Bo to, co nas podnieca…

…to się nazywa kasa! Piszemy tu wiele o uczuciach, o związkach emocjonalnych, o wychowaniu dzieci. Ale przecież każdy wie, że w życiu istnieje również wymiar materialny. Chcielibyśmy o nim zapomnieć, szczególnie w dobie kryzysu. Ale się nie da.

Wszyscy wiemy, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale wiemy też, że życie bez pieniędzy jest niemożliwe. Aspekt finansowy staje się szczególnie ważny, kiedy małżonkowie się rozstają. Jeżeli mama opiekuje się rodziną, a tata traci pracę, oboje starają się jakoś z sytuacją poradzić, szukają pomocy, źródeł zarobków… Tak się dzieje, kiedy żyją razem. A co się dzieje, jeżeli się rozstali? Jeżeli już nie żyją razem?

Jakże często okazuje się, że to już nie jest wspólny problem. Mama, która oczywiście ma zasądzone alimenty na dzieci, składa wniosek o egzekucję u komornika. Komornik, zgodnie z prawem, podejmuje działania. W efekcie komornik i jego urzędnicy mają źródło utrzymania. Tata traci „wiarygodność finansową”, staje się z czasem dłużnikiem na liście sądowej, ma zamykane konta, musi natychmiast spłacać kredyty. Mama dostaje mniej pieniędzy na utrzymanie dzieci. A dzieci? Tracą źródło utrzymania. Ale, co gorsze, kiedy są wtajemniczane w szczegóły sprawy, tracą poczucie bezpieczeństwa. Często są informowane, że „Tata ich już nie chce”. Tata nie chce łożyć na ich utrzymanie. Tata ma ważniejsze wydatki…

Zdarza się, że ojciec rzeczywiście unika płacenia alimentów. Często w efekcie całkowitego wyłączenia z utrzymania dzieci. Ale czy zawsze? Czy sąd, komornik, urzędy i instytucje mogą przyjąć z całkowitą pewnością, że ojciec się uchyla? Że nie chce płacić? A może warto się zastanowić, sprawdzić, popytać? Dlaczego stereotyp, coraz częściej nieprawdziwy, musi przesądzać o wyrokach sądu?

Za kilka dni mam kolejną rozprawę w sprawie alimentów. Teraz mam zasądzone większe, niż moje dochody. Co miesiąc moje zadłużenie u komornika wzrasta. Chciałbym jak najlepiej dla moich dzieci. Oddałbym im wszystko, co mam. Ale nie mogę im oddać tego, czego nie mam. Nie pójdę kraść, żeby zaspokoić aspiracje i ambicje _PM_. To, że ona chce wysyłać dzieci do prywatnych szkół nie znaczy, że mnie na to stać. To, że jej udaje się ukrywać znaczną część dochodów nie znaczy, że ja mogę zarabiać więcej, niż zarabiam. Jeżeli sąd orzeknie, że powinienem więcej zarabiać, mogę zanieść takie orzeczenie mojemu szefowi. Tylko trochę się boję, że pęknie ze śmiechu. Mogę też prosić sąd o zatrudnienie mnie za wynagrodzenie, jakie wskaże za właściwe dla mnie. Ciekawe, skaże mnie sąd za obrazę?

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii opieka nad dziećmi, alimenty, decyzje w ważnych sprawach dzieci, siła stereotypu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Bo to, co nas podnieca…

Dodaj komentarz