Bajka o królu i lustrze

Nie tak znów dawno temu w niezbyt odległej krainie żył sobie mądry i sprawiedliwy  król. Jego ulubionym meblem w pałacu było wielkie lustro umieszczone w sali tronowej. Nowego majordomusa zdziwiło, że zwierciadło stoi odwrócone do ściany i nikt się w nim nie przegląda. Trochę się bał, trochę wstydził, ale jako że nikt nie potrafił mu wyjaśnić, po co to lustro i czy aby nie powinien go odwrócić, żeby król mógł częściej oglądać swoje światłe i dobre oblicze, postanowił zapytać samego władcę.

Sposobność nadarzyła się dość szybko, bo monarcha któregoś wieczoru popił z kolegami z sąsiednich krain (widać mądrym też się zdarza) i miał wyraźnie dobry humor.

Na pytanie o lustro uśmiechnął się szeroko, pogładził się po siwej brodzie i wyjaśnił:
“Widzisz, mój drogi, to jest zwierciadło mądrości, używam go tylko przy specjalnych okazjach. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodło i zawsze potrafi udzielić dobrej rady. Jak wiesz, pośród innych obowiązków zdarza mi się rozsądzać ludzkie spory. Przychodzą do mnie różni tacy – ze świtą adwokatów, doradców prawnych, świadków – i chcą uzyskać sprawiedliwy wyrok. Najczęściej sprawy są proste – a to ktoś kogoś zamorduje i zostawi swoje DNA na nożu tkwiącym w ciele ofiary; albo obrabuje czyjś dom i zostawi na płocie fragment szaty z ostatnim wyciągiem z własnej karty kredytowej.

Ale zdarzają się sprawy trudne. Najgorzej, gdy trafi do mnie para rozwodzących się rodziców i oboje kochają dzieci. Nie mogą dojść do porozumienia, jak tę ich miłość podzielić. Zwykle jedno chce też od drugiego daninę w złocie. Mówią na to “ale-męty” – że niejasne to bardzo. Mój pradziad, Salomon, sądził kiedyś po pijaku i zaproponował całkiem na serio (debil!), żeby przeciąć dziecko i dać każdemu połowę, ale jednej ze stron się nie spodobał ten pomysł – i nic dziwnego, szkoda dzieciaka!

Ja jednak nie piję w pracy. Frasuję się przy takich sprawach okropnie. Kieruję ich do nadwornego mediatora i mają nie wracać, aż nie uzgodnią czegoś sami. Mediator każe im wrócić z dwiema garściami – w jednej są dukaty (pokazują, ile “ale-mętów” każdy zapłaci drugiemu rodzicowi za opiekę nad dzieckiem), w drugiej ziarnka grochu (mają pokazać, ile dni każdy pozwoli drugiemu zaopiekować się dziećmi). Każdy z nich staje przed lustrem, wysypuje przed sobą swoje garście, a potem każę im zamienić się miejscami i przydzielam im taką kupkę dukatów i taką ilość dni, jaką proponowali drugiemu. I wszyscy rozchodzą się – jedni zadowoleni, inni mniej, ale mam przynajmniej sprawę z głowy.”
“A co się dzieje, panie, gdy matka i ojciec dawali sobie wzajemnie tyle samo dukatów i czasu?”
“To ten przypadek, gdy oboje rodzice i dzieci są najbardziej zadowoleni.”
Przysłuchujący się temu poseł z zamorskiej krainy poprosił o głos:
“W moim kraju stosuje się bardzo podobne rozwiązanie – nazywa się to opieka równoważna.”

Król uśmiechnął się: “Słyszałem o tym, ale Naczelny Prawodawca wyjaśnił mi, że u nas to się nigdy nie przyjmie. Więc stosuję tradycyjny sposób z lustrem”.

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii opieka nad dziećmi, alimenty, opieka równoważna, mediacje, sądy, urzędy, instytucje, miłość rodziców, ogólne, z przymrużeniem oka i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 Responses to Bajka o królu i lustrze

Dodaj komentarz