Słoneczko, czy chmura gradowa?

Pewien znajomy, mężczyzna znacznie ode mnie starszy, po przejściach rodzinno małżeńskich, człowiek poszukujący całe życie a czasem znajdujący, który próbował mediować czy negocjować między _PM_ a mną niedługo po rozstaniu, mówił z dużym przekonaniem, że wpływ rodzica na dziecko jest ograniczony – jest jak słoneczko, które z daleka się przygląda i może ogrzewać, ale nie ma bezpośredniego wpływu na to, co się z dzieckiem dzieje ani na jego przyszłość…

Jest to niewątpliwie kusząca koncepcja i zdaje się, że wiele osób dzięki takiemu podejściu znajduje wewnętrzny spokój i usprawiedliwienie. W końcu słońce nawet nie wie zbyt dokładnie, kogo ogrzewa i komu świeci. Ale… to za proste jednak jest. Słoneczko to jedna strona medalu. A druga strona medalu to chmura gradowa. Jeżeli rodzic może być słoneczkiem, to może być i chmurą gradową.

A może się też zdarzyć, że chmura gradowa przysłoni słoneczko. W końcu rodziców zazwyczaj ma się dwoje, a oni nie zawsze idealnie ze sobą współpracują… To smutne, ale w ostatecznym rozrachunku słońce świeci dłużej niż jakakolwiek chmura. Dłużej nawet, niż mroki średniowiecza. Wierzę, że ciepło i życzliwość zawsze zwyciężają, a dzieci z czasem je docenią i zrozumieją, co się wokół nich działo. Chociaż najważniejsze jest, żeby to ciepło dało im poczucie pewności siebie i bezpieczeństwa na ich dorosłe życie. To takie ładownie baterii… słonecznych.

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii siła stereotypu, miłość rodziców, być ojcem, być matką, wychowanie, opieka nad dziećmi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Słoneczko, czy chmura gradowa?

Dodaj komentarz