Jedna jaskółka nie czyni wiosny, a dwie?

_PM_, trzymając pod rękę _MPM_ mija mnie na korytarzu szkoły mojego dziecka. Oboje ostentacyjnie patrzą w inną stronę. Do tego się już przyzwyczaiłem. Znajomi i przyjaciele _PM_ nie rozmawiają ze mną. Kiedy dochodzi do sytuacji, w której nie da się mnie uniknąć, są zestresowani i zachowują się sztucznie. Nie wszyscy, ale ci, którzy jasno się opowiedzieli po jej stronie.

Oczywiście pierwsi, którzy stanęli po stronie _PM_ w czasie rozstania byli jej rodzice – _BPM_ i _DPM_, Różnie to wyglądało, nigdy nie było łatwo. Dlatego zastanawia mnie, co się ostatnio wydarzyło.

W sądzie na korytarzu stanęliśmy oko w oko z _DPM_. Nie odwrócił się, nie udał, że nie zauważa. Wyciągnął rękę i przywitaliśmy się. To wyglądało całkiem naturalnie. Nie mówię, że serdecznie, ale normalnie. Na zakończeniu szkoły ja byłem z _KS_, _PM_ przyszła z całą rodziną – dziećmi, mężem, rodzicami. Oczywiście siedzieli wszyscy razem w jednym miejscu, mnie nie zauważali, i jedynie _DS_ i _JC_ do mnie podeszli. Ale… kiedy uroczystość się kończyła, zaczął się poczęstunek, podeszła do mnie _BPM_. Sama podeszła, przywitała się ze mną i z _KS_. Zauważyła, że urósł, życzliwie coś powiedziała.

To na pewno nie przełom, ale może da się kiedyś żyć normalniej? Wyjść z oblężonych twierdz?

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii relacje między rodzicami, rozstanie, siła stereotypu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Jedna jaskółka nie czyni wiosny, a dwie?

  1. NotifyOlgierd pisze:

    Mateuszu,
    Ja zapamiętałem to, co pisał Andrzej zgoła inaczej. Raczej dotyczyło to ciągłości powinowactwa (rozwód tego nie kończy = nie ma się żony/męża, ale mamusia i tatuś są na zawsze) i kontaktu z wnukami niż alimentów, “zagrożenie” którymi było w kontekście tego powinowactwa znikome (po prostu spora kolejka zobowiązanych przed teściami i zięciami/synowymi + niedostatek jako warunek).

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  2. NotifyAbra pisze:

    @ Olgierdzie
    Twoja psychiczna odporność jest godna zazdrości i pozostaje nam tylko wierzyć na słowo, że takie odcięcie kontaktów z byłymi teściami zniósłbyś dobrze. Ale ja chciałabym zwrócić uwagę na inną kwestię. Można wzruszyć ramionami na zachowanie rodziców byłego współmałżonka, jeżeli samemu nie ma się dzieci. W innym wypadku byli teściowie ciągle pozostają dziadkami naszych dzieci. A tym dzieciom nie jest łatwo, jeżeli wśród członków rodziny trwa konflikt, każda ze stron czuje się urażona a one nie chciałyby się opowiadać po żadnej ze stron. Im są starsze, tym więcej rozumieją i tym bardziej ciąży im taka milcząca wojna. Jako ludzie dorośli chcą wyprawić swój ślub lub chrzciny własnych dzieci, na które tradycyjnie zaprasza się całą rodzinę. I naprawdę nie jest fajnie gdy sen z powiek spędza im obawa, że w czasie wesela może wyniknąć awantura pomiędzy ich dziadkami a którymś z rodziców. Trzeba czasem prosić rodziców aby przyszli bez nowych współmałżonków, aby uniknąć ewentualnych animozji, czego kosztem może być z kolei sprawienie przykrości obojgu rodzicom. Że już nie wspomnę o regularnych corocznych świętach czy innych jubileuszach…

    Ta strona poświęcona jest ojcostwu, nic dziwnego więc, że Mateusz jako dobry rodzic chce oszczędzić swoim dzieciom dodatkowych stresów. Nie zachęcam nikogo do płaszczenia się przed ludźmi, którzy źle ich potraktowali. Ale też dobrze jest umieć wznieść się ponad własne poczucie krzywdy i pozytywnie zareagować na każdą oznakę topnienia lodów. Właśnie dla dzieci, bo chyba o to Wam wszystkim chodzi, prawda? Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  3. NotifyMateusz pisze:

    Abro,
    To, co piszesz, to miód na moje serce. Cieszę się, że nie tylko ja tak myślę. Pozdrawiam serdecznie.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  4. NotifyHedgie pisze:

    Sytuacja rodzinna po rozwodzie jest skomplikowana, dlatego dorośli nie powinni dodatkowo jej komplikować. Nie wierzę w przyjaźnie rodzin po rozstaniu, ale wierzę, że można utrzymywać cywilizowane relacje.

    W mojej rodzinie były mąż Cioci był zapraszany na wszystkie uroczystości, często odwiedzał różnych członków naszej rodziny bez specjalnej zapowiedzi. Chodził na urodziny, imieniny, chrzciny, wesela i pogrzeby. Nikt na nikogo się nie krzywił, choć rozstali się w okolicznościach naprawdę przykrych i całkowicie przez niego zawinionych, co sam przyznawał (sam rozwód był bez orzekania o winie, nikt nie chciał prania brudów przed sądem).

    Mój były mąż żyje ze mną w przyjaznych relacjach. Nie mamy większych problemów, żeby się dogadać w dowolnej sprawie. Składa mi życzenia w urodziny. Jednak jego rodzina nie potrafi się pogodzić z naszym rozwodem i unika ze mną kontaktów jak tylko może, zwłaszcza była teściowa, która chyba nigdy za mną nie przepadała. Wynikają z tego zabawne sytuacje – umawiamy się na wspólną uroczystość dziecka i nagle dowiaduję się, że nic z tego, bo “mamusi byłoby trudno”. No to trudno. Tak widać też bywa i muszę to uszanować.

    Myślę, że tak naprawdę nie chodzi o nic wielkiego. W mojej rodzinie pielęgnowało się jakieś ogólne zasady dobrego wychowania, które nie pozwalały na publiczne dąsy. Nie trzeba kogoś lubić, żeby powiedzieć mu dzień dobry i nie robić głupich min. W końcu jesteśmy dorośli. Podobno.

    Sytuacja, w której była żona udaje, że nie zna byłego męża jest naprawdę szczytem cywilizacyjnego upadku, braku kultury i podstawowych zasad wychowania. Ciekawe, co z tego rozumieją dzieci.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  5. NotifyOlgierd pisze:

    Abra: @ Olgierdzie
    Twoja psychiczna odporność jest godna zazdrości i pozostaje nam tylko wierzyć na słowo, że takie odcięcie kontaktów z byłymi teściami zniósłbyś dobrze.

    Abro,
    Mam wrażenie, że jestem źle rozumiany, ale to zwykle wina nadawcy komunikatu, więc może moje poniższe odpowiedzi na większość Twoich zdań coś rozjaśnią z mojego światopoglądu.
    Nie wymaga to żadnej odporności psychicznej. Jestem człowiekiem dorosłym, samodzielnym. Zdarza mi się korzystać z pomocy czy życzliwości ludzi, ale jakoś nigdy nie byli to moi teściowie (nie piszę “ex-teściowie”, bo teściostwo-zięciostwo nie ustaje aż do zgonu Smile ). Relacji nie mam z nimi żadnych, co mi zresztą bardzo odpowiada. Gdyby zwrócili się do mnie o kontakt z wnukiem podczas sprawowania przeze mnie opieki, nie stałbym na drodze – są nadal dziadkami i nic tego nie zmieni. Proste. To, że ja według nich nie powinienem istnieć jako ojciec, to ich problem, nie mój.

    Można wzruszyć ramionami na zachowanie rodziców byłego współmałżonka, jeżeli samemu nie ma się dzieci. W innym wypadku byli teściowie ciągle pozostają dziadkami naszych dzieci.
    Jak wyżej – są dziadkami i ja nie zamierzam tego nijak kwestionować. Co nie przeszkadza mi wzruszać ramionami na ich zachowanie – w najmniejszym stopniu mnie ono nie obchodzi. Chyba że dzieje się przy dziecku, ale nauczyłem się już na przejawy wrogości nie zwracać uwagi (nie mój cyrk), a na życzliwość odpowiem życzliwością – jeśli się pojawi (ale ludzie tak długo nie żyją, obawiam się Smile ).

    Jako ludzie dorośli chcą wyprawić swój ślub lub chrzciny własnych dzieci, na które tradycyjnie zaprasza się całą rodzinę. I naprawdę nie jest fajnie gdy sen z powiek spędza im obawa, że w czasie wesela może wyniknąć awantura pomiędzy ich dziadkami a którymś z rodziców. Trzeba czasem prosić rodziców aby przyszli bez nowych współmałżonków, aby uniknąć ewentualnych animozji, czego kosztem może być z kolei sprawienie przykrości obojgu rodzicom. Że już nie wspomnę o regularnych corocznych świętach czy innych jubileuszach…
    Tej postawy nie pochwalam. Jeśli my jesteśmy normalni, mamy prawo domagać się normalności od otoczenia – obawy dzieci to jedno i można je brać pod uwagę, ale nie dajmy się zwariować. Dlaczego rodzice mają po latach przychodzić na rodzinne uroczystości bez swoich rodzin? To jest ustępowanie terrorystom, przyznawanie słuszności czemuś, co jest głupie, nienormalne i zwyczajnie niepotrzebne. Moje uczucia i potrzeby przyjścia z nową rodziną są tak samo ważne jak uczucia byłej i jej potrzeba przyjścia ze swoją nową rodziną. Mi to nie przeszkadza i proszę o to samo. Na ślub syna też nie będę mógł przyjść z moją ukochaną, moim ojcem, siostrą, jej rodziną, bo ktoś tam nie akceptuje mnie jako ojca? Sorry, ale na to zgody nie ma. I bez kłótni, animozji czy żalu – po prostu zwyczajnie, stanowczo to oświadczam.

    Ta strona poświęcona jest ojcostwu, nic dziwnego więc, że Mateusz jako dobry rodzic chce oszczędzić swoim dzieciom dodatkowych stresów.
    Owszem, nic dziewnego – każdy z nas chce oszczędzić stresu dzieciom. Ale nasze uczucia i nasz stres jest równie ważny i nam jako ojcom też można sporą jego dawkę oszczędzić. Warto przyjrzeć się przyczynom tego stresu i jeśli leżą one po stronie matki czy jej rodziny, nie widzę powodu do brania za to odpowiedzialności. Przysłowie “Mądry głupiemu ustępuje” jest … głupie. Jeśli ma się rację, należy jej bronić. Siłą argumentów, nie argumentem siły.

    Ale też dobrze jest umieć wznieść się ponad własne poczucie krzywdy i pozytywnie zareagować na każdą oznakę topnienia lodów.
    Tu pełna zgoda. Pozdrawiam.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  6. NotifyAbra pisze:

    “Oh Lord, please don’t let me be misunderstood”, jak śpiewał kiedyś Joe Cocker Smile
    Twoje argumenty, Olgierdzie, mają sens, ale szanse na ich urzeczywistnienie występują tylko wtedy, gdy masz do czynienia z osobami rozumującymi i działającymi racjonalnie. Niestety nawet kultura osobista i wrodzona życzliwość często idą w odstawkę, kiedy w grę wchodzą emocje a takie sprawy jak rozwody i inne rodzinne komplikacje, jak dobrze wiesz, zawsze wiążą się właśnie z emocjami. Nigdy nie podejrzewałabym mojej własnej babci, że kiedyś mogłaby zrobić komuś na ulicy awanturę z użyciem parasolki a jednak tak się właśnie stało, gdy spotkała przypadkiem mojego ojca. Kiedy usłyszy się o takim zdarzeniu to trudno “nie dawać się terrorystom” i optymistycznie liczyć, że inni zachowają odpowiednio – obawy pozostają i już. Wy tu jeszcze macie szczęście, bo dzieci urodzone w przeciągu ostatnich kilkunastu-kilku lat mają zazwyczaj dziadków z nieco mniej konserwatywnego pokolenia niż ci, urodzeni ponad 30 lat temu, jak niżej podpisana. Dlatego generalnie popieram apele o zachowaniu rozsądku i poczucia własnej godności Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  7. NotifyOlgierd pisze:

    Abro,

    Zgadzam się w pełni. Cieszę się, że moje argumenty mają sens. Co do ich skuteczności czy gotowości adresatów do ich przyjęcia – oczywiście, że emocje zaciemniają obraz. Pocieszające, że zwykle mijają. Jeśli okazują się zbyt trwałe, to już raczej większy problem ich nosiciela.
    Dlatego całkowicie popieram proponowane przez Ciebie dążenie do zachowania poczucia godności własnej. A że ma to swoją cenę i że niekiedy jest ciężko ją płacić – cóż… c’est la vie.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo