Szczęście

Wielu z nas uzasadnia swoje wojenki szukaniem szczęścia tak, jakby konieczne było osiągnięcie stanu nirwany tu i teraz. Cóż… szczęście za życia to jest coś! Niestety, wymagania co do szczęścia bardzo ale to bardzo ostatnio wzrosły, i nie wiadomo już gdzie go tak naprawdę szukać.

Moja niedoszła teściowa twierdziła na przykład, że jej córka będzie szczęśliwa tylko wtedy, kiedy zabiorę ją na wakacje do Egiptu. Bo „jej siostra była w Egipcie, a mój ukochany zięć pokazał swojej córce piramidy”. Nigdy bym nie podejrzewał, że czyjeś szczęście może zależeć od tego, czy zobaczy grób faraona. Ale może niektórzy dobrze czują się na cmentarzach?

Pani Była natomiast twierdziła, że jak będzie miała mieszkanie, samochód i 1500 PLN oraz wolność, to w końcu będzie szczęśliwa. Nie chciałem stawać na drodze czyjemuś szczęściu. Przecież bym ją skrzywdził, gdybym jej nie pozwolił osiągnąć szczęścia. Zresztą i tak oskarżono mnie, że staję na drodze do szczęścia Pani Matki, denerwując ją strasznie tym, że chcę wychowywać swoje dzieci.

Na drodze do szczęścia jednej osoby może stać szczęście kogoś innego. Ślepo dążąc do szczęścia  można unieszczęśliwić nie jedną osobę ale całą społeczność. Ale obrona szczęścia jest tak ważna, że bronią go różne instytucje państwowe. W Polsce szczęście jest kobietą. Ale to już inna bajka.

GD Star Rating
loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii mężczyźni i kobiety, o życiu, siła stereotypu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Szczęście

  1. NotifyMyszak pisze:

    Szawel;

    Szczescie wszedzie jest kobieta, bardzo piekna, dlatego jest takie atrakcyjne.
    Jestes chyba troche zawiedziony, bo spotkales na drodze takich, dla ktorych szczescie to to samochod i 1500 PLN; ich szczescie to wysztafirowana lafirynda, z typu ktory mozna spotkac pod latarnia, raczej wulgarna…
    Kazdy ma widac takie szczescie, na jakie sobie zasluzyl.
    Szczescie to unoszenie sie na lotni nas Andami.
    Szczescie to kon, witajacy cie przyjaznym parskaniem i wtulajacy chrapy w dlon.
    Szczescie to maly synek, ktory zamiast jak co dzien sluchac bajeczki na dobranoc, zabiera ci ksiazke, mowi: “tata, dzisiaj ja ci poczytam” i… czyta, pierwszy raz.
    Szczescie to zjazd na terenowych rowerach z Cotopaxi (to taki duuuuzy wulkan) z corka rownie szalona jak jej tata.
    Szczescie to pies, ktory wita cie merdaniem ogona, lize po rekach i zaprasza na spacer.
    Szczescie to plyniecie pod woda w Pacyfiku w formacji z dwumetrowa manta (orlen cetkowany, o ile dobrze pamietam) i wlasnym synem.
    Szczescie to roza, ktora przezyla kanadyjska zime i dumnie melduje malutkimi listkami: jestem zywa, a jak zakwitne, to dopiero zobaczysz!
    Szczescie to zjazd na nartach “Latajaca Mila” z Mount Tremblant z synem, ktory w pewnym momencie przycina ostro kantami, zatrzymuje sie na skarpie wznaszac tuman sniegu i – stoi… Dlaczego? “Tata, zobacz jak tu pieknie!” I wiesz juz, ze on tez rozumie…
    Dziwny artykul, szczescie, jest go wiecej, jak sie nim podzielisz.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  2. NotifySzaweł pisze:

    Myszak,

    Co racja to racja …

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 0 Słabe 0

  3. NotifyLily pisze:

    Tak jak wszystkich pojęć abstrakcyjnych, szczęścia nie da się jednoznacznie określić. Potocznie kojarzy się ono istotnie ze “stanem nirwany”, jak ktoś zauważył, lub przynajmniej ze znaczącymi pozytywnymi wydarzeniami. Szczęśliwi jesteśmy w dniu zdania matury, dostania wspaniałej pracy, wzięcia ślubu, narodzin dziecka. Czy to jednak znaczy, że pomiędzy tymi wydarzeniami jesteśmy wyłącznie nieszczęśliwi?
    Problem leży chyba w tym, żeby umieć cieszyć się tym, co się ma w codziennym życiu. Nie mam kasy na wyjazd do Tajlandii, to spędzę urlop w Kołobrzegu. A jeśli i na to mnie nie stać, to jadę w weekend autobusem za miasto i idę do lasu. Zamiast ubolewać, że nie mam obecnie partnera, umawiam się na wieczór z przyjaciółmi.
    Warto starać się rozwijać w sobie tę cechę, bo umiejętność dostrzegania okruchów szczęścia choćby w drobnych, ulotnych chwilach może być bardzo przydatne, gdy
    przyjdą ciężkie momenty. Mówię na podstawie obserwacji paru osób bardzo doświadczonych przez los, między innymi niezwykle pogodnej matki dziecka z porażeniem mózgowym.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  4. NotifyKonrad pisze:

    Lily: Problem leży chyba w tym, żeby umieć cieszyć się tym, co się ma w codziennym życiu.

    Między innymi. Nasza cywilizacja koncentruje się na poczuciu braku (“muszę być taki a taki, osiągnąć to i to, mieć tamto czy siamto – dopiero wtedy będę szczęśliwy” ). Mało się mówi na temat cieszenia się “małym”, zwykłą codziennością.
    Takim czymś co ja roboczo nazywam akceptacją dla siebie i świata.
    To jedno.

    Druga rzecz, to to w jaki sposób dążymy do szczęścia. Trafiłem niedawno na dość ciekawą analizę, w myśl której są trzy drogi do osiągnięcia poczucia zadowolenia (szczęścia?):

    – przyjemność
    – zaangażowanie
    – poczucie sensu/wyższego celu.

    O pierwszej z tych dróg pisze Szaweł. Co ciekawe wg analizy o której mówię, jest to zarazem droga która w najmniejszym stopniu wpływa na to, w jakim stopniu jesteśmy szczęśliwi. Nie buduje ani bardzo silnego, ani trwałego poczucia szczęścia.
    Implikuje to również inny problem, bo człowiek się przyzwyczaja do bodźców, zatem aby utrzymać poczucie szczęścia trzeba cały czas karmić sie nowymi przyjemnościami.

    Zaangażowanie (poświęcenie się pasji, pracy, czemuś innemu), podobnie jak poczucie “wyższego celu” dają pono znacznie lepsze efekty – poczucie szczęścia osiągnięte dzięki nim jest zarówno silniejsze, jak też i bardziej trwałe.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  5. NotifyMyszak pisze:

    Lily:
    Tak jak wszystkich pojęć abstrakcyjnych, szczęścia nie da się jednoznacznie określić.

    Da sie okreslic, calkiem dokladnie, tyle ze nie teoretyczna definicja; mozna je za to opisac.

    Lily:

    Problem leży chyba w tym, żeby umieć cieszyć się tym, co się ma w codziennym życiu. Nie mam kasy na wyjazd do Tajlandii, to spędzę urlop w Kołobrzegu.

    Lily; dla mnie to jest zupelnie odwrotnie: tak sobie ksztaltuje codziennosc, zeby bylo sie czym cieszyc, zeby wiecej w niej bylo doswiadczen dobrych, niz zlych. Do Kolobrzegu nie pojade, bo go specjalnie nie lubie, niezaleznie od ceny, za to chetnie do Ustki, bo ja lubie. A jak nie mam kasy na Tajlandie, to zarobie, jesli mam z kim i po co tam pojechac. W tym roku nagimnastykowalem sie niezle, zeby zorganizowac wyprawe z synem do Sulawesi w Indonesii; on bardzo lubi wszystko co zywe i nurkowac, a najwiecej podwodnego zycia jest w poludniowym Pacyfiku, ja z kolei bardzo lubie patrzec, jak on odkrywa swiat; jest swietnym obserwatorem: pokazuje mi rzeczy, ktorych ja bym nie dostrzegl, a ja jemu moje ulubione miejsca – i tak uczymy sie od siebie na wzajem – i cieszymy zyciem, poki jest.

    Lily:

    Warto starać się rozwijać w sobie tę cechę, bo umiejętność dostrzegania okruchów szczęścia choćby w drobnych, ulotnych chwilach może być bardzo przydatne, gdy przyjdą ciężkie momenty. Mówię na podstawie obserwacji paru osób bardzo doświadczonych przez los, między innymi niezwykle pogodnej matki dziecka z porażeniem mózgowym.

    To nie jest “jedno albo drugie”, codziennosc albo niecodziennosc, drobne albo niezwykle. Moj kolega, doswiadczony nurek z Arizony ma syna z cerebral palsy, to chyba to samo. W zeszlym roku zabralismy go pod wode na Bonaire, bo tam spokojnie, jak w akwarium; mozna – pluca i przepone ma chlopak OK, ryzyko zadne, tyle ze ktos inny musi za niego pletwami wioslowac. Ale sie cieszyl! Nie przypuszczal, ze kiedykolwiek zobaczy ten swiat… Moj syn plywal wokol i pokazywal mu rozne dobrze schowane stworki, bo on je dobrze znajduje: osmiornice w szczelinie, krewetke pod kamieniem… Dobre doswiadczenie z dobrymi ludzmi.
    I wcale nie zamiast, dalej ciesze sie zimnym psim nosem, ktory budzi mnie rano, lapka malego synka w dloni. Jego tez zabiore w moj szalony swiat, jak troche od ziemi odrosnie, juz sie nie moze doczekac Wink

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  6. NotifyMyszak pisze:

    Konrad:

    Między innymi. Nasza cywilizacja koncentruje się na poczuciu braku („muszę być taki a taki, osiągnąć to i to, mieć tamto czy siamto – dopiero wtedy będę szczęśliwy” ).

    Pomijajac strone prymitywna: “bede szczesliwy, kiedy moj samochod bedzie wiekszy niz twoj samochod” – sprzedawana glupom w komercjalnych ogloszeniach; dlaczego nie? Zrealizowanie swojego potencjalu – to forma szczescia.

    Konrad:

    …człowiek się przyzwyczaja do bodźców, zatem aby utrzymać poczucie szczęścia trzeba cały czas karmić sie nowymi przyjemnościami.

    Wcale nie… Moze proste, latwo powtarzalne bodzce tak dzialaja, nie wiem, nigdy mnie bardzo nie interesowaly. Ale niebo w wysokich gorach dalej jest blekitno-fioletowe, zupelnie takie, jak 30 lat temu, mimo ze do czytania uzywam juz okularow, moze troche trudniej sie tam wdrapac, ale ciagle warto.
    Nawet przyslowiowy ‘pierwszy raz’, ktory zdarza sie tylko raz, zdarza sie… wiecej niz raz… Raz kiedy doswiadczasz sam, a potem – kiedy pokazujesz dziecku; zdarza sie wiec tyle razy, ile masz dzieci +1; wiem, bo sprawdzilem.

    Konrad:
    …poczucie „wyższego celu” dają pono znacznie lepsze efekty – poczucie szczęścia osiągnięte dzięki nim jest zarówno silniejsze, jak też i bardziej trwałe.

    Inna nazwa poczucia ‘wyzszego celu’ to chyba – fanatyzm; ostatnio amerykanskie SEALS upolowaly takiego jednego co mial wyzszy cel i chyba byl calkiem szczesliwy, a jednak jakos mi go nie szkoda. Kto decyduje, ze cel jest ‘wyzszy’? A moze to dzialanie z ‘niskich pobudek’?

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 1 Słabe 0

  7. NotifyKonrad pisze:

    Myszak: Pomijajac strone prymitywna: „bede szczesliwy, kiedy moj samochod bedzie wiekszy niz twoj samochod” – sprzedawana glupom w komercjalnych ogloszeniach; dlaczego nie? Zrealizowanie swojego potencjalu – to forma szczescia.

    Nie mówię nie, chodzi o inne rozłożenie akcentów. Jeśli nie potrafię się cieszyć tym co TERAZ, jest wielce prawdopodobne, że ten duży samochód czy wyjazd do Tajlandii też mnie nie uszczęśliwi. Albo uszczęśliwi tylko na chwilę, do momentu kiedy się nim nie znudzę (co zwykle następuje po kilku dniach).
    Natomiast inaczej jest, gdy wyjazd do Tajlandii jest “wisienką na torcie” (fajnie by było tam pojechać, ale jeśli się nie uda to nie jest problem, jestem zadowolony z tego co mam).

    Myszak: Wcale nie… Moze proste, latwo powtarzalne bodzce tak dzialaja, nie wiem, nigdy mnie bardzo nie interesowaly. Ale niebo w wysokich gorach dalej jest blekitno-fioletowe, zupelnie takie, jak 30 lat temu, mimo ze do czytania uzywam juz okularow, moze troche trudniej sie tam wdrapac, ale ciagle warto.

    A to może być związane z jeszcze czymś innym. Takim stanem, kiedy akceptujemy świat jaki jest, bez żadnych “warunków wstępnych” – czyli właśnie “cieszymy się zwykłym”. Chyba najczęściej zdarza się to właśnie w przypadku przeżyć estetycznych, ale też gdy znajdujemy się w stanie, który w angielskim określa się jako “flow”.

    Myszak: Inna nazwa poczucia ‘wyzszego celu’ to chyba – fanatyzm; ostatnio amerykanskie SEALS upolowaly takiego jednego co mial wyzszy cel i chyba byl calkiem szczesliwy, a jednak jakos mi go nie szkoda. Kto decyduje, ze cel jest ‘wyzszy’? A moze to dzialanie z ‘niskich pobudek’?

    Nie taki “wyższy cel” miałem na myśli Smile
    IMO fanatyzm pojawia się gdy czegoś brakuje – np. akceptacji dla odmienności innych.
    I nie sądzę, żeby fanatycy czerpali poczucie szsczęścia z tego co robią, raczej kojarzę fanatyzm ze strachem i ucieczką, ewentualnie poczuciem wykluczenia.
    Nie widziałem jeszcze nikogo szczęśliwego, kto by fanatycznie wyznawał jakąś ideę albo zajmowałby się krzywdzeniem innych.
    Dla mnie “poczucie wyższego celu” to coś z gatunku przekonania, że to co robię ma głębszy sens, bynajmniej nie ideologiczny. Może to być na przykład satysfakcja z bycia ojcem, żeby nawiązać do tematyki bloga.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 4 Słabe 0

  8. NotifyMyszak pisze:

    Konrad:
    Natomiast inaczej jest, gdy wyjazd do Tajlandii jest „wisienką na torcie” (fajnie by było tam pojechać, ale jeśli się nie uda to nie jest problem, jestem zadowolony z tego co mam).

    Czy to przypadkiem nie jest pochwala lenistwa i bylejekosci? Takie “co bedzie to bedzie”? Ja zawsze chcialbym troche wiecej, nie rzeczy, najczesciej przezyc i dobrych wspomnien. I tak jest dobrze, chce mi sie ruszyc, postarac, a jak sie uda – to jest sie z czego cieszyc.

    Konrad:
    A to może być związane z jeszcze czymś innym. Takim stanem, kiedy akceptujemy świat jaki jest, bez żadnych „warunków wstępnych” – czyli właśnie „cieszymy się zwykłym”. Chyba najczęściej zdarza się to właśnie w przypadku przeżyć estetycznych, ale też gdy znajdujemy się w stanie, który w angielskim określa się jako „flow”.

    Bardzo ciekawa obserwacja, tak – to jest ‘flow’, tylko jakos latwiej o niego w Andach, w Himalajach, pod woda w Poludniowym Pacyfiku – niz w ‘domach z betonu’; czyli – jest dobry powod zeby sie postarac i w fajne miejsce pojechac.

    Konrad:

    IMO fanatyzm pojawia się gdy czegoś brakuje – np. akceptacji dla odmienności innych.

    Dla Ciebie to brak, dla mnie tez, ale dla Talibanu (i tego w turbanach i tego w moherowych beretach) – to jest ‘Wyzszy Cel’: zeby wszyscy nosili turban/moherowy beret [niepotrzebne skreslic] Wink

    Konrad:
    Dla mnie „poczucie wyższego celu” to coś z gatunku przekonania, że to co robię ma głębszy sens, bynajmniej nie ideologiczny. Może to być na przykład satysfakcja z bycia ojcem, żeby nawiązać do tematyki bloga.

    Zgadzam sie, ideologie sa poderzane, wszystkie, to jest ‘ja wiem, a ty nie’ – i zawsze z geba pelna wielkich liter… Natomiast taki ‘wyzszy cel’ z malej litery, masz racje, ma sporo sensu i dodaje okruszek szczescia. Od lat zajmuje sie techniczna strona komunikacji (bez wplywu na tresc), fajne zajecie, jedna z zalet jest przekonanie, ze moja praca czyni swiat troszke lepszym, bo swiat jest troche lepszy, kiedy ludzie komunikuja sie, na dowolny temat, zamiast okladac adwersarza dragiem, albo do niego strzelac.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 2 Słabe 0

  9. NotifyKonrad pisze:

    Myszak: Czy to przypadkiem nie jest pochwala lenistwa i bylejekosci? Takie „co bedzie to bedzie”? Ja zawsze chcialbym troche wiecej, nie rzeczy, najczesciej przezyc i dobrych wspomnien. I tak jest dobrze, chce mi sie ruszyc, postarac, a jak sie uda – to jest sie z czego cieszyc.

    Też miałem kiedyś podobne obawy. Ostatnio coraz bardziej rozumiem, że bylejakość i lenistwo to raczej sposób obrony przed czymś co (w naszej opinii) nas przerasta, a nie wynik akceptacji obecnego stanu.
    Po pierwsze to, że teraz jest dobrze wcale nie znaczy, że nie może być lepiej.
    Po drugie zaś, nawet jeśli wykluczysz tę motywację rozwoju, zostaje jeszcze… ciekawość. Takie “zobaczmy co jest za zakrętem”.
    Różnica jest taka, że zmienia się sposób w jaki dążymy do celu. A to przecież owa droga wypełnia większą część życia – w Tajlandii spędzisz 2 tygodnie, pracować na ten wyjazd będziesz kilka miesięcy.

    Myszak: Bardzo ciekawa obserwacja, tak – to jest ‘flow’, tylko jakos latwiej o niego w Andach, w Himalajach, pod woda w Poludniowym Pacyfiku – niz w ‘domach z betonu’; czyli – jest dobry powod zeby sie postarac i w fajne miejsce pojechac.

    Ja to rozumiem zupełnie inaczej – jest dobry powód by sprawdzić, dlaczego tam potrafię osiągnąć stan szczęścia, a w “domach z betonu” już nie.
    Kiedyś miałem dokładnie tak jak to opisujesz – przynajmniej raz w roku musiałem wyjechać w góry, bo tylko tam czułem się naprawdę dobrze. Teraz potrafię być zadowolony z życia np. stojąc w korku na drodze do/z pracy. Świat zewnętrzny się nie zmienił – ja się zmieniłem.
    I wcale nie zrezygnowałem przez to z wyjazdów w góry Smile
    Na marginesie – obserwacja od której wyszliśmy nie jest mojego autorstwa. Ten, kto ją popełnił twierdził również, że poczucie szczęścia jest przyrodzone każdemu i to, że go nie odczuwamy na codzień wynika li tylko z tego, że wraz z dorastaniem uczymy się złych nawyków. Potem, kierowani tymi nawykami, podejmujemy “złe” decyzje, w wyniku których lądujemy w dziwnych relacjach, niesatysfakcjonującej pracy i tak dalej.
    Dla niego jedyna różnica między niebem w Andach a codziennym życiem z jego wszystkimi problemami jest taka, że pierwszy stan w pełni akceptujemy, a drugi już nie.

    Myszak: Dla Ciebie to brak, dla mnie tez, ale dla Talibanu (i tego w turbanach i tego w moherowych beretach) – to jest ‘Wyzszy Cel’

    Ale mnie nie interesuje jak to rozumie “Taliban” Smile

    Myszak: Od lat zajmuje sie techniczna strona komunikacji (bez wplywu na tresc), fajne zajecie, jedna z zalet jest przekonanie, ze moja praca czyni swiat troszke lepszym, bo swiat jest troche lepszy, kiedy ludzie komunikuja sie, na dowolny temat, zamiast okladac adwersarza dragiem, albo do niego strzelac.

    No właśnie. I takie coś też może dawać satysfakcję pod hasłem “wyższego celu”. Czujesz, że to co robisz jest w jakiś sposób ważne, również dla innych.

      [Cytuj]  [Odpowiedz]

    Zgłoś komentarz jako niewłaściwy

    Dobre/Słabe: Dobre 3 Słabe 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby powiadomić kogoś, że odpowiedziałeś na jego komentarz kliknij znak @ przy jego imieniu. Tekst, który się pojawi w okienku edycji, nie będzie widoczny w opublikowanym komentarzu.

SmileBig SmileGrinLaughFrownBig FrownCryNeutralWinkKissRazzChicCoolAngryReally AngryConfusedQuestionThinkingPainShockYesNo