraszam za mój francuski). 
Gdy chcesz dopasować się do systemu – stajesz się ojcem zaniedbującym. 
Gdy walczysz – ojcem walczącym (a to już w ogóle kaszana). Itd., itp.

W tzw. ruchu ojcowskim (czyli również w nas) uderza przede wszystkim brak namysłu, zanim się z czymś ruszy. Brak wizji, strategii – zastąpionej przez doraźne działania bez wyraźnego kierunku. Przecież jak ktoś zapyta “A o co panom właściwie chodzi?” to w odpowiedzi można tylko przestąpić z nogi na nogę i po tyłku się podrapać. “Żeby było dobrze… bo jest źle.” Frown
No i jeszcze najlepiej się na siebie wzajemnie obrazić w zgodzie z hasłem “Bo moja racja jest racja najmojsza!”
No i mamy sytuację, w której powyższe elementy układają się w prosty przepis na kilkadziesiąt lat bez sukcesów prawnych i propagandowych.
Na razie toczę walkę z samym sobą, jak nie poddać się zniechęceniu, zmęczeniu i beznadziei oraz jednak ruszyć mózg, a potem d… z fotela. W tej właśnie kolejności.

Pomoże ktoś? Spora dawka optymizmu i kreatywności pilnie potrzebna!

GD Star Rating
loading...
Sprawa PiotrusiaRozum dołem?no co ty Tato w sprawie Piotrusia
Ten wpis został opublikowany w kategorii być matką, być ojcem, decyzje w ważnych sprawach dzieci, ogólne, organizacje i ruchy, sądy, urzędy, instytucje i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Ojcowie (jednak) dołem…

  1. NotifyHedgie pisze:

    Cronat,

    Nie wolno zapominać, że każda sytuacja jest inna i ma swoją specyfikę.

    Jeżeli jesteś przekonany, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś i wyczerpałeś wszystkie pokojowe środki, a dziecku faktycznie dzieje się krzywda – działaj i rób wszystko, żeby zapewnić dziecku lepsze życie.

    To możesz rozsądzić tylko Ty we własnym sumieniu.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  2. Notifymlazarewicz pisze:

    Hedgie,
    czy przeglądałaś tomy akt sądowych w trakcie ostatnich lat??czy znane ci są opinie z RODK czy może instytutów(,bo musiały być podstawy tego wyroku). Samo zachowanie dziecka na to wskazuje.
    pozdr.marcin

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  3. NotifyHedgie pisze:

    mlazarewicz,

    Wybacz, ale równie dobrze zachowanie dziecka wskazuje na to, że było świadkiem przemocy ojca wobec matki. Ten człowiek ma sprawę karną o znęcanie się nad żoną w toku. Syn był świadkiem, jak zepchnął jego matkę ze schodów tak, że z ich szczytu stoczył się prosto pod nogi syna. I pomimo tego ta kobieta przyprowadzała dziecko na spotkania z ojcem zgodnie z nakazem sądu.

    Teraz ojciec, którego postawa tak Ci się podoba, zabrał dziecko w nieznanym kierunku i nie odbiera telefonu – wbrew postanowieniu sądu, który nakazał pobyt dziecka w miejscu zamieszkania ojca. Wczoraj wierzyłeś, że ojciec nie będzie utrudniał matce kontaktów. I co? Nie utrudnia? Od wtorku nikt nie wie, gdzie jest. Matka nie wie, co się dzieje z dzieckiem.

    Czy nie zastanawia Ciebie dlaczego ojciec – profesor psychologii – ma w wyroku rozwodowym ograniczone prawa rodzicielskie? To naprawdę nie jest częsta sytuacja, zwykle sąd nie ogranicza praw rodzicielskich.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Kontrowersyjne. A jak Ty oceniasz? Dobre 6 Słabe 3

  4. NotifyOlgierd pisze:

    Hedgie,

    Odniosę się tylko do kilku ostatnich Twoich zdań. Nie masz racji absolutnie. Obecnie, po wprowadzeniu zmian w czerwcu 2009 sąd ma wręcz obowiązek zostawić pełnię praw opiekunowi głównemu, sprawującego bezpośrednią opiekę – o ile rodzice nie przedstawią sądowi zgodnego planu wychowawczego tzw. opieki sprawowanej wspólnie (równoważnie/ naprzemiennie). Drugiemu rodzicowi ogranicza prawa do współdecydowania o istotnych sprawach dziecka – załącza katalog takich spraw. Oczywiście piękny mechanizm, bo on absolutnie nie świadczy o żadnym nagannym zachowaniu, jest to sprawa czysto administracyjna, a nie ograniczenie praw w rozumieniu art. 109 krio (czyli z jakimś elementem ocennym postawy rodzica stanowiącej zagrożenie dobra dziecka). Nazewnictwo jednakże wprowadza w błąd i Ty właśnie (zapewniam Cię, że nie tylko Ty) dałaś się nabrać.
    Poza zachowaniem ojca podczas odbierania dziecka i przez te dni po zdarzeniu nie ma żadnych podstaw do oceny. Podobnie co do sprawy o przemoc. Wytoczyć sprawę mogę nawet ja Tobie czy Ty mnie, mimo że się nigdy nie spotkaliśmy. Dopóki nie zapadnie wyrok, absolutnie nie należy posiłkować się przy ocenie kogokolwiek argumentami “A bo on ma sprawę o coś tam…”.
    Więc po raz kolejny apeluję o umiar – drugą stronę dyskusji też, bo postępowanie ojca jest jednak nie do obrony w świetle faktów. Choć – na marginesie warto dodać – sposób przedstawiania sprawy przez media jest daleki od obiektywnego. Ale to zupełnie inna kwestia.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  5. NotifyOlgierd pisze:

    Hedgie:

    Widzę wiele wad obecnego systemu, a największa z nich to przewlekłość postępowania. Ojcowie nie mają szans w walce z czasem. Sprawy rodzinne powinny być rozpatrywane szybko. Ta sama sprawa po kilku miesiącach wygląda inaczej. Dzieci rosną, to jest stan dynamiczny.

    To prawda, ale nie to jest problemem. Czas jest ważny, ale jeśli wynikałby z rzetelnego badania sprawy i czytania akt, byłoby nieźle. Akt nikt nie czyta, chyba że jest do tego zmuszony, bo musi np. odpowiedzieć na zażalenie. Sorry, ale to jest moje doświadczenie z kilku spraw – nie tylko rodzinnych. W tych o dziecko sędzia kieruje do RODK i jest kompletnie zwolniony z myślenia. Wnioski z opinii wpisuje do uzasadnienia wyroku i sprawa z głowy.
    A co do miedzy – to też jest stan dynamiczny, np. wartość nieruchomości się zmienia, więc czas jest w każdej sprawie ważny. Jednak przewlekłość spraw to nie problem.

    Badanie dzieci w RODKach to farsa. (…) Sędziowie sądzą na podstawie dowodów, a dowody są w aktach. Trzeba pilnować, co się w tych aktach znajduje. W razie wątpliwości sędzia kieruje się przepisami, orzecznictwem i własnym doświadczeniem.

    W tym właśnie problem, że dowody dla sądu w sprawach rodzinnych nie mają znaczenia. Jedynym jest opinia RODK – zgadza się, farsa, a nawet tragifarsa kołtuńska. Zawartość akt poza opinią RODK, opinie środowisk i dowody twarde nie mają znaczenia. Chyba że ktoś ma czas, pieniądze i doprowadzi do apelacji, w okręgu zwykle jest lepiej, ale sprawa i tak zwykle wróci do rejonu. Trwa to latami i ani drgnie z miejsca. Niestety….

    Opieka równoważna natrafi na opór systemu, bo jest wiele badań psychologicznych, które pokazują, że dla dziecka korzystne jest posiadanie tzw. głównego ośrodka życiowego. Są nieliczne badania na temat opieki równoważnej, czasem ich wyniki są ze sobą sprzeczne. Sędzia tego nie kupi. Kupi starą, sprawdzoną wiedzę.

    Opieka równoważna nie trafia na opór z powodu badań, tylko z powodu dogmatycznego podejścia. Dużo bardziej oparte na badaniach i przyzwyczajone do negocjacyjnego rozwiązywania spraw społeczeństwa już dawno wybrały ten model jako bezpieczniejszy dla dziecka i sprzyjający jego rozwojowi. Badania na temat opieki równoważnej są b. liczne i b. przekonujące, tyle że natrafiają na tępe twarde łby, które wiedzą lepiej, że dobro dziecka = jeden dom, jeden rodzic, jeden fuehrer… (a nie, poniosło mnie, to nie te badania). Poza tym jeden z drugim prawodawca i ekspert od prawa rodzinnego musiałby przyznać, że opieranie się na stalinowskim prawie z lat 50-tych oraz tworzenie dziwnych urzędniczych nowotworów typu RODKi to błąd. To wymagałoby klasy, której brak niektórym. Na szczęście to stare pryki, więc trzeba trochę poczekać.

    Ojcowie, którzy walczą o dzieci są źle odbierani społecznie, bo stanowią margines. Margines z założenia jest podejrzany. Nikt nie wie, o co im tak naprawdę chodzi. Bo oni sami nie potrafią tego wyartykułować.

    Tu się zgadzam. Jesteśmy marginesem społecznym. Pytanie, czy nie potrafię wyartykułować, czy trafić do adresata. Tak czy siak źle, ale to jednak inny błąd.

    Warto się przyjrzeć, jak Szwedzi doprowadzili do tego, że u nich opieka równoważna to w zasadzie standard. Kłótnie rozwodowe wśród Szwedów to ewenement (zwykle okazuje się, że to jednak imigranci). Stało się tak nie w wyniku odgórnych zmian przepisów, ale oddolnych zmian społecznych, ogólnie rzecz biorąc.

    Jak sama przyznałaś wyżej, czas jest istotny. Więc sorry, ale blubrania o zmianach społecznych mam trochę dość. To będzie dotyczyć moich prawnucząt, że wszyscy będą równymi partnerami wszystkich. Jeśli jeden z rodziców postanowi drugiemu zrobić świństwo i grać dziećmi, wykorzystując do tego system, nie ma znaczenia, jak milusio i partnersko żyli sobie przed rozwodem. Jak ktoś słusznie zauważył – okazja czyni złodzieja. Ciebie, Hedgie, to nie dotyczy,Ty nie “wykorzystałaś okazji”, ale wielu ludzi – tak. A prawo łatwiej zmienić niż obyczaj – tym bardziej że on się i tak zmienia, bo zmiany społeczne idą w kierunku równości i wolności jednostek. Inna sprawa, że społeczeństwa skandynawskie i anglosaskie po prostu zawsze się dogadywały, a tradycje rozwiązań negocjacyjnych i pozasądowych są w nich bardzo stare. Więc dla wprowadzenia rozwiązań zdroworozsądkowych nie potrzebowały zmieniać tylu tępych łbów.
    Zrobił się długi ten komentarz, ale poruszyłaś ważne kwestie, których nie chciałem zostawiać bez odpowiedzi.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  6. NotifyHedgie pisze:

    Olgierd,

    Myślę jednak, że nie jest tak tragicznie z tymi dowodami i aktami w sądach. Znam kilku sędziów i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że czytają akta. Fakt, że nie orzekają w sądach rodzinnych.

    Nie wiem w jakim kierunku miałoby się zmienić prawo, żeby doprowadzić do zmiany rzeczywistości. Moim zdaniem prawo nie jest złe. Złe jest jego stosowanie. I to też w marginalnym tak naprawdę zakresie, bo jedynie w sytuacjach nietypowych. Zdecydowana większość rozwodzących się małżeństw rozstaje się normalnie, bez wojny.

    Znam też trochę środowisko psychologów dziecięcych, chociaż nie tych z RODK. Wielokrotnie słyszałam, że w sytuacji rozwodu należy badać przede wszystkim rodziców, nie dziecko. Badać pod kątem osobowości i zdolności do sprawowania opieki i powierzać dziecko temu z nich, kto daje lepszą gwarancję wychowania bez konfliktu z uwzględnieniem etapu rozwoju dziecka. Myślę, że to byłoby lepsze rozwiązanie.

    Te liczne i przekonujące badania – chętnie się z nimi zapoznam. Bo naprawdę ich nie znalazłam, zwłaszcza w większej liczbie.

    Na świecie nie ma takiego systemu prawnego, którego nie można wykorzystać. Zawsze będzie okazja. Taka lub inna. Przyjrzyj się, jak to działa w USA. Ile tam jest dramatów wynikających z szerokich uprawnień interwencyjnych instytucji.

    Nie widzę możliwości zmiany naszego systemu w sposób eliminujący “złodziei”. Może “kradzież” stanie się trudniejsza lub mniej opłacalna. Ale “złodzieje” zawsze byli i będą.

    Ja nie odbieram naszego systemu jako zachęcającego do wykorzystania okazji. Raczej wprost przeciwnie – bycie “złodziejem” wymaga nie lada zaangażowania i wysiłku. Szkoda czasu, lepiej zająć się dziećmi. Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  7. NotifyOlgierd pisze:

    Hedgie,

    Sorry, ale to jest jednak mydlenie oczu. To, że złodzieje są i będą, nie uprawnia do akceptowania chorej sytuacji. Co do sędziów i psychologów – nie wypowiadam się statystycznie, bo pewnie są i tacy, i śmacy. Możemy uznać, że ojcowie zabiegający o dzieci albo broniący się przed niesprawiedliwymi alimentami mają pecha.
    Badania możesz znaleźć na amerykańskich stronach, podawałem je we wpisie o samotnych matkach. Oni mają nieźle wszystko policzone. Dobre publikacje znajdują się też na wstroneojca.pl, niebieskalinia.pl, można też trafić w Charakterach, ale nie mam wykupionego dostępu, więc szczegółów nie podam, Inna sprawa, że psychologia nie jest nauką ścisłą, tylko magią na pograniczu dub smalnoych i eneagramu, więc na każdy temat można znaleźć badania dokładnie przeciwne. Może w ogóle pora zerwać z bałwochwalczą wiarą w pseudonaukę i uznać pewne prawdy za nienaruszalne – jak tę, że dziecko ma prawo do obojga rodziców. Kropka.
    Ty nie odbierasz naszego systemu jako zachęcającego do wykorzystania okazji – Twoje prawo. Moje doświadczenie życiowe wskazuje na coś innego. Nie mam nawet żalu. radzę sobie z tym. Ale fakt dostrzegam.
    Ale masz rację w tym, że większość ludzi rozstaje się w miarę spokojnie, ustalając pewne sprawy. Problemy dotyczą mniejszości, ale jednak dość sporej. W sytuacji konfliktu system sobie nie radzi. A niestety – sądy i ich rozstrzygnięcia potrzebne są właśnie w sytuacji konfliktu. Więc to słaba pociecha i słaby argument za tym, że “system nie jest zły”. Wg mnie jest bardzo zły. Na wielu płaszczyznach.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  8. NotifyHedgie pisze:

    Mówiąc, że system nie jest zły miałam na myśli tyle, że prawo i organizacja wymiaru sprawiedliwości nie są złe. Zła jest praktyka orzecznicza. Nie widzę naglącej potrzeby zmiany przepisów. Wszelkie propozycje ich zmiany, jakie padają na forach ojcowskich zmierzają w kierunku utrudniania życia większości. To się nie może udać i warto pamiętać o tym aspekcie.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  9. NotifyNerwus pisze:

    Olgierd:
    Ale masz rację w tym, że większość ludzi rozstaje się w miarę spokojnie, ustalając pewne sprawy.

    Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że większość ludzi rozstaje się w konflikcie i gniewie. Dowodem jest sposób sprawowania opieki nad dziećmi. Gdyby było, jak uważacie, to w większości przypadków byłaby opieka równoważna, albo zbliżona do takiej, a przecież tak nie jest.
    Zgadzam się, że prawo nie jest najgorsze i nie musi być zmieniane. Jedynie zmieniłbym instytucje RODK, rozwiązał, zabrał stamtąd pieniądze i przeznaczył na wsparcie rodzinom i rozwiązywanie problemów, a badania można prowadzić przez biegłych sądowych, gdzie opinie o rodzinie mogłyby być różne, a sąd by decydował, której wierzy, a nie spychał to na ludzi, którym się nie chce tego robić, mają ładne posadki i żadnej odpowiedzialności.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo