Skąd się biorą dzieci, czyli o dzietności i bocianach a zwłaszcza o statystyce…

Walczymy ze stereotypami

W czasie studiów najbardziej lubiłem chyba wprowadzenie do statystyki. Zazwyczaj dzieje się tak dzięki prowadzącemu. Nigdy nie zapomnę, jak tłumaczył różne możliwe związki między obserwowanymi zjawiskami.

W Polsce najwięcej dzieci w rodzinie rodzi się w jej północno-wschodnich regionach. Są to te regiony, gdzie żyje prawie trzy czwarte wszystkich polskich bocianów. Czy te dwa fakty mają ze sobą związek? Z całą pewnością! Czy można stąd wysnuć wniosek, że to bociany przynoszą dzieci? Niekoniecznie…
W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z korelacją. Dwa zjawiska nie zależą od siebie nawzajem, ale mają wspólne przyczyny.

Trudno jest analizować szersze zjawiska społeczne bez danych statystycznych. Ale sam dostęp do danych nie wystarczy. Trzeba jeszcze zrozumieć powiązania między nimi, zobaczyć związki przyczynowo skutkowe i praprzyczyny. Same liczby zazwyczaj nie znaczą więcej, niż wyniki minionych losowań totolotka.

W ostatnim numerze Polityki (20.07 – 26.07.2011, nr 30) Joanna Cieśla i Ewa Winnicka opublikowały bardzo ciekawy materiał dotyczący rozstań rodziców. Jednak i do tego tekstu zakradł się pewien od dawna pokutujący mit o tym, że ojcowie nie starają się o opiekę nad dziećmi. Został nawet poparty danymi z krakowskiego RODK za 2009 r. Wynika z nich, że ponad połowa ojców występujących o powierzenie im władzy rodzicielskiej uzyskała pozytywne orzeczenie. I podsumowują autorki, że kiedy „ojciec zaczyna się starać, bynajmniej nie jest bez szans”.

Po pierwsze należałoby ustalić, czy chodzi o powierzenie władzy rodzicielskiej, czy o ustalenie miejsca zamieszkania przy ojcu. Z kontekstu w tekście wynikałoby, że raczej o to drugie… Po drugie stawiany jest znak równości między występowaniem o władzę rodzicielską a staraniem się o dziecko. I po trzecie – najważniejsze w kontekście statystyki – czy nie warto by uwzględnić w omawianiu rozkładu statystycznego jeszcze dwóch rodzajów zdarzeń:

  • ojcowie, którzy kochają swoje dzieci i uważają, że powinny one mieć oboje rodziców, więc nie występują o odebranie ich od matek,
  • ojcowie, którzy chcieliby być pierwszoplanowymi opiekunami swoich dzieci, ale zostali odwiedzeni od składania idących w tym kierunku wniosków w postępowaniu rozwodowym.

Myślę, że jeszcze nie nadszedł czas rzetelnej analizy postaw rodziców w sytuacji rozwodu. I pokutuje przedziwny stereotyp, że ojcowie nie starają się o opiekę nad dziećmi. Co dodatkowo wzmacnia idące niby w stronę ojców stwierdzenie „starają się coraz częściej”.

Że to niesprawiedliwe wobec ojców? No cóż, chłopaki nie płaczą. Ale… jakże mocno i zupełnie niepotrzebnie utwierdza wyobrażenie, że po rozstaniu rodziców dziecko może być powierzone tylko jednemu z nich. Kiedy wszyscy zrozumiemy, że dziecku przysługuje dwoje rodziców niezależnie od tego, jak bardzo się oni nie lubią?

GD Star Rating
loading...
Skąd się biorą dzieci, czyli o dzietności i bocianach a zwłaszcza o statystyce..., 5.0 out of 5 based on 1 rating
Walczymy ze stereotypamiKupy nikt nie ruszy…Lepsze jest wrogiem…
Ten wpis został opublikowany w kategorii opieka równoważna, opieka nad dziećmi, siła stereotypu, miłość rodziców, być ojcem, relacje między rodzicami, prawo i praktyka, mężczyźni i kobiety, dyskryminacja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 Responses to Skąd się biorą dzieci, czyli o dzietności i bocianach a zwłaszcza o statystyce…

Dodaj komentarz