Bezradność humanitaryzmu?

Bardzo daleko odeszliśmy jako ludzkość od pierwszych sposobów wymierzania sprawiedliwości, a nawet od szukania prawdy. Gdy sposób postępowania wyznaczał Kodeks Hammurabiego, wszystko było prostsze. Gdy złapano złodzieja obcinano mu rękę, gdy złapano mordercę obcinano mu ważniejszą część ciała. Założenie było takie, że złodziej bez ręki już społeczeństwu nie zagraża, a w przypadku mordercy trzeba obciąć łeb, żeby mieć całkowitą pewność. Gdy ktoś komuś wyłupił oko, karą było wyłupienie oka, a gdy wybił ząb, sam w ramach kary ząb tracił. Proste, jasne, zrozumiałe nawet dla prostego ludu zasady chroniące zarówno zbiorowość, jak i ofiarę, mniej kłopoczące się o sprawcę.

Zdobywanie informacji od podejrzanych, czyli ustalanie prawdy, też uległo znacznym przemianom. Pomijając nawet talent inkwizytorów, realizujących w Imię Boże najbardziej mroczne sadystyczne fantazje, przy których „Teksańska masakra piłą mechaniczną” mogłaby być puszczana jako dobranocka, przez całe stulecia śledczy mieli ogromny arsenał do dyspozycji. Wydobywanie zeznań za pomocą tortur psychicznych i fizycznych było metodą oczywistą i ograniczoną jedynie talentem śledczego. Na pewno nie ograniczały go żadne dylematy etyczne, czy organizacje broniące praw człowieka ze szczególnym uwzględnieniem przestępcy.

Ale nadeszły czasy humanitaryzmu i walki o godność człowieka. Kara śmierci została zakazana w większości cywilizowanych krajów. Tortury wzbudzają obrzydzenie i protest. Człowiek, niezależnie od jego kondycji psychicznej i umiejętności życia w społeczeństwie, stał się wartością nadrzędną i wymagającą szczególnej ochrony. Mniej więcej w tym samym czasie i z tego samego powodu staliśmy się (i stajemy nadal) bezbronni wobec socjopatów, terrorystów i cynicznych morderców. Nie ukrywam, że do napisania tego tekstu skłonił mnie proces w Norwegii. Nie będę powiększał sławy bandyty wymieniając jego nazwisko, ale o tym, co stało się przed i podczas procesu, warto napisać. Kiedy zapadł wyrok odezwały się głosy o zwycięstwie humanitaryzmu nad rewanżem. O dojrzałości społeczeństwa, sądów i w ogóle nas – ludzi. Mam wątpliwości. Mam wątpliwości, ponieważ humanitaryzm i ochrona jednostki bez rozróżnienia na ofiarę i sprawcę doprowadziły nas do absurdu, z którego nie ma dobrego wyjścia.

Co zatem się stało? Młody frustrat, zapewne szalony, a na pewno nieprzystosowany do życia wśród ludzi, postanawia przekazać wszystkim wokół, że coś mu się nie podoba. Co mu się nie podoba, to kompletnie bez znaczenia. Mogła mu się nie podobać polityka imigracyjna, ale równie dobrze jej brak. Mógł być prawicowym fanatykiem spod znaku swastyki, ale równie dobrze mógł być lewakiem. Nie podobało mu się coś i uznał, że to społeczeństwo powinno się dostosować do jego skłębionych myśli, a nie odwrotnie. Wziął więc karabin i skonstruował bomby. Zabił ponad 70 osób. Kobiety, dzieci, mężczyzn. Chodził z karabinem i strzelał do ludzi z bliska, bez litości, patrząc im w oczy. Potem się poddał, by głosić swoją wizję i zdobywać fanów, zwolenników i zapewne naśladowców. Na sali sądowej bez cienia żalu rozpłakał się tylko podczas czytania swego manifestu internetowego. Zgodnie z zasadami humanitaryzmu traktowany był jak człowiek, prokuratorzy podawali mu ręce na przywitanie, a na koniec pozdrowił wszystkich gestem zaciśniętej pięści. Dostał 21 lat – najwyższy możliwy w Norwegii wyrok. Przez 21 lat będzie otoczony opieką i będzie miał dostęp do udogodnień niezbędnych cywilizowanemu człowiekowi. Może nawet wyjdzie przed czasem, jeśli zacznie prowadzić teatr kukiełkowy albo gazetkę dla współwięźniów. Obroniliśmy się jako społeczeństwo, czy nie? Raczej nie. Raczej zostaliśmy bezradni, zbyt humanitarni, by umieć obronić się przed szaleńcem. Ta kara nie jest adekwatna do krzywdy, nie chroni nas również w sposób ostateczny przed jego szaleństwem, a jej dolegliwość, ze względu na warunki odbywania, nie działa odstraszająco dla naśladowców.

Zostawmy Norwegię i przenieśmy się do Niemiec. Kilka lat temu miała tam miejsce głośna sprawa związana z porwaniem dziecka – syna biznesmena. Udało się złapać jednego z porywaczy. Prowadzący sprawę oficer, walcząc z czasem i nie mogąc w sposób humanitarny wydobyć nic z porywacza, posunął się do łamania palców szufladą. Ta metoda okazała się z skuteczna, choć niestety dziecko znaleziono za późno. Oficera, przy oburzeniu organizacji obrony praw człowieka, zwolniono z pracy. Działacze zapewne poczuli dumę – w końcu skutecznie wywalczyli poszanowanie dla godności ludzkiej. Natomiast społeczeństwo, w mojej ocenie, przegrało. Przegrało, bo humanitaryzm zabija zdrowe odruchy obronne, a ochrona praw sprawcy jest bardziej „modna” niż ofiary. W czasach obowiązywania Kodeksu Hammurabiego porywacz najmniej martwiłby się o palce, w czasach Wielkiej Inkwizycji zacząłby mówić znacznie wcześniej – odpowiednio wcześnie, aby uratować dziecko.

Jeszcze jeden przykład. Nękająca od kilku lat transport morski plaga piratów somalijskich bardzo długo była nierozwiązywalna pod względem prawnym. Jakieś zapisy prawa międzynarodowego i morskiego nie pozwalały na postawienie piratów przed sądem kraju, którego statek został zaatakowany. Są więc bandyci, są przestępstwa i ofiary, są ogromne okupy i bezradność świata wobec kilkuset ludzi bez nawet podstawowego wykształcenia. Marynarze zaatakowanych statków i konwojujących je łodzi wojskowych wypracowali sposoby polegające na zatrzymaniu napastników i konfiskacie broni. Samych piratów i łodzie trzeba było wypuszczać, dając im poczucie bezkarności i rozzuchwalając coraz bardziej. Działo się tak do czasu zetknięcia się napastników z rosyjskim podejściem do prawa i sprawiedliwości. Kiedy piraci wybrali na cel ataku rosyjski tankowiec ubezpieczany przez oddział komandosów, piraci zostali odparci i rozbrojeni. Następnie, zgodnie z prawem, wsadzono ich na łodzie i odesłano do brzegu. Według oświadczenia rosyjskiego kapitana po oddaleniu się od rosyjskiego okrętu obie łodzie z nieznanych przyczyn eksplodowały i zatonęły. Nikt (niestety) się nie uratował. Przegrało prawo, ale społeczeństwo chyba nie.

Do naszej bezradności dochodzi jeszcze jeden aspekt. Nasze współczesne, humanitarne prawo bardzo dba, by przestępcy nie stała się nadmierna krzywda, chroni jego wizerunek i dane osobowe. Na pewno sprawdzi czy ofiara nie broniła się nadmiernie, przekraczając granice obrony koniecznej. Zadba o humanitarne warunki odbywania kary z dostępem do mediów, siłowni i kontaktów z bliskimi. W przypadku szczególnie kontrowersyjnych zbrodni sprawca może również liczyć na zainteresowanie mediów, fanów na facebooku i propozycje napisania książki. Czy humanitarne podejście, ścielące świat u stóp szaleńca, nie tworzy czasem celebrytów nowego rodzaju? Czy taka kara nie okaże się ceną do zapłacenia w zamian za obecność w mediach i na okładkach magazynów? Czegóż strasznego ma się dziś obawiać naśladowca mordercy z Norwegii czy dziewczyny z Sosnowca?

GD Star Rating
loading...
Bezradność humanitaryzmu?, 2.2 out of 5 based on 10 ratings
Ten wpis został opublikowany w kategorii o życiu, ogólne, prawo i praktyka, przemoc, system wartości. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Bezradność humanitaryzmu?

  1. NotifyMateusz pisze:

    Nie sądzę, że porażka. Trudno się od sądu spodziewać żeby szukał przyczyn zaburzeń. Oczywiście trzeba to analizować i naświetlać. Unikałbym co prawda kategorycznych stwierdzeń bez poznania całej sytuacji i wszystkich uwarunkowań. Istnieją różne zdania i opinie w tej sprawie oraz różne relacje. Słyszałem też, że ojciec tego młodego człowieka był apodyktycznym i bardzo surowym facetem o destrukcyjnym wpływie na psychikę dziecka. Nie wiem, ile w tym prawdy. Nie rozsądzam nie znając sprawy. Jedno jest pewne – wychowywał się w niepełnej czy podzielonej rodzinie i popełnił najbardziej bestialską zbrodnię w dziejach Norwegii od kilkudziesięciu lat na pewno.
    Czy jest związek? Zapewne. Czy każde dziecko wychowywane przez samotną matkę zrobi to samo? Oczywiście że nie. Czy wychowanie przez jednego tylko rodzica może być pełne? Raczej nie…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  2. NotifyJerzy pisze:

    Skoro po zajściu ojciec miał ponoć oświadczyć, że lepiej było by aby jego “były” syn raczej popełnił samobójstwo a nie to co zrobił to faktycznie relacje były marne. Mnie zastanawia w tym nieobecność matki. O ojcu się słyszało . . . . “apodyktycznym i bardzo surowym facetem”, a co z rodzicielką? Coś tam o postępowych poglądach się przewinęło. Ale to wszystko mizeria . . . . czy poznamy ciut prawdy? Wygląda mi to raczej na wyciszanie tematu. Bo niewygodny i niepopularny.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  3. NotifyMateusz pisze:

    Mnie jakoś nie fascynuje szczególnie badanie cudzego życia. Nie jestem naukowcem, nie jestem “wymiarem sprawiedliwości”, więc nie mam potrzeby. A moje doświadczenie i warsztat badawczy są zbyt mizerne, żebym mógł wydawać jakieś kategoryczne sądy. Zaś publiczne analizowanie, rozpamiętywanie, sprawdzanie i naświetlanie raczej służy zwiększaniu popularności przestępcy i niż dochodzeniu do prawdy. Dlatego wolałbym, żeby nie nadawano tym badaniom zbyt wielkiego rozgłosu.

    Oczywiste jest, że wychowywał się w rozbitej rodzinie z jednym rodzicem. Sytuacja była dysfunkcyjna i efekty mocno niepożądane. Wszelkie dalej idące wnioski wymagają bardziej zaawansowanej analizy, a tu… patrz pierwszy akapit.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  4. NotifyJerzy pisze:

    Mateusz,
    “więc nie mam potrzeby”. I jest ok. Ja też nie mam ciśnienia na to. Ale nawet z mizernych danych jakie do mnie dotarły widać, że coś jest na rzeczy. I widać, że . . . chyba jednak nie będzie takich którzy będą mieli potrzebę podjęcia próby zrozumienia jak do tego doszło. Coś mi się widzi, że odpowiedź na to pytanie była by w poprzek obecnym tendencjom. I pewnie poprzestaniemy na stwierdzeniu, że mamy tu przypadek agresji stymulowanej grami komputerowymi. I basta. Ano zobaczymy. Tematu wpływu wychowania w niepełnej rodzinie nie będzie. Jak zwykle będzie udawanie, że nie ma sprawy i problemu.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  5. Hmm, tak mi się to czytało z zainteresowaniem, słuchało wręcz własnych myśli, iż pozwalam sobie na dodanie paru słów w temacie, za co przepraszam (strony tego typu powinny należeć tylko i wyłącznie do, i tak ciasnej już, strefy wyłącznie męskiej, no ale jak jakaś baba zablokuje kibel, a pęcherz wyrywa się spod kontroli, to czyż nie wbiegniemy do męskiego kibla się wysiurać?).

    Dorzucę do tego jeszcze Szanowną Panią Waśniewską, modelkę, celebrytkę i podróżniczkę.

    Moim zdaniem każda skrajność czy to w dobro czy w zło, czy w lewicę czy w prawicę, czy w chrześcijanizm, czy w voodoo jest uzależnieniem, niebezpieczną ucieczką i poczuciem wsparcia w określonej grupie.
    To tak, jak potrzeba wiary w cokolwiek, każdy wierzący dobrowolnie przekonuje do swej wiary, ale sam kurczowo się jej trzyma, dzięki niej żyje, a niewierzący raczej wyraża jedynie swoje opinie i z reguły nikogo nie nawraca.

    Tak jest ze wszystkim, z kuchnią, podróżami, polityką, bogactwem, rasowością no i… humanitaryzmem. Jedni ratują gatunki, które i tak nie mają prawa przetrwania zgodnie z zasadami ewolucji, inni budują studnie w Afryce, kupując wodę w plastikowej butelce, rozkładającej się miliardy lat.
    Jeszcze inni walczą o zakrywanie czarnością oczu zbrodniarzy, tak jak się zasłania w TV po godzinie 01 pewne pracujące części ciała z numerem telefonu i ceną na dole ekranu.

    Bo obcinając rękę czy skazując na karę śmierci bawimy się w boga, ale będąc miłosiernym, wyrozumiałym i przebaczalskim już w niego się nie bawimy…
    ?

    Proste, gdyby ktoś skrzywdził którekolwiek z moich dzieci, zabić bym nie zabiła, ale skatowałabym tak by trafił do szpitala, zostałabym za to ukarana i osadzona w więzieniu, a dzieci w tym czasie porozdawane by zostały po świeci.

    Jednak jakkolwiek bym tego kogoś nienawidziła, jak temu komuś życzyłabym źle, gdyby po jakimś czasie zgłosił się do mnie, bo za swój czyn rodzina go wyklęła; bo pies pogryzł nogę, w którą wdała się gangrena i trzeba było ją amputować; a do tego ma ostatnie stadium raka mózgu, to choć z pogardą, nienawiścią i ohydą, ale bym podała rękę, pomogła, bez słowa.

    Czasem chciałabym popaść w mutyzm.

    Wszystko już kiedyś zostało powiedziane, przeżyte…
    Moim największym przekleństwem jest człowieczeństwo, obszerny i ciężki mózg homo sapiens sapiens, chłonący jak gąbka informacje, obrazy, analizujący, oceniający, krytykujący…

    Nie mogę sobie tak po prostu otworzyć oczu na wschód słońca, ziewnąć, rozciągnąć się, upolować sobie najsłabszą w stadzie gazelę i warknąć na kogoś, gdy za dużo mi jej zjada. Nie mogę wylizać dzieci, nauczyć ich polować, nie mogę walnąć się na sąsiadkę i odpocząć po jedzeniu, nie mogę obrócić się dupą do samca i go zignorować. Rana nie może mnie boleć, kleszcze nie mogą mnie gryźć. Nie mogę zasnąć wpatrując się w zachód słońca i śnić o zwykłym piciu wody z sadzawki…

    Dzięki za felieton, fajnie się czytało

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo