Eksio delikwent

Dużo, dużo mówi się tutaj o mamusiach, które się a) nie wywiązują z ustalonych kontaktów z dzieckiem, b) notorycznie kłamią, c) bezkarnie korzystają z alimentów na dziecko, które zawsze są za niskie, d) w sądzie preparują fałszywe dowody.

Oj, naczytałam się… Nie twierdzę, że to nieprawda. Niewygodne to nieco, ale przełykam pigułkę. I sobie odnoszę to do swojej sytuacji. W moim skromnym mniemaniu świnią nie jestem. I tak się zastanawiam, co mogłabym zrobić z moim eksiem. Pan eksio otóż od roku nie płaci alimentów. Nie jest to jakaś zawrotna suma – ot 400 peelenów. Wcześniej używałam pani komornik, by trochę mu w tym pomogła. Ale potem eksio podobno nie pracował, no to nie miał z czego płacić. Dałam spokój, no bo co będę się wychylać, w końcu z głodu nie umieram…

Ale nadszedł miesiąc wakacji, który to miesiąc, zgodnie z ustaleniami złożonymi za pośrednictwem naszych adwokatów, eksio ma spędzać z synem. Zawiozłam dziecko, brak telefonu. Skoro pan eksio nie życzy sobie ze mną rozmawiać, zadzwoniła do niego moja mama, że przecież dziecko, że czeka…

No to pan eksio się zjawił. W ferworze letnich upałów zabiera synka prawie codziennie na dwie godzinki po południu (zabiera po obiedzie, ale odprowadza przed kolacją), bo w innych godzinach nie może. Na urodziny do niego nie zadzwonił, ale w ramach prezentu kupił mu jajko niespodziankę…

Alimentów nadal brak. A pan eksio pracuje, bo wspaniałomyślnie nawet pokazał synkowi gdzie… Tyle że na umowę zlecenie tudzież na czarno, gdyż komornik milczy. Kurczę, może by się chociaż do wyprawki do szkoły dołożył, myślę sobie. Ale pan eksio ani myśli. Specjalnie nie chciałabym mu się dobierać do zada, gdyż brzydzę się już sądami… Ale nie pachnie mi to za ładnie. Ja się wywiązuję… dlaczego on nie może? W sumie on ma nie tylko prawa wobec dziecka, ma także obowiązki. Jednym z nich jest łożyć na jego utrzymanie. No i co ja mam zrobić z delikwentem ?

GD Star Rating
loading...
Eksio delikwent, 4.6 out of 5 based on 5 ratings
Ten wpis został opublikowany w kategorii alimenty, być matką, być ojcem, decyzje w ważnych sprawach dzieci, ojcowie i dzieci, praca, utrzymanie, zarobki, prawa rodzicielskie, relacje między rodzicami. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „Eksio delikwent

  1. NotifyMateusz pisze:

    Twoje słuszne poniekąd uwagi, Jerzy, są skierowane pod zupełnie niewłaściwy adres. Aldona jest z nami już jakiś czas i naprawdę nie trzeba ogromnej dociekliwości, żeby poznać jej historię. To ona zabiega o kontakty dziecka z ojcem. To ona przywozi syna do Polski, żeby tata miał łatwiej. I nawet w tym wpisie o tym było – przywiozła syna na miesiąc do ojca, a ojciec ma czas po dwie godziny dziennie.
    Panowie! Opamiętajmy się! Nie krytykujmy na bazie stereotypów. Te stereotypy szkodzą nam na co dzień. Nie oddawajmy tą samą bronią. Zwłaszcza, że trafiamy w te najbardziej nam życzliwe osoby…

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  2. NotifyJerzy pisze:

    Mateusz,

    Ależ skąd! Kto gdzie? Nie krytykuję Aldony.

    Przyznam wypadło mi z pamięci jak wyglądają sprawy u niej. Za dużo tej historii mam ostatnio na głowie i się pogubiłem. Moje uwagi są absolutnie nie przeciw-Aldonowe ale raczej ogólno ludzkie.

    Zgłębianie dziejów rozwodu doprowadziło mnie do konkluzji, że wszelkie stereotypy i ideologie jeśli stosuje się je slepo i bez opamietania stają się koszmarem. Pain

    Aldona przywozi dziecko z Anglii. Chwała jej za to, ale to poniekąd i jej obowiązek. Wg. mnie większości pań u nas nie zechce się dziecka odprowadzić do drzwi gdy ojciec przejedzie te marne 2oo kilometrów aby się z nim zobaczyć. Confused Odebrać go tym bardziej.

    I to jest raczej nasza nienormalna norma . . . nie czepiam się stwierdzam smutny fakt. Ja jeżdzę tylko te marne 25 km. Czasem 5 do dziadków (jak jej nie ma w domu), i dlatego ludzka pani mi się trafiła o czym niejednokrotnie już mi przypomniano. Grin

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  3. NotifyMaria pisze:

    Witam wszystkich serdecznie,
    to mój pierwszy wpis tutaj, choć czytam bloga od dawna.
    Mam 19-letniego syna, którego wychowywałam przez 16 lat sama. Postanowiłam napisać, bo Twoje dylematy, Aldono, swojego czasu też przeżywałam. Nie byłam zawzięta ani mściwa, podobnie jak Ty. Nie znałam sądu rodzinnego z praktyki, bo… nawet go nie podałam nigdy o alimenty. O kontaktach, władzy rodzicielskiej itd. nawet nie myślałam. Nie ukrywam, że pałałam nienawiścią do ex, bo mnie zdradził i odszedł od nas, gdy syn miał niespełna 3 latka. Przez 7 lat kontakty były sporadyczne, alimenty… jeszcze bardziej sporadyczne Smile Ale machałam ręką, pracowałam i dbałam, żeby synowi niczego nie brakło. Problem zaczął się, gdy tatuś postanowił odnowić kontakty z synem. No cóż, był już na tyle samodzielny, że można się nim było pochwalić przed kolegami. Z uwagi na odległość- 450 km- w grę wchodziły tylko wakacje. O mało zawału nie dostałam, jak syn wrócił z pierwszych wakacji u taty zbuntowany na maxa. Dowiedziałam się, że to ja byłam ta zła, bo nie chciałam żyć z tatusiem (ja byłam sama a tatuś mieszkał z panią E.) Przepłakałam wiele nocy, nie wiedząc jak odkręcić kłamstwa ex. Jak wytłumaczyć 10-olatkowi, że nie umiałam wybaczyć kolejnej zdrady. Potem kolejne wakacje. A potem kolejne… i tatusiowi się znudziło. Dzwonił i mówił, że nie ma jak przyjechać po syna i mam go wysłać autobusem. Wiedział, że w życiu tego nie zrobię. Wsiadałam więc w samochód i … wiozłam do tatusia. Widziałam, jak synowi brakuje ojca. Jak znosi jego brak czasu, siedzenie z nim w pracy, aby tylko spędzić razem czas. Długo by opisywać różne sytuacje.
    Ale napiszę Ci Aldono, sytuację, jaka jest teraz. Rok temu odbyła się pierwsza i jedyna sprawa o alimenty. Założył ją nasz syn. Czemu? Chciał iść do ogólniaka w mieście gdzie mieszka ojciec. Bolało mnie to strasznie, ale dla dobra syna (duże miasto, większe możliwości, zamieszkanie z ojcem) zgodziłam się. Ustalili to między sobą. Nie wtrącałam się. Ex miał znaleźć synowi tam szkołę i wszystko załatwić. Jak minęły wszystkie terminy poinformował syna, że… nie załatwił, bo myślał, że jeszcze czas i nie wiedział o terminach. Zadzwoniłam do niego z awanturą: jakim prawem tak zawiódł naszego syna? Jakim prawem go tak podle oszukał? Usłyszałam, że to dla jego dobra, bo w dużym mieście są chuligani i narkotyki Smile OK. Wtedy się zbuntowałam i postanowiłam podać go o alimenty. Ale się dogadaliśmy. On mi płaci 600 zł. a po maturze syn jedzie do niego na studia i ja płacę też 600 zł. Wyrówna się. Nie muszę chyba pisać, że po maturze, ex pod jakimś bzdurnym pozorem wywołał awanturę i powiedział do naszego syna, że jego drzwi są dla niego zamknięte. Syn wrócił do domu i …założył sprawę o alimenty. Na studia idzie do miasta na drugim końcu Polski. Z ojcem niby rozmawia, jak ten do niego zadzwoni. Ale do mnie mówi: ojciec? a co to takiego? Jeszcze tylko nadmienię, że prawdy o naszym małżeństwie, syn dowiedział się ode mnie, po sprawie o alimenty.
    I wyciągnęłam z tego taki wniosek, teraz , po latach. Obojętne, co robiłabym jako matka, czy byłabym jak typowa matka-Polka, czy byłam normalną matką, to i tak relacje ojciec-syn, będą zależeć od tego, czy ojciec naprawdę kocha swoje dziecko. Przecież dziecko, jako dorosły, dojrzały człowiek, nadal jest naszym dzieckiem. I relacje z nim nadal są częścią naszego życia. Owszem , nie da się wtedy z nim pójść na huśtawkę, ale można usiąść przy stole i porozmawiać o polityce, w ciepłej, pełnej miłości, atmosferze. Dla mnie jest jeden, ogromny plus mojego zachowania przez 16 lat: mam czyste sumienie. A to, co się dzieje nie jest moją zasługą w najmniejszym stopniu. To tata sobie taką postawę syna wypracował. To poczucie: bezcenne Smile
    Mam nadzieję Aldono, że z mojej długawej wypowiedzi, wyciągniesz jakieś wnioski dla siebie. Życzę Ci tego z całego serca.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 7 Słabe 0

  4. NotifyMateusz pisze:

    Serdecznie witamy, Mario. Miło Cię poznać.
    Chciałbym wyrazić głęboki szacunek za to, co zrobiłaś dla swojego syna. Gdyby każdy rodzic tak umiał kochać swoje dziecko, mielibyśmy znacznie mniej tragedii rodzinnych, a w efekcie komplikacji życiowych w dorosłości.
    Muszę jednak zgłosić zastrzeżenie do jednego Twojego stwierdzenia. Napisałaś:

    Maria: to i tak relacje ojciec-syn, będą zależeć od tego, czy ojciec naprawdę kocha swoje dziecko

    Obawiam się, że ojciec nie zawsze ma wpływ na te relacje. Oczywiście, jego miłość jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. Pamiętasz, co się działo, kiedy Twój dziesięcioletni syn wrócił z pierwszych wakacji u ojca? A teraz wyobraź sobie, że Ty chciałabyś syna ustawić przeciwko ojcu (oczywiście nie Ty osobiście, ale są takie przypadki). Ile miałabyś czasu żeby sączyć jad? Czy sądzisz, że ojciec, nawet bardzo starający się i kochający, łatwo mógłby w swoim mocno ograniczonym czasie cokolwiek naprostować?
    Podziwiam szczerze rodziców, którzy umieją oddzielić relacje z byłym partnerem od swojego rodzicielstwa. Niestety, są też tacy, którzy nie umieją. Nawet niecelowe działanie na szkodę dziecka może zburzyć jego relacje z drugim rodzicem. A czasem zdarza się również celowe. Niektórzy rodzice nie chcą zrozumieć, że dla dziecka posiadanie dwojga rodziców jest ogromną wartością. Nawet, jeżeli nie żyje z nimi na co dzień. Ale ta myśl, że tam jest ten drugi rodzic, że jemu też zależy, że on też kocha, jest bezcenna. Tymczasem jakże często słyszy się “twój tatuś już nas nie kocha…”. Oczywiście, zdarzają się tacy, którzy już nie kochają ani mamy ani dzieci. Ale nawet wtedy warto się zastanowić, czy taka wiadomość (absolutnie prawdziwa) pomoże dziecku, czy zaszkodzi…
    Mario, ciesze się, że się ujawniłaś. Mam nadzieję, że teraz już bez obaw będziesz się z nami dzielić swoim doświadczeniem. I jeszcze raz wyrazy szacunku za Twoje działania (niestety, zmarnowane ostatecznie) na rzecz utrzymania więzi między synem a ojcem!

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 5 Słabe 0

  5. NotifyAldona pisze:

    Moi drodzy, dziękuję za odpowiedzi. Szczególnie dziękuję Marii. Mam nadzieję, że kiedyś mój syn będzie na tyle mądry, żeby wyciągnąć wnioski.
    Nie chcę tutaj się za bardzo wywnętrzać, panowie jednakże za największą moją zbrodnię uważają mój wyjazd za granicę z dzieckiem, a tym samym zerwanie więzi z tatą. To nie do końca tak. Czasem w życiu jest tak, że trzeba wybrać tak zwane mniejsze zło. Kontakty z tatusiem i tak były sporadyczne, jak syn skończył 2 lata po prostu przestał się z nami kontaktować, a przebywał za granicą, więc nie bardzo wiedziałam, gdzie go szukać. Nie kontaktował się przez rok. Po roku dostałam wezwanie do sądu, że utrudniam kontakt z dzieckiem (?!). Pani sędzia po przesłuchaniu prawie wyrzuciła go z sali. W tym czasie nie utrzymywał również dziecka ani mnie, przy czym zabrał bez mojej wiedzy wszystkie nasze oszczędności z konta. Gdy miałam okazję go zapytać o pieniądze, usłyszałam, że ”nie obchodzi go co zrobię, możemy sobie iść mieszkać pod most, a ja się mogę zatrudnić jako sprzątaczka, to sobie zarobię”. Nie będę cytować innych nie mniej wybrednych tekstów,bo nie w tym rzecz. Potem wrócił na stałe do Polski i próbowaliśmy jakoś to poukładać, żeby było w miarę ok. Oczywiście chodzi o kontakt z dzieckiem. Zależało mi na tym, dlatego w ogóle jeszcze z nim rozmawiałam. Przez jakiś czas płacił alimenty zasądzone przez sąd (około pół roku). Potem przestał, pracowałam na dwa etaty, żeby się utrzymać.Na zasadzie ”ojciec da alimenty jak ma, ale matka mieć musi”. Mnie dziecko nie pytało, czy mam, czy nie; ja musiałam mieć na jedzenie, rachunki. Kontakty były bardzo sporadyczne, jak zawiał wiatr. Dodam ,ze cały czas był problem z alkoholem.
    Jeśli drogich Panów tutaj komentujących tak boli, że wyjechałam za granicę po to, żeby szczęśliwie żyć, normalnie pracować i stworzyć normalną rodzinę, to wybaczcie, ale nie jest mi przykro.
    Starałam się ustalić kontakty sądownie, ale sąd stwierdził, że podlegam jurysdykcji kraju, w którym mieszkam i mogę tam składać taki wniosek. Jednak eksio chyba by raczej nie pojawił się na sprawie. Nie wymagam, by tu przyjeżdżał- zawożę syna do Polski jak tylko mogę, nie dysponuję jednakże ani nieograniczonym urlopem, ani funduszami.
    Dodam na koniec, że syn jest teraz w Polsce pod opieką mojej mamy, by mógł się spotykać z ojcem. Widywał go godzinkę lub dwie dziennie, i nie codziennie. Alimentów nie płaci. Pracuje, jak podejrzewam, na umowę zlecenie, bo komornik milczy. Wczoraj urządził mojej mamie taką awanturę, że chyba jednak zaniecham przywożenia dziecka do Polski, nie warto dla kogoś takiego. Najwyżej ukąsi mnie kiedyś sumienie.
    Serdecznie pozdrawiam.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

  6. NotifyJerzy pisze:

    Aldona,
    “Najwyżej ukąsi mnie kiedyś sumienie.” Zdaje się już trochę podgryza.

    Nie denerwuj się. Tragedia antyczna polegała na tym, że ludzie wpadali w sytuację gdzie każde wyjście jest złe. Albo prowadzi do sytuacji gdy komuś dzieje się krzywda. W Twoim przypadku wybrałaś zapewnienie dziecku pewnej opieki przez Ciebie a nie szukanie niepewnego wsparcia ze strony olewającego swoje obowiązki byłego partnera. Jak sama to napisałaś kiedyś młody mężczyzna będzie musiał sobie to przetrawić. I coś mi się zdaje większym dla niego problemem będzie pogodzenie się z zachowaniem “taty” niż z brakiem sporadycznych przecież kontaktów spowodowanym wyjazdem. I basta . . . . nie ma co lamentować nad rozlanym mlekiem.

    Problem w tym, że Twoja sytuacja (która nota bene nie jest czymś wyjątkowym – przyznajmy to ze wstydem, niestety). Nie usprawiedliwia właścicielskiego podejścia matek do dzieci. Reprezentowanego przez nasz wspaniały przesąd i aktualnie wspierającą go tubę medialną. Bo cyt. “kobiety w Polsce wiedzą już, że jest im lepiej bez męża. Gdy ten płaci alimenty i się nie wtrąca.” Cóż . . . . niestety poza “eksio delikwentami” istnieje spora ilość panów którzy jednak chcą się “wtrącać”. I część z nich nie tylko ma do tego prawo (mam tu na myśli ducha prawa i moralne prawo) bo nie są ojcami tylko wg. wpisu w dokumentach. Ale nawet i obowiązek w obliczu nieodpowiedzialnych i głupich zachowań pań matek “właścicielek”. Niestety wszelkie ich działania są utrącane.

    I to też jest tragedia, tragedia niemożności. Aby przybliżyć tę sytuację posłużę się takim obrazkiem. Tata ma prawo bawić się z synem. Zaczyna się bawić w Indian. Przywiązuje go do pala męczarni i zaczyna rzucać ciutek ostrymi przedmiotami. Chcesz zaprotestować, bo to głupia zabawa. A tu ci taka jedna z sadu mówi stop . . . . nie masz prawa się wtrącać bo to ograniczenie wolności i własności. Trochę frustrujące . . .

    Oddzielenie dziecka od rodzica powinno być ostatecznością. Czymś co dzieje się jak już inaczej nie można. Dla Ciebie było, ale w wielu innych przypadkach nie jest. Czesto się to obecnie robi z wygody, dla lepszych widoków na przyszłość itd. Bo wartość ojcostwa wg. pań które władają aparatem przesądowym jest pomijalnie żadna! Do tego dodajmy mit o ojcu zagrażającym. Fatalnie to wygląda . . . dla nas tatów zaangażowanych.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  7. NotifyMaria pisze:

    Witam,
    dziękuję Mateuszu za miłe przyjęcie do Waszego (naszego?) grona. Masz rację z tą uwagą. Ale pisząc o swoich przeżyciach miałam na myśli Aldonę i siebie, w zestawieniu z biedną, samotną, bezbronną, korzystającą z MOPS i dokumentnie olewającą (a nie niszczącą) relacje ojciec dziecko, matką-Polką. Nie myślałam w ogóle tutaj o skrajnych przypadkach oszołomek, psujących reputację normalnym matkom.
    Piszecie Panowie dużo tutaj o stereotypach i przeświadczeniu ogólnym, że ojciec walczący o dziecko, to jakiś taki “inny” jest. Powiem szczerze, że gdybym trafiła na tego bloga jakieś 3 lata temu, to moja ocena byłaby zbliżona do stereotypu. Dlaczego? Trudno sobie wyobrazić, normalnemu człowiekowi, że kobieta, matka może nienawidzić czy być złośliwa do tego stopnia, żeby niszczyć ojca własnego dziecka, a przy okazji własne dziecko. Dla mnie jeszcze do niedawna było to niewyobrażalne i zarzuty Panów trąciły mi …hmmm… jakąś kombinacją dla własnej korzyści. Oczywistym dla mnie było, że skoro coś jest nie halo, idzie taki tatuś do sądu, udowadnia swoje racje i gdzie problem? Bierze dziecko do siebie, wychowuje, mama płaci alimenty albo dzielą się wydatkami. Bo przecież prawie zawsze można się dogadać. Powiem więcej, niejedną kłótnię z moim Partnerem uskuteczniliśmy, bo ja stałam po stronie jego ex a on po stronie mojego ex. Byłam pewna, że wojna, jaką on toczy, jest wyłącznie jego wymysłem i próbą zemsty za to, że mu “rogi przyprawiła”. O święta naiwności. Przyznaję publicznie, po 2 latach bycia z rozwodnikiem z dziećmi, tułania się po sądach, walki o dobro własnych (jego) dzieci, przeczytania internetu w zakresie KRIO i nie tylko, wzdłuż i wszerz: NIE MIAŁAM RACJI! Za co Was, Panowie-normalni Ojcowie- przepraszam. Ale powiem szczerze, że musiałam to zobaczyć na własne oczy, musiałam przeżyć, żeby dać wiarę Wam (i mojemu Partnerowi też).
    Więc teraz siedzę na tym blogu, czytam i szukam “przećwiczonych” rozwiązań. Ale czasem brak mi sił.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Wybitne. Dobre/Słabe: Dobre 9 Słabe 0

  8. NotifyMateusz pisze:

    Oczywiście, że to nasze wspólne grono, Mario. I bardzo miło, że w nim jesteś już od dawna.
    Bardzo mnie cieszy to, w jaki sposób widzisz nasze problemy. I nie dziwię się, że bez własnych doświadczeń trudno to zauważyć. Przecież każdy z nas kiedyś wierzył, że świat nie może być zły, że sprawiedliwość, uczciwość i takie różne słowa coś znaczą. Dopiero po własnych trudnych przejściach zauważamy, że idealizm nie zawsze ma wiele wspólnego z realizmem Wink
    Ten blog powstał właśnie po to, żeby nagłaśniać i upubliczniać nasze doświadczenia. Żeby ludzie, którzy odbywają swoją drogę przez mękę mogli się podzielić doświadczeniami z tymi, których to jeszcze nie dotknęło. Jeżeli będzie nas wiele, to ludzie przestaną na nas patrzyć jak na dziwadła. I może w końcu ktoś zacznie słuchać. A jak zaczną słuchać, to z czasem społeczne myślenie się zmieni. I zmienią się stereotypy (bo przecież jakieś zawsze będą – to ułatwia porządkowanie świata). Ale musimy docierać z naszym świadectwem do szerokiej rzeszy odbiorców. Dlatego bardzo cieszy, kiedy ujawniają się nasi regularni czytelnicy, kiedy włączają się do dyskusji, dzielą własnymi doświadczeniami i przemyśleniami. Tylko w ten sposób możemy się rozwijać i docierać do nowych czytelników.
    Mario, pisz jak najczęściej, zaproś do nas swojego Partnera, polecaj nas osobom, które mają podobne problemy. I pamiętaj, jesteś jedną z nas!

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo