Fool contact, czyli robienie “tata-wariata”

Ponoć dyskryminacja mężczyzn nie istnieje. A jeśli nawet, nie ma w niej niczego złego. Mieliśmy liczne dyskusje na ten temat, generalnie granica różnic poglądów w tym zakresie pokrywała się z różnicą płci – chwalebnymi wyjątkami w tym zakresie okazali się (świadomie postąpię wbrew zasadzie LADIES FIRST) Józek, który wybierał się swego czasu na Manifę oraz Julia ze swoim znakomitym wpisem Mężczyźni i ryby głosu nie mają.

Niech nieistnienie tego zjawiska (wszak istnieje tylko słusznie potępiana dyskryminacja kobiet) nas nie zraża i nie powstrzymuje przed analizowaniem go. Jednym z przejawów tej nierówności są tzw. kontakty z potomstwem. Dla wygody głównego opiekuna (nieprawda, że matki), tfu – dla dobra dziecka, albo jak kto woli – z przyczyn praktycznych – podlegają one regulacji.
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi z regulacją, to niech zapyta. Chętnie odpowiem. Otóż po iluś tam rozprawach ustala się pewną minimalną liczbę godzin, w których dziecko ma mieć kontakt z ojcem (nieprawda, z tym takim drugim opiekunem; nieprawda, że głównym = jedynym jest matka); rzadziej jest to jakaś tam liczba dni w miesiącu.
Z przyczyn praktycznych ustala się zawsze te same godziny, opisuje się to precyzyjnie (np. każda pierwsza sobota miesiąca od godz. 12 do 14 w miejscu zamieszkania matki), chyba że akurat dla dobra dziecka opisze się to niezbyt precyzyjnie… Dokładność służy rzekomej możliwości egzekucji – jeśli dany opiekun nie pozwoli na spotkanie, podlega karze. Ale spróbujcie coś wyegzekwować w sobotę… W ogóle spróbujcie coś wyegzekwować.
O nieudanych próbach reformowania instytucji kontaktów już pisaliśmy wiele razy. Ostatnia nowelizacja KRiO z sierpnia b.r. zakłada karanie za utrudnianie grzywną płaconą do rąk pokrzywdzonego rodzica (słusznie, wszak to on jest pokrzywdzony i ponosi niepotrzebnie różne koszty), ale… uwaga, bo to ważna polska modyfikacja brytyjskiego pierwowzoru… płacić ma tylko ten (nieprawda, że TA), kogo stać. Jeśli wykaże, że nie ma, może nie płacić. Jajca w biały dzień. I kolejny bzdurny przepis, na którym będą sobie łamać zęby tabuny ojców, a jeszcze większe tabuny matek będą śmiać się z wyciągniętym środkowym palcem. Oczywiście mówimy tu o mniejszości – złych matkach. Problem w tym, że jest to mniejszość bezkarna.
Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Cóż, pewnie jest. Są kraje, które z powodzeniem reformują swoje systemy prawne w zakresie rodziny. Są kraje, w których kara za utrudnianie kontaktów jest dotkliwa, nieuchronna i… jest karą.
Proponuję nowemu Sejmowi jako prawodawcy takie ćwiczenie – jeśli przyjdzie do reformowania jakichś przepisów, na początek dobrze jest zdefiniować cel danej zmiany i każde słowo redagowanego przepisu weryfikować pod ów cel. Inaczej znów zrobicie głupków. Pół biedy, jeśli z siebie – nie mamy wygórowanych oczekiwań wobec narzuconych nam przez partyjniacką ordynację wyborczą przedstawicieli. Niestety – robicie, szanowni państwo, głupków przede wszystkim z naszych dzieci i z nas.
O ileż bardziej wskazany dla dobra dziecka byłby “full contact” niż obecny… fool contact.
“You may say I’m a dreamer but I’m not the only one…”

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii decyzje w ważnych sprawach dzieci, dyskryminacja, ogólne, ojcowie i dzieci, opieka nad dziećmi, opieka równoważna, prawa dziecka, sądy, urzędy, instytucje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na „Fool contact, czyli robienie “tata-wariata”

  1. NotifyTomasz pisze:

    Olgierd: No i czarnowidztwo z waćpana wychodzi. Przecież odwracając te statystykę, niemal 70% dzieci ma więcej niż sporadyczny (>13% czasu, tj. >4 dni w miesiącu).

    Popełniłem błąd, zerknij raz jeszcze na tabelę 6.1 – sytuacja o której mówisz (czyli co najmniej 4 noce u ojca) odnosi się nie do 70%, a jedynie do 52 % dzieci. Przy czym wiek dziecka nie ma tu większego znaczenia (z wyjątkiem zakresu 0-2 lata gdzie jest ok. 30% dzieci spędzających co najmniej 4 noce u ojca). Rozległość kontynentu nie jest tak istotna, bo ludność jest skupiona w miastach na wybrzeżu.

    Będę się upierał, że te wyniki nie są rewelacyjne i świadczą o dyskryminacji ojców w nawet tak poukładanym i otwartym na zmiany kraju jak Australia i pomimo szeroko zakrojonych reform (jeśli 87% dzieci spędza więcej czasu z matkami, a 7 % mniej więcej tyle samo czasu z każdym z rodziców, to chyba jednak możemy mówić tu o pewnej dyskryminacji. Jeśli np. w jakimś społeczeństwie 87% panów zarabiałoby znacznie więcej niż panie, a 7% podobnie ?)

    Zerknij też na tabelę 12.13 na stronie 294. Przedstawia ona częstotliwość kontaktów z wnukami przez dziadków, którzy korzystali z usług FRPS (Family Relationship Services Program) – przed skorzystaniem z usług i po skorzystaniu z usług. Z tych danych wynika, że skorzystanie z uruchomionych usług w żaden sposób nie pomogło dziadkom, którzy nie widywali swoich wnuczków, a wręcz przeciwnie – dziadkowie deklarują, że odkąd korzystają z usług FRPS 35,4 % z nich nie widuje swoich wnuczków (zanim zaczęli korzystać z FRPS było to 30,4%).

    Interpretując te dane autorzy raportu minimalizują doniosłość powyższego negatywnego faktu, a kładą nacisk na aspekt pozytywny:

    Figure 12.13 summarises the answers provided by the remaining 65 grandparents who were not living with their grandchild at the time of the survey. Close to one in three of these grandparents indicated that they never saw their grandchild before attending the service and a marginally higher proportion indicated they had never seen their grandchild since they attended the service. On the other hand, the proportion of grandparents who saw their grandchild daily, weekly or at least fortnightly increased from 23% to 35%.

    No cóż, skoro włożyło się w reformy 400 milonów dolarów…

    “In June 2005, the Australian Government accepted the bulk of the Report’s recommendations and consequently announced the largest ever investment in reforming the family law system: $397 million over four years.”

    Wybrane wypowiedzi:

    “I see him [the grandchild] more regular now … because I won … I see him once a fortnight … But I had to go through nine months court to do it because she said I wasn’t going to see him and we tried all the mediation. I went through everything I could.
    (Paternal grandparent, grandchild lived with mother)”
    – dziadkowi żadne mediacje nie pomogły, dopiero po 8-miesięcznym procesie w sądzie wywalczył dwa widzenia z wnuczkiem w miesiącu.

    I have rung up to find out grandparents’ rights but like most of you here, government agencies are very big on talk about grandparents’ rights, but when it gets down to the nitty gritty it doesn’t work.(Paternal grandparent, grandchild with shared care time) – czyli dużo gadania o prawach dziadków, a w praktyce to nie działa.

    Pamiętam jak w okolicach 2005 r. polemizowałem na forum „w stronę ojca” z panami, którzy upatrywali swojej szansy w spodziewanym objęciu władzy przez PiS – a mianowicie byli oni przekonani, że partia braci Kaczyńskich zrobi porządek z „peerelowskim, zdegenerowanym sądownictwem rodzinnym”, co położy kres ich problemom i dyskryminacji ojców. Oczywiście po przejęciu władzy przez PiS nic takiego nie zaszło. Przypomina mi to trochę tamtą dyskusję, z tym że wy z kolei wierzycie w jakieś siły lewicowe, które miałyby zreformować system na wzór australijski czy też skandynawski…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  2. NotifyOlgierd pisze:

    Tomaszu,

    Dziękuję Ci za super-rzetelną dyskusję. Jednak mam prośbę. Nie kopmy się między sobą.
    Niektóre rzeczy zależą od spojrzenia. Nie będę teraz szperać w tym raporcie, żeby wykazać, że widać trend w stronę poprawy. Powtarzam – to dla takich spraw bardzo krótka obserwacja.
    Zapominasz o kilku sprawach, moim zdaniem ważnych – oprócz samych wyroków, serwisów pomocowych i własnych deklaracji życie płata figle. Pomimo ustaleń nie zawsze można dojechać, ktoś tam coś zmienia, części osób nie zależy, jak mają pokonać jakieś trudności. To wszystko trzeba mieć na uwadze. Wypowiedzi przytaczane w raporcie są ważne, ale są najczęściej ilustracją sytuacji danej osoby, zależnej od wielu czynników.
    Ja w żadne siły lewicowe nie wierzę. Wierzę w inercję systemu, którą jest bardzo trudno przełamać. Jednak bardzo bym chciał – i zamierzam poświęcić temu dużo własnego czasu i energii – znaleźć, opracować, przygotować zestaw argumentów, dzięki którym będziemy mogli wreszcie zacząć rzeczowo rozmawiać.
    Raport australijski jest o tyle cenny, że bada (rzetelnie) szerokie spektrum zjawisk towarzyszących zmianie prawa. Oczywiście zmiana prawa nie pociąga za sobą automatycznie zmiany postaw, musi upłynąć pewien czas, muszą zmienić się pewne nawyki itp.itd. Za rok, może 2 ukaże się kolejna edycja, gdzie będzie można wyciągnąć jeszcze ciekawsze wnioski.
    A tak nawiasem odnoszę wrażenie, że jesteś kompletnie zniechęcony i nie wierzysz w żadne zmiany. Czyli co proponujesz? Rzucić to wszystko w diabły i udać się na emigrację wewnętrzną?
    Bannister! Bannister! Smile

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  3. NotifyOlgierd pisze:

    Tomaszu,

    No jednak szperam.
    Tabela 6.1: Dzieci, które nocują z ojcem >4 noce w miesiącu jest rzeczywiście 52,8% – uważam jednak, że to nie jest źle, zauważ, że 33,6% w ogóle nie nocuje, a ojcowie nie widują w ogóle – to chyba w większości tacy, co się wypięli; albo widują tylko w dzień (przy czym nie wiemy, czy widują rzadko, czy często). No i jednak istotnie zaburzają te statystyki dzieci małe, z których w wieku 0-2 aż 64,4% nie nocuje u ojca (zrozumiałe poniekąd). Zastanawiający jest też nagły skok, ale to już raczej spowodowane jest decyzją samego dziecka, w wieku 15-17: wzrost istotny w grupie nie widującej ojca w ogóle albo tylko w dzień: z 24,6% w poprzednim przedziale wiekowym do 35,6% (czyli wzrost niemal o połowę); a także, i to jest jeszcze ciekawsze: jeszcze gwałtowniejszy wzrost w grupie nie nocującej u matki w ogóle (!): w wieku 5-11 jest to 2,1% dzieci (w tym 0,9% nie widzi matki wcale); w wieku 12-14 jest to 4,2% (2,5% nie widzi matki wcale); a w wieku 15-17 nie nocuje u matki 8,7% dzieci (a 4,3% nie widzi jej wcale).
    Bardzo ciekawa jest też tabela 6.2 – jak często widują się z dziećmi rodzice, u których oni nie nocują zdaniem głównego opiekuna (oczywiście grupa 100% noclegu u matki jest liczniejsza; ale porównuje się %). Zdaniem matek – nie ma różnic między płciami w częstości dni kontaktu (opieki): panowie pojawiają się co najmniej raz w tygodniu w 67,9%; panie – w 66,8%. Panowie postrzegają dni kontaktu matek, u których dzieci nie nocują jako rzadsze – ich zdaniem 52 i więcej dni w roku z dziećmi spędza 52,3% matek.
    Co do równoważnego czasu opieki (rozumianego jak 35-65% czasu z każdym z rodziców) – takich przypadków tabela 6.3 wskazuje 22,9% spośród tych, gdzie określono godziny kontaktu. Jeśli dodamy do tego 11% przypadków, gdzie dziecko spędza z ojcem 66% i więcej czasu, mamy całkiem sporo przypadków uznania roli ojca. Jest to nadal przewaga matek, ale już nie taka wielka, jak wykazywałeś. Nie zapominajmy przy tym o licznej grupie ojców, którzy nie mogą/ nie chcą dzieci widzieć wcale (tabela 6.1 pokazuje takich ojców 11,1% ).
    Niesamowicie wyglądają dane z tabeli 6.4, gdzie mamy wyroki podzielone wg kategorii – z porozumieniem rodziców “czystym”, porozumieniem osiągniętym w ramach sprawy; z postanowieniem sądu (przy czym najliczniejsza jest grupa z porozumieniem w toku procesu).
    Opieka matki z <34% czasu dla ojca ustalana jest w tych grupach następująco często: “czyste” porozumienie: 65,7%; porozumienie w toku procesu: 69,7%; wyrokiem sądu… zaledwie 47,8%.
    Opieka ojca – odpowiednio: 8,8%; 11,7% i – uwaga, uwaga – 18,3%.
    To jednak, Tomaszu, wobec naszych danych jest absolutna różnica. Przypomnę: opieka matce powierzana jest w 96% przypadków.
    Dla mnie z tej tabeli wynika też pouczający wniosek dla matek – przy porozumieniu rodziców dzieci są z nimi częściej niż gdy sprawę się konfliktuje. Przy czym ciekawe, że w przypadkach, gdy był potrzebny wyrok sądu, opiekę równoważną przyznano w 33,9% przypadków (vs. 25,5 i 18,5 w wersjach, gdzie się dogadano).
    To jednak coraz dalsze od dyskryminacji, prawda, Tomaszu?

    Itd., itp. – każda dana jest interesująca i pouczająca. Każda też poddaje się jakiejś interpretacji, dlatego trzeba ten raport przeanalizować na poważnie.

    O “dziadostwie” opisanym w rozdziale 12 nie mam jeszcze zdania, wiem z mojego życia, że sprawy bywają złożone. Dziadek “ojczysty” mojego syna nawiązuje z nim kontakt osobisty 1-2 razy w roku, a nie ma żadnych przeciwwskazań dla częstszego. Poza własnym wdupiemieizmem. Frown A zapytany na pewno wymieniłby wiele przyczyn obiektywnych z niechęcią matki wnuka na czele.

    Niemniej decyzja zapadła – raport australijski bierzemy pod lupę. Pozdrawiam.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  4. NotifyJózek pisze:

    Ja też jestem zdania że należy wziąć ten raport na warstat. Z kilku powodów. Po pierwsze jest to źródło danych i pomaga w dyskusji o wynikach reformy. Po drugie będzie można próbować przy polskich środkach budżetowych wskazać władzom kierunek zmian najbardziej ekonomicznie efektywny. Rzecz wiadomo dziś niezwykle cenna. Podpowiadaczy, że w Szwecji czy USA jest lepsze prawo jest wielu. Nikt rozsądny, nikt to się z tymi przepisami zapoznał tego nie kwestionuje (poza członkami komisji kodyfikacyjnej, no ale ich opinie są politycznie uwarunkowane).
    Rzecz więc w tym żebyśmy mogli pokazać kierunki zmian które pójdą w życiu najefektywniej. Efektywość zmian prawa dziś zabija nieefektywność wymiaru sparwiedliwości. I to się nie zmieni przez najbliższe 10-15 lat (zob. wyżej analizę efektywności przepisów o karach pieniężnych za utrudnianie kontaktu).

    Dlatego jestem za przełożeniem na polski ważniejszych rozdziałów raportu.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 1

  5. NotifyTomasz pisze:

    Olgierd: Co do równoważnego czasu opieki (rozumianego jak 35-65% czasu z każdym z rodziców) – takich przypadków tabela 6.3 wskazuje 22,9% spośród tych, gdzie określono godziny kontaktu. Jeśli dodamy do tego 11% przypadków, gdzie dziecko spędza z ojcem 66% i więcej czasu, mamy całkiem sporo przypadków uznania roli ojca. Jest to nadal przewaga matek, ale już nie taka wielka, jak wykazywałeś. Nie zapominajmy przy tym o licznej grupie ojców, którzy nie mogą/ nie chcą dzieci widzieć wcale (tabela 6.1 pokazuje takich ojców 11,1% ).

    Olgierdzie,
    czyli dokładnie mamy co trzecie dziecko z zaangażowanym ojcem. Do tego stosunek ojców dla których orzeczono 0-34 % czasu z dzieckiem w stosunku do matek z takim czasem ma się jak 6:1.

    Absolutnie nie zależy mi na tym, żeby się z Tobą kopać, ale nie mogę się z Tobą zgodzić również w kwestii podejścia do ojców, którzy nie mogą/nie chcą widzieć się z dziećmi. Twoja teza o wdupiemanizmie dzieci przez Australijczyków mnie nie przekonuje, uważam że może być krzywdząca.

    Wracając do raportu – jeśli chodzi o tabelę 6.4, to przyznaję, że dane są interesujące, ale mój wniosek jest inny: System sądowy okazał się mniej stereotypowy niż samo społeczeństwo i w efekcie w sądach zyskali ojcowie, którzy do końca twardo starali się o opiekę.

    Poza tym dane o których rozmawiamy dotyczą dzieci, a nie ich rodziców. W związku z tym pojawia się w naszej dyskusji pewna nieścisłość – otóż jeśli 11% dzieci nie widuje swoich ojców, to nie wyklucza to możliwości, że powiedzmy 20% ojców nie widuje swoich dzieci. (Jeśli akurat dajmy na to jest taka korelacja, że ojcowie którzy nie widują mają najcześciej jedno dziecko, a ci którzy sprawują opiekę naprzemienną mają z reguły dwójkę-trójkę).

    Reasumując – nie jestem pewny, czy wyniki raportu sporządzonego w polskich warunkach byłyby w porównaniu do wyników australijskich tak katastrofalne jak sądzisz. Założenia systemowe wyłaniające się z kolejnych nowelizacji prawa są w każdym razie podobne – nadrzędny jest interes dziecka, pozycja rodziców jest pod wzgledem prawnym równa, pojmowanie terminów związanych z “prawami” rodziców ewoluuje w kierunku “obowiązków”, promowana jest rola mediatorów i mediacji, a opieka naprzemienna też nie jest wykluczona. Rozwodzący się rodzice są przecież zobowiązani do przedstawienia wspólnego planu wychowawczego i jeśli przedstawią tam rozsądne propozycje sprawowania opieki naprzemian, to wcale nie jest powiedziane że sąd tego nie klepnie. Kolejne nowelizacje i zmiany systemowe idą tu w ślad za zmianą kulturową. Różnica polega chyba głównie na tym, że na razie nie stać nas na postawienie przy każdej rodzinie psychologa, mediatora, kuratora i policjanta.

    Jeśli chodzi o mój sceptycyzm, to wynika on z moich doświadczeń. Ty, z tego co czytałem, widujesz się z synem często, ale boli Cię, że Twój wpływ na jego wychowanie jest ograniczony. Kombinujesz sobie może, że gdybyśmy mieli do dyspozycji bardziej cywilizowane, zachodnie rozwiązania, to mógłbyś więcej zdziałać, przekazać więcej ze swojego systemu wartości, osiągnąć lepsze porozumienie z matką itp. – to nakręca Cię do działania. Ja wcale nie widuję się z dzieckiem, a w kolejnych rozwiązaniach nie znajduję dla siebie nic przełomowego i dlatego odnoszę się do nich z rezerwą.

    Pozdrawiam,

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  6. NotifyOlgierd pisze:

    Tomaszu,

    Nasza dyskusja robi się bardzo wymagająca merytorycznie, co może być trochę męczące w ramach tego forum, bo dość trudno się tu przerzucać danymi i jakimiś punktami.
    Wybacz więc, jeśli coś mi umknie albo nie ujmę jasno. Spróbuję po kolei, ale jednak bez cytatów – wydłużają. Ponumeruję, żeby Tobie było potem łatwiej odpowiadać.

    1/ liczba zaangażowanych ojców oceniana jako 1/3. No, niezupełnie – nie wiemy przecież, czy ci bez noclegu mają w nosie, czy np. widzą dziecko codziennie i robią, co mogą, a np. warunki lokalowe nie pozwalają im na więcej. Więc wygląda to na CO NAJMNIEJ 1/3 zaangażowanych ojców poseparacyjnych. To jest wynik wysoki – moim zdaniem.

    2/ stosunek ojców z czasem 0-34% do matek o takim czasie jest jak 6:1. A w polskich warunkach? Zakładając, że mówimy o 4% ojców z opieką i odejmując od liczby matek z opieką ojców z kontaktami bez ograniczeń (super-optymistycznie przyjmijmy tę liczbę jako 44%, czyli liczbę rozwodów z pełnią praw dla obojga; wiem, że to naciągane, bo może połowa z tej liczby korzysta z tych praw, ale nie mamy lepszej liczby) mamy 52:4 = 13:1. Więc dużo gorzej, prawda?

    3/ teza o ojcach nie interesujących się dziećmi (+ tych, którzy nie mogą tego robić z przyczyn innych niż własna niechęć) nie dotyczy Australii. Takie osoby są w każdym społeczeństwie. Myślę, że ich liczba szacowana na 15-20% byłaby w PL podobna. W tym 5%, może trochę więcej, może nawet nie wie, że są ojcami. Więc proszę o wybaczenie wszystkich Australijczyków, których mogłem niechcący urazić. Smile

    4/ tabela i wyroki sądowe. Twój wniosek jest słuszny – system sądowy okazał się bardziej otwarty niż społeczeństwo, a może po prostu rzetelnie pewne rzeczy badano przy istniejącym silnym konflikcie. Tak czy siak to rewelacja! Przynajmniej w porównaniu z naszym systemem, który jest dużo bardziej skostniały i stetryczały.

    5/ jeśli 11% dzieci nie widuje swoich ojców, to istnieje możliwość, że 20% ojców nie widzi swoich dzieci? Nie ma takiej możliwości, jakie by korelacje i konfiguracje nie występowały w podgrupach ojców. Big Smile Jeśli nawet wszystkie te dzieci są jedynakami, to może to dać co najwyżej 11% takich ojców. A założę się, że niektóre z tych dzieciaków mają rodzeństwo, które również nie widzi ojca – a to dodatkowo zmniejsza odsetek takich ojców (realnie patrząc pewnie do jakichś 8-9%).

    6/ Ja też nie jestem pewien, jakie byłyby wyniki podobnego badania w PL. Właśnie główny problem w tym, że nikt niczego tu nie bada. W każdym razie najprostsze statystyki są dość trudne do uzyskania. Intuicyjnie czuję, że wyniki w porównaniu z Australią byłyby katastrofalne. Nie mogę tego poprzeć badaniami. Ale czy to moja wina? Smile

    7/ Zmiany w prawie póki co są udawane. Niespójne, niejasne, takie, żeby niczego nie zmienić. Grupka sędziów nad tym czuwa. A reszty to nie obchodzi. Mediacje? Nie, tylko gdy obie strony są zgodne. To po co mediować?
    Opieka naprzemienna – możliwa, pod warunkiem pełnego porozumienia. Oddanie realnej władzy i iluzorycznych korzyści (jak alimenty) wymaga ze strony matek dużej dojrzałości. Nie mówię, że jej nie mają, ale w sytuacji konfliktu (jednak często towarzyszącemu rozwodowi) jest o nią bardzo bardzo trudno. To ludzkie i mija, ale dużo zła dzieje się przy okazji i potem niekiedy nie ma co zbierać. Fakty? Przypadki ustalenia wspólnego planu wychowawczego można policzyć na palcach jednej ręki. Z pewnego źródła znam tylko jeden – w wywiadzie prasowym 1,5 roku po zmianie KRiO sędzia wspomniał o takim jedynym znanym mu przypadku z całego obszaru Sądu Okręgowego w Krakowie. Przez 1,5 roku!

    8/ moja osobista sytuacja jest OK. Ograniczony wpływ na wychowanie to rzecz naturalna. Boli mnie brak uznania mnie jako rodzica oraz fakt, że kontakt mimo ustaleń jednak jakoś tam zależy od dobrej lub złej woli matki. Ale to techniczne duperele.
    Życzyłbym wszystkim przynajmniej takiego układu – a u mnie dochodzi aspekt odległości, którego większość ludzi po rozstaniu nie ma. Nadal mieszkają blisko siebie, więc opieka w pełni równoważna jest możliwa. Ale nie w tych realiach prawnych, niestety.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo