Czy ja na pewno nie zwariowałam?

Dawno mnie nie było, z przyczyn osobistych. Niemniej zaglądam i czytam sobie, i dzisiaj dotarłam do kilku wpisów. I tak czytam i czytam i oczom nie wierzę…

Ale już wyjaśniam w czym rzecz. Otóż jak zapewne niektórzy pamiętają, walczę  z tatusiem mojego synka o… no właśnie, o co? Bo mi się już wszystko pomyliło. Ja o ustalenie kontaktów, żeby wszystko było w porządku, żeby miał to na piśmie… On – że ja dziecko porwałam. Dziecko jest teraz w Polsce, od dwóch tygodni zresztą. Szanowny eksio nawet nie zadzwonił.  W dzień urodzin synka też nie zadzwonił. Chociaż telefon i adres posiada…

W sierpniu ma się odbyć kolejna sprawa o ustalenie kontaktów, znów z mojego powództwa. Ale właśnie chyba mam ochotę mocno trzasnąć się w głowę. Po co ja to wszystko robię ? Tutaj panowie piszą o tym, jak bardzo im zależy na widywaniu swoich dzieci… O tym, że kupują tymże dzieciom prezenty, w postaci komputerów na przykład… hmmm.  A mój eksio ma zasądzone 400 zł alimentów. Nie płaci od marca. Aaa, no kupił kiedyś synowi miecz. Taki zabawkowy. Ale raczej nic więcej. Syna nie widział od lutego, zresztą prawie to na nim wymusiłam.

Więc się zastanawiam – czy ja nie zwariowałam? Czy nie wciskam komuś na siłę tego, czego nie chce?

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii alimenty, ojcowie i dzieci, być ojcem, relacje między rodzicami, być matką, wychowanie, opieka nad dziećmi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 Responses to Czy ja na pewno nie zwariowałam?

Dodaj komentarz