Sprzedałem własne dziecko

Tata wobec systemu

Po roku walki, przekładania rozpraw, uników, podchodów i podstępów doszło do ugody. A było to tak…

Niemalże w rocznicę pierwszego pisma sądowego z półgodzinnym opóźnieniem, ale tym razem w pełnym składzie, stawiły się strony, świadkowie, ba nawet pełnomocnicy. Sędzia tym razem nie próbował być agresywny bo miał interes, żeby sprawę mieć szybko z głowy, bo pół godziny w plecy, perspektywa przesłuchania 4 świadków w półgodziny i rozstrzygnięcia o losie dziecka pośród dwóch dość skrajnych poglądów, więc zaczęło się drążenie ugody. Sam zresztą zbudowałem pod nią grunt, wszak byliśmy na zakończonych fiaskiem mediacjach, a moje pragnienie 50% podziału czasu opieki nad dzieckiem ograniczyłem do min. 33% w jednym z kolejnych pism procesowych. Koniec końców mam średnio całe 5 godzin tygodniowo dla własnego Syna dysponując łaskawie 5 godzinami w 2 soboty w miesiącu poza domem przy pełni władzy rodzicielskiej. I tylko jedno pytanie kołuje mi się w głowie:

Dlaczego sprzedałem własne dziecko podpisując tak kompromitujący dokument? Dlaczego mam wrażenie, że sprzedałem własnego Syna. Po roku walki spełniły się słowa matki: “dwa razy w tygodniu to jest maks co ode mnie dostaniesz”.

P.S. Zabawne że przez cały czas rozprawy sędzia mówił tylko o moim prawie do kontaktów, a nijak nie poruszał prawa dziecka. To jest właśnie patologia. Bez agitacji wyborczej, ale sądzę, że mój Syn zasługuje na więcej… taty w życiu!

GD Star Rating
loading...
Tata wobec systemuTato, załóż kancelarięTemida w akcji czyli plucie na ślepo
Ten wpis został opublikowany w kategorii PA i PAS, być ojcem, prawnicy, prawa dziecka, prawo i praktyka, prawa rodzicielskie, dyskryminacja, decyzje w ważnych sprawach dzieci, sądy, urzędy, instytucje, alienacja rodzicielska, siła stereotypu, zespół alienacji rodzicielskiej, wspomnienia z sądu i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

25 Responses to Sprzedałem własne dziecko

Dodaj komentarz